Zamknij

Posłowie PiS proponują podwyżki nauczycielom. "Odrzucamy ten prezent, to kpina, policzek"

23.03.2022 16:02

- Odrzucamy ten prima aprilisowy żart, bo tak to traktujemy. To jest kpina z naszego środowiska, policzek, który państwo zadaliście nauczycielom - tak w Sejmie komentował propozycję podwyżek dla nauczycieli Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP. - Dajecie nauczycielom jałmużnę i każecie się im z tego cieszyć - wtórowała opozycja i pytała, gdzie są pieniądze, które minister edukacji obiecał przeznaczyć na podwyżki dla szkolnej kadry.

Nauczyciele w szkole
fot. Piotr Hukalo/East News

We wtorek, 22 marca, posłowie Prawa i Sprawiedliwości niespodziewanie zgłosili do Sejmu projekt, który zakłada podwyżki dla nauczycieli. Miałyby one wynieść 4,4 proc. średniego nauczycielskiego wynagrodzenia. Obowiązywałyby od maja do końca roku. - Zwiększenie bazy wynagrodzenia nauczycieli to jeden z priorytetów działania obecnej władzy. Prestiż tego zawodu jest ważny, dostrzegany nie tylko przez rząd, ministerstwo, ale też przez posłów, co pokazuje zgłoszenie tego projektu – mówiła w środę na komisji edukacji podczas pierwszego czytania projektu ustawy Lidia Burzyńska, posłanka PiS.

Posłuchaj podcastu

Jak wyjaśniała, prezentując planowane zmiany, podwyżki nauczyciele mieliby dostać najpóźniej 30 czerwca, z wyrównaniem od maja. - Mam nadzieję, że ten projekt nie będzie budził jakichkolwiek wątpliwości, bo wspólnie dbamy o zwiększenie prestiżu tego zawodu, nie tylko finansując uposażenie, ale również dbając o kondycję polskiego nauczyciela – dodawała. Wątpliwości i krytyki jednak nie brakowało.

Wyższe pensje nauczycieli. "Dajecie zapomogę, jałmużnę"

- Minister Przemysław Czarnek robił szumne zapowiedzi, ileż to pieniędzy dostaną nauczyciele i jak się okazało, słoń urodził mysz – skomentowała projekt Elżbieta Gapińska, posłanka KO. Przypomniała, że w rezerwie budżetowej było na to 3,8 mld zł (z tego 700 mln Ministerstwo Edukacji i Nauki miało przekazać na pomoc psychologiczno-pedagogiczną w szkołach). - Dlaczego na podwyżki wzięliście tylko 1,67 mld? – pytała Gapińska. - Co państwo zrobiliście z resztą, gdzie są te pieniądze? – dodawała Krystyna Szumilas, posłanka KO, była minister edukacji.

Przypomniała też, że 4 marca szef MEiN obiecywał przeznaczyć pieniądze z rezerwy na wyższe nauczycielskie pensje. - Mam osobisty apel do pana ministra. Jeśli pan 4 marca mówił o dużych podwyżkach, to proszę je nauczycielom dać – zwróciła się Szumilas do Czarnka. Gapińska wyliczyła, że gdyby przeznaczyć na ten cel całą rezerwę, to pensje pedagogów wzrosłyby o 8,5 proc., więc i tak nie zrekompensowałyby prawie 10 proc. inflacji. - Wyceniono prestiż mniej więcej na pół inflacji – stwierdziła Katarzyna Lubnauer, posłanka KO.

- Mówicie o prestiżu, ja pokażę jak ten prestiż jest podnoszony – dodawała Szumilas, zwracając się do posłów PiS. - Od września 2020 roku nauczyciele jako jedyny zawód nie dostali podwyżki. Ta w 2020 roku była minimalna. Taka debata upokarza nauczycieli, dajecie im zapomogę, jałmużnę i każecie się im z tego cieszyć. Bez powiedzenia nauczycielom jesteście ważni, bez drastycznej podwyżki nie będzie nowych nauczycieli.

