Urodziła dziecko przy Biedronce. Są relacje świadków. „Spanikowałem”

Mikołaj Pietraszewski
05.09.2019 11:35
Urodziła dziecko przy Biedronce. Są relacje świadków. „Spanikowałem”

– Stała w rozkroku, złapała dziecko na ręce. Spanikowałem, zacząłem wołać „Kobieta urodziła, kobieta urodziła” – relacjonuje jeden ze świadków porodu przy wejściu do jednego ze sklepów sieci Biedronka w woj. pomorskim. Mimo niemałych problemów urodzone w tych niecodziennych okolicznościach dziecko jest całkowicie zdrowe, a jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. 

Historia, którą opisuje „Gazeta Pomorska”, wydarzyła się w sobotę, ok. godz. 18, pod dyskontem Biedronka, przy ul. Cmentarnej w Czersku (woj. pomorskie). Gazeta cytuje relacje dwojga świadków zdarzenia. Różnią się od siebie, ale przedstawiają sytuację, w której krzykiem wołającej o pomoc kobiety mało kto się zainteresował.

Kobieta urodziła pod Biedronką

Pan Tomasz opowiada, że zauważył kobietę, która stała przy wejściu do dyskontu i wołała o pomoc. Wedle jego słów jako jedyny miał się zainteresować jej cierpieniem i dostrzec, że rzeczywiście zbliża się moment porodu. 

– Prosiła, by wezwać jej partnera. Postanowiłam go poszukać. W sklepie był tłum ludzi. Podszedłem do kasjerki, powiedziałem jej na ucho, żeby klienci nie słyszeli. Ale sprzedawczyni odpowiedziała, że nie mają nagłośnienia, odwróciła się ode mnie i kasowała dalej. Wiedziałem, że trzeba dzwonić na pogotowie – relacjonuje mężczyzna w rozmowie z „Gazetą Pomorską”.

Zobacz także

Świadek przyznaje, że stał metr od rodzącej kobiety. „Stała w rozkroku, złapała dziecko na ręce. Spanikowałem, zacząłem wołać »Kobieta urodziła, kobieta urodziła«” – relacjonuje. Podkreśla, że dopiero po tym, jak dziecko się rozpłakało, inni ludzie zaczęli podchodzić i oferować pomoc, wcześniej również się bali.

– Postanowiłem zadzwonić po pogotowie. Wtedy zbiegło się kilka osób – ktoś przyniósł koc, ktoś wodę, ktoś rękawiczki. Również pobiegłem do samochodu po koc. Okryliśmy kobietę. Znowu zadzwoniłem na pogotowie, żeby zapytać, co robić. Powiedzieli, żeby matka przytuliła dziecko i żeby ją okryć kocami i czekać na karetkę. Przyszedł partner tej pani i jakiś kolega. Stali, patrzyli. Kobieta była zadowolona, dziękowała wszystkim. Dziecko żyło, płakało – mówi dziennikarzom.

Dziecku nic nie zagraża

Nieco inaczej to zajście wspomina – także cytowana przez „GP” – pani Angelika. „Słyszałam, jak kobieta krzyczała »Ja rodzę«. Nikt się nie interesował. Pobiegłam do auta po rękawiczki lateksowe i koc termiczny. Było już widać połowę dziecka. Gdy się urodziło, chwyciłam je i podałam matce. Owinęłam kocem. Byli przy mnie jakiś chłopak z dziewczyną, potem zbiegło się więcej osób” – mówiła. 

Zobacz także

Wiadomo natomiast, że dziewczynka, która urodziła się w tych niecodziennych okolicznościach, jest w dobrym stanie, a jej życiu bądź zdrowiu nic nie zagraża. Jak podają przedstawiciele szpitala w Chojnicach, otrzymała najwyższą punktację w skali Abgar.

RadioZET.pl/Gazeta Pomorska