Zamknij

Popularny serial zawładnął umysłami dzieci? "Na przerwach imitują zabawy w zabijanie"

26.10.2021 21:06
Turniej "Squid Game" - zdjęcie ilustracyjne
fot. Rex Features/East News

„Squid Game”, ale też podobne mu seriale czy gry o dużym ładunku przemocowym wychodzą spod palców psychologów, behawiorystów czy innych osób wiedzących o tym, że nasz mózg uwielbia nieprzewidywalne sytuacje – mówi w wywiadzie dla Radia ZET Dr Maciej Dębski z fundacji Dbam o Mój Zasięg. Dębski dodaje, że zaobserwował negatywny wpływ serialu Netflixa na najmłodszych uczniów.

Zabawy z serialu „Squid Game” odbywają się już na… korytarzach polskich szkół. „Dziecko, które przegrywa, bardzo często jest bite, szarpane, poniżane”, mówi w rozmowie z reporterem Radia ZET szef fundacji Dbam o Mój Zasięg, która coraz częściej otrzymuje w tej sprawie niepokojące sygnały od rodziców. Doktor Maciej Dębski opowiada nam o negatywnym wpływie wielkiego hitu Netflixa na młodych widzów, którzy oglądając go, stykają się z bezsensownym okrucieństwem.

Maciej Bąk, Radio ZET: Serial „Squid Game” to ewidentny globalny fenomen. Ogląda go cały świat. Pan jednak zwraca uwagę na to, że jest to fenomen w pewnym sensie negatywny…

Dr Maciej Dębski, fundacja Dbam o mój zasięg: Tak, ten fenomen już ma negatywne skutki, a będzie miał jeszcze większe. Ja tylko przypomnę, że ten serial był w planach już w 2008 roku, ale wtedy nie wszedł na ekrany, bo okazał się na tamte czasy zbyt drastyczny. Dziś jest już dla niego miejsce, i to na dużej platformie streamingowej. I bije on faktycznie rekordy popularności. Co to oznacza? To, że 13 lat to wystarczający okres czasu, by w naszej kulturze i w naszym postrzeganiu wartości zaszły tak istotne zmiany. Ta granica – co można pokazywać i czego nie powinno się pokazywać – została mocno przesunięta. Co jednak najgorsze, dziś ten serial niestety bardzo często ogląda nie ten widz, który powinien.

Docierają do pana w tej sprawie jakieś niepokojące sygnały?

Tak, jest ich sporo i to z różnych stron. Przede wszystkim niepokoi mnie to, że rodzice coraz częściej zwracają się do naszej fundacji z pytaniem: co mają robić? Bo wiedzą, że jest taki serial, co prawda dziecko nie oglądało, ale wszyscy w szkole wiedzą, dziecko czuje się tym wykluczone i tak dalej. To jest pierwszy sygnał. Drugi, który jest jeszcze bardziej niepokojący, to to, że dzieci starają się odwzorowywać gry i zabawy oraz fabułę i postaci z tego serialu. Ostatnio miałem zajęcia w 2 klasie podstawówki (przypomnę, że to serial dla widzów od 16 roku życia) i zdecydowana część z tych uczniów w wieku 7-8 lat z fascynacją odpowiedziała, że to oglądała. To znaczy przez 10 godzin (tyle trwa cały serial) były one karmione mocnym przekazem przemocowym, który to – i to jest tragedia – jest potem naśladowany na przerwach czy w świetlicy.

Naśladowany w jaki sposób?

W postaci gry, choćby takiej jak „raz dwa trzy Baba Jaga patrzy” (w serialu nazywa się ona: Gra w zielone, gra w czerwone). To są zabawy, w których ktoś musi przegrać, jak to w filmie. No i dziecko, które przegrywa, bardzo często jest bite, szarpane, poniżane. A nawet jeśli tak się nie dzieje, to „przegrane” dziecko czuje się bardzo negatywnie, jest przygnębione. Do tego dochodzi oczywiście udawanie użycia broni. Generalnie zabawa w zabijanie na przerwach nie jest czymś, co powinno nas nastrajać optymistycznie.

Kadr z serialu "Squid Game"
fot. PARK Youngkyu/Everett Collection/East News

Z tym że są to gry stare jak w świat, graliśmy w nie wszyscy. One dziś po prostu nabrały nowej dynamiki i inne znaczenie mają wykonywane przez uczestników gesty.