Tych już brakuje. Dyrektorzy szkół od miesięcy alarmują, że nie mogą znaleźć pracowników. Kto może odchodzi na emeryturę, a młodych chętnych osób do pracy w szkole, nie ma. Problem narasta zwłaszcza teraz, gdy trzeba się zająć tysiącami uczniów z Ukrainy. W związku z tym szkołom doszło też wiele nowych obowiązków. - Za mało, za późno i nie tak, jak należy. Tego nie można nazywać podwyżkami – podsumowała krótko Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Lewicy. Przypomniała też, że projekt poselski jest zgłaszany bez zachowania zasad dialogu społecznego, bo np. nie opiniowały go związki zawodowe.

Jak wyliczył Michał Krawczyk, poseł KO, podwyżka zaproponowana przez PiS oznacza w wypadku nauczyciela stażysty pensję wyższą o 156 zł brutto, czyli ok. 110 zł na rękę. W skali roku to tak naprawdę podwyżka o 3 proc., bo większe wynagrodzenia posłowie zapowiedzieli dopiero od maja. - Czy samorządy dostaną pieniądze na nie, bo w ubiegłych latach samorządy dostawały pieniądze, które pokrywały np. tylko 50 proc. takich obietnic - dopytywał Krawczyk. Zbigniew Dolata, poseł PiS, przypomniał z kolei, że za rządu PO inflacja też zjadała wyższe pensje w szkołach. Jednocześnie zapowiedział, że w następnych latach, jeśli sytuacja budżetowa będzie dobra, będą kolejne podwyżki.

ZNP do posłów PiS: odrzucamy ten prezent

Na sejmowej komisji edukacji wystąpił też Krzysztof Baszczyński, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. - Odrzucamy ten prima aprilisowy żart, bo tak to traktujemy. To nie jest podwyżka, to nawet nie jest waloryzacja, to jest kpina z naszego środowiska, policzek, który państwo zadaliście nauczycielom – mówił Baszczyński. - Jest granica posługiwania się nieprawdą, ale państwo tę granicę przekroczyli. Jak można pisać, że priorytetem rządu jest podniesienie prestiżu zawodu i ten prestiż wyceniać na 4,4 proc. To żenujące i kompromitujące - dodawał.

Według projektu poselskiego stawki średniego wynagrodzenia nauczycieli od 1 maja 2022 r. wynosiłyby: dla nauczyciela stażysty – 3 693,46 zł, dla nauczyciela kontraktowego - 4 099,74 zł, mianowanego – 5 318,58 zł, a dyplomowanego – 6 795,97 zł. Baszczyński zaznaczył jednak ważną kwestię. W projekcie mowa jest o wynagrodzeniach średnich, a nie zasadniczych, a to duża różnica, bo w kwocie średniej jest ok. 14 dodatków, np. odprawa emerytalna, której przecież nie dostaje co roku każdy nauczyciel.

Na to też zwróciła uwagę Monika Ćwiklińska z oświatowej „Solidarności”. - Krzywdzące jest posługiwanie się średnimi, bo one nie oddają kwot, które naprawdę dostają nauczyciele. Te dane są niewłaściwie przekazywane – zaznaczała. - Pani woźna z 20-letnim stażem w szkole zarabia 3612 zł brutto minimum, a nauczyciel stażysta 2949 zł brutto. Nawet po obiecanej podwyżce, to wciąż będzie mniej niż pani woźna. Procent od marnej kwoty to dalej marna kwota – dodawała i jak wyliczyła, podwyżka dla nauczyciela dyplomowanego może wynieść tak naprawdę 57 zł.

Ćwiklińska odniosła się też do słów posła Dolaty, który w razie dobrej sytuacji w budżecie zapowiadał kolejne podwyżki. - Tylko od lat słyszymy, że sytuacja jest bardzo dobra – skomentowała. - Te 4,4 proc. to prezent, który odrzucamy i chcemy wierzyć w to, że w czasie prac parlamentarnych zostanie to zmienione. Zwłaszcza, że są na to pieniądze – podsumował Baszczyński.

Opozycja wnioskowała, by podwyżki były 10-proc. i nie kończyły się w grudniu, a także by zwiększono subwencję oświatową o 3,5 mld zł. Poprawki opozycji zostały odrzucone. Posłowie przyjęli pierwotny projekt ustawy, który teraz trafi na obrady plenarne Sejmu.

loader

RadioZET.pl