Zamknij

Polski Ład. Obniżone pensje nauczycieli już nie wzrosną. "Czuję się, jakby mi napluto w twarz"

05.01.2022 15:00
Nauczyciel w szkole
fot. TADEUSZ KONIARZ/REPORTER

- Nie chce się pracować, a lubiłem tę pracę. Zostałem totalnie zdemotywowany, czuję się, jakby mi napluto w twarz - opowiada Dariusz, nauczyciel wychowania fizycznego, po tym, gdy zobaczył wypłatę za styczeń niższą o ponad 300 zł. Już wie, że mimo korekt w Polskim Ładzie, jakie zapowiedział rząd, jego pensja nie zwiększy się. W podobnej sytuacji są inni nauczyciele.

Dariusz od 10 lat pracuje w szkole specjalnej w Wielkopolsce. Jest nauczycielem mianowanym. Uczy wychowania fizycznego i jest fizjoterapeutą. - Pracuję z niepełnosprawnymi uczniami. Zdarzało się, że byłem ugryziony, podrapany, uderzony pięścią w twarz. Nieraz musiałem też przewijać moich uczniów, myć ich - opowiada o swojej pracy. - To naprawdę odpowiedzialny zawód, ale lubiłem tę pracę - dodaje. W styczniu Dariusz zobaczył wypłatę: 351 zł mniej. Dostawał 3079, teraz przelew wyniósł 2728 zł. - Zarabiam mniej niż kasjerzy w sklepie i kierowcy Ubera. Chociaż oba te zawody szanuję i uważam, że ci pracownicy powinni jeszcze więcej zarabiać, ale ja jako nauczyciel zostałem totalnie zdemotywowany, nie chce się pracować. Czuję się, jakby mi napluto w twarz - nie ukrywa.

Posłuchaj podcastu

Agnieszka uczy języka polskiego w podstawówce pod Warszawą. Gdy zobaczyła pierwszą wypłatę po Nowym Roku, miała ochotę się rozpłakać. Pensję dostała niższą o 360 zł. Do tej pory na rękę miała 3,4 tys. zł. - Spłacam kredyt na mieszkanie, raty zresztą też poszły w górę, sama wychowuję syna. Planowałam kupić nowe meble, wyjechać gdzieś na ferie. A teraz pytam: jak to możliwe i jak sobie poradzę - to były jej pierwsze myśli po sprawdzeniu styczniowej wypłaty. Łudziła się, że to jakaś pomyłka, teraz, niestety, już wie, że tak zostanie. - I po co ostatnio siedziałam w nocy i sprawdzałam klasówki? Nigdy nie czułam się tak zdemotywowana - przyznaje.

Do tej pory Małgorzata, biolożka, zarabiała 3,1 tys. zł. W styczniu zobaczyła przelew o 276 złotych mniejszy. - Po pierwszym zaskoczeniu zaczęły spływać do mnie wiadomości od innych nauczycieli: 200, 300, 400 zł mniej. Zawsze byliśmy spychani na margines, przy podwyżkach o nas zapominano. Gdy mówiono teraz, że zyskamy na Polskim Ładzie, nie wierzyłam w to do końca, ale nigdy w tak perfidny sposób nie obniżano nam pensji – komentuje. Potem pojawiła jej się myśl: nie chce już pracować w szkole.

Polski Ład. "Doszło do nieścisłości"

Od poniedziałku takich historii nie brakuje. Chociaż są też tacy, którym wynagrodzenie zwiększyło się o kilkadziesiąt złotych. Do Związku Nauczycielstwa Polskiego cały czas napływają jednak informacje od szkolnej kadry, która dostała mniejszą pensję. 400 osób zgłosiło taki problem pod postem ZNP na Facebooku. - Zgłaszają się do nas nauczyciele z dużych i małych miast, często są to osoby, które pracują w kilku szkołach. Nauczyciele kojarzą to z nowymi rozwiązaniami podatkowymi w ramach Polskiego Ładu. W poniedziałek minister Czarnek twierdził, że to fake news, dziś rzecznik rządu przyznał, że są błędy. Czekamy na wyjaśnienia – mówi Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka ZNP.

Ministerstwo Edukacji i Nauki w oficjalnym komunikacie z 4 stycznia, stwierdziło, że problemu tak naprawdę nie ma, bo „żaden kurator oświaty nie potwierdził tego rodzaju sytuacji”. Na końcu resort jednak zaznaczył, że jeśli jakiś nauczyciel otrzymał niższe wynagrodzenie, to może skontaktować się z organem prowadzącym albo z ministerstwem. W podobnym tonie mówił Przemysław Czarnek.

