Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Michał Korościel
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Zmarła 2-latka, która nie została przyjęta do szpitala. "Lekarka jej nie zbadała"

29.10.2018 16:55
xxx wiadomosci

Śledczy badają okoliczności śmierci 2-letniej Moniki z Kiełpinka (woj. pomorskie). Zdaniem rodziny dziewczynka zmarła kilka godzin po tym, jak została odesłana z izby przyjęć bez żadnego badania. 

Pomorze. Zmarła 2-latka, która nie została przyjęta do szpitala fot. NineBall Foto/Shutterstock (ilustracyjne)

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku 

Jak podał "Dziennik Bałtycki", rano w sobotę 27 października dziewczynka dostała gorączki, a na jej twarzy pojawiła się wysypka. 

Waldemar Bilski, wujek 2-latki, powiedział w rozmowie z gazetą, że wraz z siostrą zdecydował się pojechać z dziewczynką na szpitalną izbę przyjęć w Człuchowie.

- Monisia zaczęła się trząść jakby było jej zimno, miała jakieś drgawki - podkreślił. Jego zdaniem mała pacjentka został zignorowana przez dyżurującą lekarkę.

- W szpitalu byliśmy między 14 i 15. Weszliśmy do gabinetu. Pani doktor siedziała za biurkiem. Kazała podciągnąć małej koszulkę. I tak patrząc zza biurka stwierdziła „ośpa, ośpa, kąpać, kąpać...”. Zdziwiłem się, że z ospą każe kąpać dziecko. Ale przepisała jeszcze białą maść do smarowania i pojechaliśmy do domu - relacjonował wujek 2-latki.

Co więcej - zdaniem Bilskiego w szpitalu nawet nie zbadano chorej dziewczynki. - Lekarka nie podeszła, nie zbadała, ani nie osłuchała, nawet temperatury nie sprawdziła – podkreślił.

Stan dziewczynki dramatycznie się pogorszył w nocy z soboty na niedzielę. - I znowu te drgawki. Powiedziałem siostrze, żeby dzwoniła na pogotowie. Zadzwoniła, połączyli nas ze Słupskiem. Poszedłem więc odpalić samochód i sami pojechaliśmy do szpitala. Mała przelewała się przez ręce - mówił mężczyzna. 

Rodzina wraz z małą Moniką pojawiła się ponownie na szpitalnej izbie przyjęć około godz. 2 rano w niedzielę. 2-latkę przyjęła ta sama lekarka, która miała ją odesłać do domu kilka godzin wcześniej.

- Tam kazali nam rozebrać małą, lekarka ją zbadała, podłączyła jakieś urządzenia, zauważyła że jest źle i zadzwoniła po drugiego lekarza. Pytali dlaczego dopiero teraz przyjechaliśmy. Ja w tym czasie pojechałem po ubrania, pampersy i wszystko co potrzebne w szpitalu. Kiedy przyjechałem, siostra mówi „ty, oni się pytali, czy chcemy księdza...” Stwierdziłem, że ma nie przesadzać, ale sam spanikowałem. Zadzwoniłem do rodziny, pojechałem po nich. Kiedy przyjechaliśmy nasza Monisia nie żyła - opowiadał w rozmowie z gazetą wujek dziewczynki.

Rodzina podkreśliła, że do tej pory mała Monika nie chorowała i była zdrowym dzieckiem.

Zdzisław Rachubiński, dyrektor szpitala w Człuchowie, zapowiedział wszczęcie postępowania wewnętrznego po śmierci 2-latki. - Poleciłem zebrać informacje, jak rzeczywiście wyglądała ta sytuacja. Jeśli pani doktor rzeczywiście przyjęła dziecko „na odległość”, trzeba będzie wyciągnąć konsekwencje - zapowiedział w rozmowie z "Dziennikiem Bałtyckim".

Na wtorek zaplanowano sekcję zwłok dziewczynki. Dopiero autopsja odpowie na pytanie co było powodem śmierci dziecka.

RadioZET.pl/Dziennik Bałtycki/PTD

Oceń