Zamknij

Do jakiej szkoły wrócimy po wakacjach? "Opartej na przymusie, karach, ciągłym egzaminowaniu"

26.08.2021 08:06
Uczniowie w szkole
fot. Piotr Hukalo/East News

- Polska szkoła tkwi w systemie z XVII wieku. Dopóki będzie wszechobecna kontrola i zarządzanie odgórne, to wiele się nie zmieni. Na szczęście nauczyciele tworzą ruch pozytywnego buntu, wyspy oporu, a im większy autorytaryzm tym prób wyzwalania się jest więcej - mówi w rozmowie z RadioZET.pl pedagog prof. Bogusław Śliwerski.

Aleksandra Pucułek: - Uczniowie idą na piknik i omawiają motyw przyrody w literaturze, idą do lasu i poznają tematy z biologii. Tak wyglądały lekcje w czerwcu, a młodzież pytała: czemu tak nie jest zawsze?

Prof. Bogusław Śliwerski, kierownik Katedry Teorii Wychowania Uniwersytetu Łódzkiego, były przewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, współautor książki "Uwolnić szkołę od systemu klasowo-lekcyjnego": - Bo nasz system szkolny zabrnął w ślepą uliczkę. Proces i metody kształcenia, nawet dobór pomocy dydaktycznych i wyposażenie szkół - to wszystko zależy od decyzji centralnych. Nauczyciele mają mały obszar wolności i możliwości decydowania o tym, jak uczynić szkołę bardziej atrakcyjną, ciekawą, przyjazną. Dochodzimy do tego, że jedyną wartością chodzenia do szkoły jest bycie w środowisku koleżeńskim, to wnosi elementy radości, nadziei. Nie dziwię się więc, że ten powrót do szkół był radosny, bo uczniowie chcieli być po prostu ze sobą, nie chcieli wrócić do szkoły takiej jak przed lockdownem.

Jeśli nie wykorzystamy potencjału zmian, które zostały wymuszone przez pandemię, to wrócimy na stare tory, czyli do nauczania konserwatywnego, opartego na przymusie, karach, ciągłym egzaminowaniu, czyli na tym wszystkim, co zniechęca do uczenia się. Uczniowie żyją w świecie online, szkoła nie może być offline, nie może być ręcznie sterowana, archaiczna.

Kto się zmienił najmniej, kto najbardziej przez ostatnie miesiące?

- Rodzice odczuli najsilniej edukację cyfrową, bo po raz pierwszy dotkliwie zobaczyli, co to znaczy być nauczycielem własnego dziecka. Inaczej postrzegamy nastolatka, gdy wraca ze szkoły i gdy pytamy tylko, czy zjadł obiad i jakie dostał oceny. Rodzice musieli przejąć funkcje kontrolne, egzekwujące, motywujące.

Najbardziej przygotowani do nauki zdalnej byli uczniowie, bo oni już wcześniej żyli online. Szybko stworzyli sieć solidarnej pomocy w czasie kartkówek i testów, zwiększył się przez to poziomu sprytu i cwaniactwa w ich środowisku.

Nauczyciele nie byli cyfrowymi analfabetami, ale musieli inaczej przygotować materiały na lekcje. Przede wszystkim uświadomili sobie, jak ważne jest dotarcie do każdego ucznia. Gdy dzieci są w klasie, to mamy ich pod batem, na lekcjach zdalnych mogą być zalogowani i nieobecni. Nauczyciele musieli więc zaciekawić uczniów, a na bazie zaciekawienia rozwijają się zainteresowania, pasje. Ci, którzy chcieli pełnić tylko funkcję władczą, kontrolną, stracili uczniów, którzy mogliby mieć przyjemność z poznawania świata przez wiedzę naukową.

Trochę jesteśmy mądrzejsi o te miesiące lekcji zdalnych...

- Ale też jesteśmy bezradni, bo polska szkoła tkwi dalej w systemie centralistycznego zarządzania i w systemie klasowo-lekcyjnym z XVII wieku, Nauka tego samego, w tym samym czasie, w jednorodnych wiekowo rocznikach - trzeba odejść od tego modelu, od anachronicznych metod nauczania. Niestety, ciągle jesteśmy nastawieni na zdawalność na egzaminach, a nie na proces uczenia się.

W Korei Południowej wprowadzono dla jednego rocznika jeden semestr wolny od sprawdzianów i egzaminów. W ten sposób zmusza się uczniów do samodzielności, samokontroli i odpowiedzialności. Komunikat jest jasny: uczysz się dla siebie, nie pod egzamin, nie dla nauczycieli, rodziców. Tylko wtedy uczenie musi sprawiać przyjemność, bo nie ma zewnętrznej motywacji. To jest wyzwanie dla nauczycieli: zachęcanie do tego, żeby dzieci były odkrywcami wiedzy. Mogą prowadzić research, spierać się, porównywać informacje z różnych stron. To może być znakomita gra i wielka przygoda.

Zamiast egzekwowania wiedzy powinno się też przenieść środek ciężkości na dostosowanie metod kształcenia do konkretnego ucznia. Musi być jedna podstawa programowa, żeby można było się przemieszczać, żeby dyplomy były wszędzie uznawane, ale dzieci różnią się między sobą. Mają i powinny mieć prawo do uczenia się we własnym tempie.