- Niech mi pani wskaże konkretne imię, nazwisko nauczyciela, któremu obniżono wynagrodzenie przez Polski Ład. No nie ma takich przypadków – mówił szef MEiN w Sejmie, zwracając się do jednej reporterek. - Żaden kurator nie potwierdził, że z powodu wejścia w życie Polskiego Ładu jest jakiekolwiek obniżenie wynagrodzenia dla nauczycieli – dodawał, a błędy tłumaczył, np. niewłaściwymi naliczeniami, ale niespowodowanymi Polskim Ładem, albo późniejszymi wypłatami za nadgodziny.

- O wynagrodzeniach mają informacje pracodawcy, czyli organ prowadzący, samorząd. Kuratorzy nie mają takich informacji – dementuje słowa ministra Kaszulanis. Pytaliśmy też kilka szkół – liceów, podstawówek - czy kuratorzy się z nimi kontaktowali w sprawie pensji, wszędzie usłyszeliśmy „nie”.

W środę 5 stycznia na konferencji prasowej Piotr Piotr Müller, rzecznik rządu, przyznał, że doszło jednak do „nieścisłości” przy zmianie podatków w ramach Polskiego Ładu. Chodzi konkretnie o złe naliczenie zaliczki na podatek dochodowy od osób fizycznych. Nauczyciele jako pierwsi odczuli te „nieścisłości”, bo pensję dostają „z góry", na początku miesiąca. - Przy każdej dużej reformie takie błędy mogą się zdarzać, ale nie spowoduje to, że ktoś mógłby coś stracić – zaznaczał rzecznik i zapowiedział korekty zmieniające zasady naliczania tej zaliczki.

W lutym ci, którzy mieli pomniejszone pensje z powodu tego błędu, mają dostać wyrównanie. Ponadto w trakcie roku będzie można złożyć lub wycofać PIT-2, czyli wniosek o stosowanie kwoty wolnej od podatku w wyliczaniu comiesięcznego wynagrodzenia. Müller zapowiedział też dodatkowe "działania szkoleniowe i informacyjne". - Przepraszam te osoby, które spotkały się z chwilowymi niedogodnościami. Błędy będziemy korygować, ale te rozwiązania są korzystne – przekonywał. A wiceminister edukacji Tomasz Rzymkowski podawał przykłady: nauczyciel stażysta ma zarabiać więcej nawet o 1,7 tys. zł, kontraktowy o 1,4 tys. zł, a mianowany o blisko 500 zł. - Żaden z nauczycieli, który zarabia do 12,8 tys, brutto miesięcznie nie straci – podkreślał Rzymkowski i przekonywał, że problem niższych pensji jest marginalny. Dodał też, że nadzór pedagogiczny - czyli kurator - nie jest organem prowadzącym, więc nie odpowiada za pensje. W ten sposób zaprzeczył temu, co dzień wcześniej mówił minister Czarnek.

Niższe pensje zostaną

Z bohaterów naszego tekstu na korektach zyska jedynie Małgorzata, nauczycielka biologii. Przyznaje, że nie złożyła PIT-2. Gdy to zrobi, zakład pracy będzie mógł odprowadzać podatek z jej pensji z uwzględnieniem kwoty wolnej od podatku, więc jej zarobki powinny wrócić do normy. Można to jednak zrobić tylko w jednym miejscu pracy, a np. Agnieszka, polonistka, uczy w dwóch szkołach. Jak zresztą wielu nauczycieli. - Za jedną nauczycielską pensję, przy obecnej inflacji, stopach procentowych nie da się wyżyć, chyba, że ma się bogatego męża – mówi.

Podwyższona jest też składka zdrowotna, a ta z kolei naliczana jest w każdej z placówek osobno, stąd też obniżki pensji. PIT-2 nie mogą złożyć również dorabiający emeryci - w szkołach branżowych i technikach to często ponad połowa kadry – i osoby, które dodatkowo prowadzą działalność gospodarczą. I w tej grupie jest właśnie Dariusz. Założył działalność, bo ma pięcioosobową rodzinę i tylko ze szkolnej pensji nie dałby rady jej utrzymać. - Rozmawiałem już z księgową i niestety taka pensja mi zostanie. Prowadząc działalność gospodarczą, będę płacił 10 razy większą składkę zdrowotną, to jakieś 500 zł. W sumie licząc obniżkę nauczycielskiej pensji o 350 zł, mam w sumie 850 zł mniej. Przy inflacji bliskiej 8 proc., podwyżkach za gaz ponad 50 proc. i prąd ponad 20 proc. Nie mówiąc już o podniesionych kilkukrotnie stopach procentowych – wylicza.

Dyrektorzy szkół, którzy na bieżąco kontaktują się z księgowymi i nauczycielami, przewidują, że to dopiero początek zamieszania. - Zmiany jeszcze będą, bo np. dojdzie nam trzynastka do rozliczenia – zwraca uwagę dyrektorka jednej z łódzkich podstawówek. - Mało informacji, brak czasu na zapoznanie się z tymi informacjami, nowy system informatyczny, duży chaos – podsumowuje początek roku w szkołach.

RadioZET.pl

C