One są przede wszystkim układane przez profesjonalistów, czyli autorów scenariuszy do seriali takich jak ten. „Squid Game”, ale też podobne mu seriale czy gry o dużym ładunku przemocowym wychodzą spod palców psychologów, behawiorystów czy innych osób wiedzących o tym, że nasz mózg uwielbia nieprzewidywalne sytuacje. Zresztą przecież tak podzielone są te odcinki, by kończyły się w sposób wręcz zmuszający nas do szybkiego obejrzenia kolejnego. Dziś kryją się za tym potężne firmy, a serial ma ogromny rozgłos i zbija potężną kasę.

Pan oglądał ten serial?

Tak.

Podobał się panu jako dorosłemu widzowi?

On jest mocno stworzony pod młodego uczestnika. Jest kolorowy, wciągający, absorbujący. Natomiast przy tej chwytliwej otoczce cała reszta jest kompletnie bez sensu. Dlaczego? Proszę zobaczyć, jaka jest na przykład tu kultura rywalizacji. W tym serialu wygrywa ten, który przejdzie po trupach do celu! Dalej jest kwestia postrzegania śmierci, ale też postrzegania przestępstw – w serialu przecież nie ma za nie żadnej kary. Czyli dziecko jest uczone przez te 10 godzin tego, że można robić dużo złego i żadna kara za to nikogo nie spotyka. Przyznam, że nie dobrnąłem do ostatniego odcinka i nie czuję potrzeby, by dowiedzieć się jak skończyła się ta historia. Jako rodzic mówię: nie.

Z tym że jest mnóstwo filmów, które biorą na warsztat zło. I jako dorośli widzowie oglądamy je regularnie, a do dzieci przeważnie one wcale nie docierają. Tu mamy jednak serwis streamingowy, który sprawia, że ten serial przedostaje się do dzieci. Choćby przez memy czy inne odniesienia internetowe.

Tak, te treści przedostają się do dzieci. I co prawda w platformach streamingowych są opcje „konta dla dziecka”, ale bardzo często nieświadomi rodzice nie zwracają uwagi na to, że ich dzieci logują się na „dorosłe” konta. Więc tutaj polecałbym taką rodzicielską uważność. Natomiast mnie, jako socjologa, niepokoi inna rzecz. Otóż dzisiejsze ekranizacje serialowe żyją tylko po części w serwisie streamingowym, ale poza nim tworzą swego rodzaju kulturę. Mówimy dziś o memach, o kawałach, ale zaraz zaczniemy mówić o specjalnych strojach na halloween z tego serialu, o różnego rodzaju gadżetach. Dziś to jest po prostu komercja i może się okazać, że to będzie tak naprawdę ta większa szkodliwość wpływu na dzieciaki w kontekście tego serialu. Bo jest on, wydaje mi się, na swój sposób przełomowy.

Uczestnicy turnieju "Squid Game" w Rotterdamie, 17 października 2021
fot. Rex Features/East News

I będą powstawać kolejne, bazujące na podobnym schemacie…

Pewnie tak, tym bardziej że dzieci są często Bogu ducha winne tego, że są przyklejone do nowych technologii i nie mają pasji i zainteresowań. I przypomina się zasada: rodzic powinien być uważny nie tylko na to, co dziecko robi realnie, ale też wirtualnie. Moglibyśmy przecież zakończyć naszą rozmowę na stwierdzeniu: film jest od 16 roku życia i basta. Ale przecież tak nie jest. Ktoś utracił kontrolę, ktoś czegoś nie dopilnował. Na przykład taki rodzic, który świadomie wycofał się ze świata cyfrowego.

To jak zachować się kiedy dziecko już obejrzało ten serial?

Rodzicowi, którego dziecko już to obejrzało, radzę: musisz z nim o tym serialu porozmawiać. Nie wiń go za to, że obejrzało. Sam go obejrzyj i zobacz, co możesz zrobić z wiedzą uzyskaną z tego serialu. Jak się tam mówi o życiu, jaką tam wartością jest życie, co to znaczy: idę po celu po trupach, jak może czuć się osoba, której życie jest zagrożone? Myślę, że niedługo powstaną bardzo ciekawe scenariusze profilaktyczne, w oparcie o różnego rodzaju seriale, takie jak ten, które pomogą w pewien sposób przerabiać dzieciakom tę kilkugodzinną wizję przemocy, jaką zobaczyły.

RadioZET.pl