Trzeba przyspieszyć stosowanie cyfrowych narzędzi do uczenia się, wzbogacać technologicznie szkoły i korzystać z tego, nawet gdy nie ma lockdownu. W Danii ministerstwo prowadzi debaty z nauczycielami i specjalistami od IT na temat budowania dla każdej szkoły osobnej platformy edukacyjnej, żeby materiały tam zamieszczane odpowiadały środowisku uczniowskiemu. Nauczyciele z rodzicami muszą sami zdecydować, z których pomocy skorzystać. To też jest wyzwanie dla nas: większa otwartość na dialog z rodzicami, oni nie mogą być pozbawieni świadomości, co dzieje się w szkole.

Jedna z mam w rozmowie ze mną stwierdziła, że to najlepszy moment, żeby wsadzić bombę w ten cały system edukacji i zbudować go od nowa.

- Trzeba próbować, zwłaszcza, że mamy w kraju nauczycieli zaawansowanych innowacyjnie, kreatywnych, którzy sami nie znoszą tej nudy, blokady kulturowej i tworzą nowe formy kształcenia, laboratoria, pracownie.

Powszechnie nie jest to jednak możliwe. W ciągu ostatnich lat, konkretnie od strajku w 2019 roku, straciliśmy wielu znakomitych nauczycieli, którzy opuścili system szkolny ze względu na stres, na warunki ekonomiczne. Szkolnej kadry brakuje nie tylko w Polsce, ale też w Czechach, w Niemczech. Nie ma przede wszystkim matematyków, fizyków, biologów, czyli nauczycieli przedmiotów, które są kluczowe dla funkcjonowania nowych technologii. Takim osobom nie opłaca się praca w szkole, chociaż w Niemczech płace nauczyciela sięgają od 4,3 tys. do 5,5 tys. euro brutto, bez dodatków. I są zapowiedzi, by te pensje podwyższyć, bo dostrzega się, jak ważni są nauczyciele zaangażowani w proces kształcenia. Tylko oni muszą być też zmotywowani finansowo.

Nie da się bazować na siłaczkach i misji. To jest mniejszość. Pozostali wypalili się, są zmęczeni. Jak nie jedna władza to następna obraża ich, zarzuca im się, że są leniwi, roszczeniowi, a oni są edukatorami przyszłych elit. Chcemy, żeby kształcili analfabetów cyfrowych i kulturowych? Jeśli wynagradzanie pedagogów w Polsce nie zmieni się radykalnie, nie wyjdziemy z głębokiego kryzysu edukacyjnego. Batem kijem i marchewką nie przekonamy młodych ludzi do pracy w szkole.

Nawet jeśli przychodzi młody nauczyciel i chce uczyć po swojemu, to starsi mówią mu, żeby się nie wychylał i zaczyna zachowywać się tak jak oni. Dużo takich historii słyszałam.

- Taki nauczyciel jest między młotem a kowadłem, bo to jest fajna przygoda, gdy spotykamy się z nastolatkami w klasie, dzielimy się pasją. Tylko potem zjawia się dyrekcja, kurator i zaczyna się rozliczanie z tego, czego chce władza. A ta nie chce tolerancji, wielorakości. Im więcej standaryzacji tym mniej człowieczeństwa. Przychodzi więc dobry matematyk na rok i w tym czasie rozsyła CV do firm.

W czerwcu niektórzy ogłosili, że w szkołach trwa rewolucja, że system klasowy w roku szkolnym 2021/2022 nie wróci.

- Może w innych krajach: w Holandii, Danii, Niemczech, Szwajcarii. Tam nauczyciele przejęli szkoły w swoje ręce. W Polsce, żeby nastąpił przełom, musieliby w tym pomóc rodzice. To my finansujemy edukację publiczną, nie powinniśmy więc milczeć i być obojętni na to, jak te pieniądze są marnotrawione przez rozwiązanie nieprzystające do współczesnego świata.

Wiemy jak było, wiemy co trzeba zrobić, żeby było lepiej. Do jakiej szkoły wrócimy więc po wakacjach?

- Do szkoły tradycyjnej, w ławkach, przed tablicą, z klasówkami. Bo jak uzyskać kreatywne modele kształcenia w warunkach więziennych? Dopóki będzie zarządzane odgórnie, podporządkowanie ideologii partii władzy i wszechobecna kontrola to zbyt wiele się nie zmieni.

Są jednak pozytywy. Jeśli system jest coraz bardziej autorytarny, natychmiast uruchamia się system obronny środowiska, szczególnie tak dobrze wykształconego jak nauczyciele. Powstają wyspy oporu, autentycznej radości z uczenia się. Nauczyciele zaczęli wydawać książki, dzielić się pasją, tworzą ruch pozytywnego buntu, pokazują, że zmiana jest możliwa, nawet w warunkach biurokratycznych ograniczeń. Sami z siebie prowadzą w sieci webinaria, to coś fenomenalnego, to znaczy, że wyzwalają się w sensie pedagogicznym, psychologicznym, tworzą sieć samopomocy. Im większy autorytaryzm tym ten obszar oporu, prób wyzwalania się, będzie większy.

RadioZET.pl