Zamknij

Potrącił na śmierć 9-latkę na pasach. Jechał karetką ponad 100 km/h, odwołał się

01.06.2021 18:03
Potrącił 9-latkę w karetce na przejściu dla pieszych
fot. PAP

Kierowca karetki, który ponad dwa lata temu w Pruszkowie potrącił na śmierć 9-letnię Ewę, odwołał się od wyroku. Bliscy dziewczynki byli przekonani, że zaakceptował karę 5,5 roku więzienia wymierzoną przez sąd. Ich zdaniem przy potrąceniu dziecka doszło nie do wypadku, a zabójstwa.

Wypadek w Pruszkowie z 2019 roku wstrząsnął lokalną społecznością. Kierowca karetki włączył syreny i pędził w terenie zabudowanym ponad 100 km/godz. Nie zatrzymał się przed przejściem dla pieszych, przed którym stanęło wcześniej inne auto – by przepuścić 9-latkę.

Dziewczynka wracała ze szkoły. Zginęła na miejscu potrącona przez pędzącą karetkę. Reportaż TVN24 przybliża koszmar tamtych dni dla rodziny, ale i walkę kierowcy o uniknięcie odsiadki.

Potrącił 9-latkę na śmierć w karetce. Pędził ponad 100 km/godz. na sygnale, choć nie musiał

Dramat rozegrał się w środę 3 kwietnia 2019 roku około godziny 15 na ul. Promyka. Do dziś szokują okoliczności tego wypadku. Kierowca innego samochodu zatrzymał się przed przejściem dla pieszych, żeby przepuścić młodą uczennicę, a ten w karetce gnał w godzinach szczytu z włączoną syreną ponad 100 km/godz.

W toku śledztwa okazało się, że pędził na sygnale bez potrzeby, by wyłącznie szybciej dotrzeć do szpitala. "Chciał ominąć auto, które zatrzymało się przed przejściem dla pieszych. Karetką bujnęło. Pasażer krzyknął tylko "stój", ale było za późno. Na pasach była już 9-letnia Ewa" – przedstawia sytuację reportaż w TVN24.

 "Dlatego powinien odpowiedzieć jak za zabójstwo" – przekonywali w "Super Expressie" rodzice zmarłej Ewy. Prokurator inaczej zakwalifikował ten czyn, żądał dla oskarżonego ośmiu lat więzienia. "Jeżeli zawodowy kierowca jedzie ponad 100 km/godz., widzi przejście dla pieszych, inny samochód, który się przed nim zatrzymał i mimo to nie zwalnia, to nie możemy mówić o wypadku" – mówił mec. Łukasz Koterba, pełnomocnik rodziców Ewy. Kierowca, ku zaskoczeniu rodziny, odwołał się od wyroku, w którym dostał 5,5 roku więzienia. Złożył apelację, ale sąd drugiej instancji również orzekł winę kierowcy.

"Złudne poczucie o własnych umiejętnościach"

"Kierujący uzyskują dzięki możliwościom technologii złudne poczucie o własnych umiejętnościach, jak i możliwościach aut, którymi się poruszają - stwierdził sąd drugiej instancji. Oskarżony łamał przepisy, bo chciał" - wybrzmiewa uzasadnienie wyroku sądu.

Mężczyzna, zgodnie z postanowieniem sądu, miał się stawić 7 maja 2021 r. w zakładzie karnym. Rodzice nie czują jednak ulgi. "Po wyroku sądu drugiej instancji nie poczuliśmy ulgi. Teraz czekamy aż mężczyzna, który zabił naszą córkę, pójdzie do więzienia. Od uprawomocnienia wyroku minęło dziesięć miesięcy. Kiedy to się stanie?" – powiedziała w materiale TVN24 mama zmarłej Ewy.

Chcesz śledzić takie informacje na bieżąco? Dołącz do grupy Kronika kryminalna Radia ZET na Facebooku 

RadioZET.pl/TVN24.pl/se.pl