Zamknij

Przemysław Czarnek obiecał wsparcie psychologiczne dla uczniów. ZNP zaprzecza i podaje dane

12.08.2021 16:07
Uczniowie w szkole na lekcji
fot. Beata Zawrzel/REPORTER

Jeden psycholog i pedagog na 600 uczniów to w wielu szkołach norma. Od września może być jeszcze gorzej. Wbrew zapewnieniom Ministerstwa Edukacji i Nauki o większym wsparciu psychologicznym dla uczniów szkoły muszą szukać oszczędności i tną etaty specjalistów.

Jeszcze w marcu Ministerstwo Edukacji i Nauki zapowiedziało wsparcie dla uczniów po lekcjach zdalnych i pandemii. 

- Zwracamy szczególną uwagę na kondycję psychiczną dzieci - zapewniał szef resortu Przemysław Czarnek.

Obiecano m.in. pilotażowy program wsparcia psychologiczno-pedagogicznego za 15 mln zł, szkolenia dla nauczycieli, rodziców i specjalistów z poradni, badania, a przede wszystkim pomoc psychologiczno-pedagogiczną uczniom w każdej placówce. Tymczasem specjalistów, którzy tej pomocy mogliby udzielać, będzie mniej.

ZNP: mniej godzin dla specjalistów

Związek Nauczycielstwa Polskiego na Pomorzu przeprowadził ankietę w tutejszych przedszkolach, podstawówkach i szkołach średnich dotyczącą pomocy psychologiczno-pedagogicznej. Jak wynika z zebranych danych, liczba godzin specjalistów w roku szkolnym 2021/2022 w stosunku do poprzedniego roku szkolnego zmniejszy się o 5989 godzin. ZNP wylicza, że w przedszkolach średnia liczba godzin pracy pedagogów i psychologów zmniejszy się o ponad dwie godziny, w podstawówkach o ponad 17 godzin, a w szkołach średnich o prawie sześć godzin. To oznacza, że jeden uczeń w podstawówce straci 0,16 godziny, a w szkole średniej 0,1 godziny ze specjalistą. Sygnały o cięciach docierają też do związkowców ze Śląska czy z województwa warmińsko-mazurskiego.

- Niektóre arkusze organizacyjne (dokument, w którym dyrektor ustala, kto ile ma godzin - przyp. red.) były tragiczne, jeśli chodzi o pomoc pedagogiczno-psychologiczną - przyznaje Janusz Koziński, prezes okręgu warmińsko-mazurskiego ZNP. Tu co najmniej kilkanaście placówek zmniejszyło liczbę godzin pedagoga, chociaż liczba uczniów nie zmieniła się. Powód?

- Oszczędności - wyjaśnia jednym słowem Elżbieta Markowska, prezes okręgu pomorskiego ZNP.

Chociaż pieniędzy z ministerstwa na szkoły jest więcej w ostatnich latach, to wydatki są jeszcze większe. W niektórych miastach rządowa subwencja nie pokrywa nawet połowy kosztów edukacji. Miasta dopłacały więc ze swoich budżetów, ale teraz, zwłaszcza po lockdownie, szukają oszczędności. Dlaczego akurat na pedagogach i psychologach? Przepisy oświatowe mówią jedynie o obowiązku zapewnienia dzieciom specjalistycznej opieki. Nie ma określonej liczby: ilu uczniów ma przypadać na jednego psychologa czy pedagoga. Tu najłatwiej więc uciąć pół czy trzy czwarte etatu.

- Zasłanianie się oszczędnościami jest nieporozumieniem. Za strajk w 2019 roku protestujący mieli potrącane pensje, więc były olbrzymie oszczędności. W okresie pandemii często nie płacono za nadgodziny, nie było wypłacanych dodatków motywacyjnych, ani dodatków za trudne warunki pracy. Nauczyciele uczyli ze swoich mieszkań, to ich rachunki wzrosły, nie szkół - wylicza Markowska.

- Część dyrektorów godzi się z jednak taką sytuacją, bo nie chce narażać się organom prowadzącym - tłumaczy Koziński.

Jeden psycholog, 400 uczniów

Tymczasem już wcześniej o specjalistyczną pomoc w podstawówce czy liceum nie było łatwo. Koziński zna szkoły, w których psycholog jest tylko na cząstce etatu, ma cztery godziny tygodniowo i pod opieką 200 uczniów. W woj. łódzkim jeden psycholog na szkołę liczącą 400 uczniów to norma. Na Pomorzu są szkoły z jednym psychologiem i prawie 700 uczniami. To i tak dobrze, gdy psycholog i pedagog jest.

- W małych gminach dostępu do psychologa nie ma w ogóle, pedagog łączy pracę nieraz w czterech placówkach - mówi Jolanta Jaskółka, wiceprezes okręgu śląskiego ZNP.

Szkoły posiłkują się wtedy pomocą poradni. Tylko np. na Śląsku zdarza się, że jedna poradnia ma 90 placówek, z którymi współpracuje.

W sumie według Fundacji na rzecz Praw Ucznia, która apelowała do resortu edukacji m.in. o wprowadzenie obowiązku zatrudniania psychologa w każdej placówce, w 2020 roku na ok. 20 tys. szkół w Polsce, było zatrudnionych ponad 10,8 tys. psychologów. To oznaczało, że w ponad połowie placówek uczniowie nie mieli szans na pomoc tych specjalistów. Z pedagogami było nieco lepiej, bo pracowało ich 21,5 tys.

- Minister edukacji cały czas podkreśla, że będzie wsparcie, ale nie widzimy nawet iskierki nadziei na to, że zwiększy się zatrudnienie psychologów i pedagogów, jest na odwrót. A dziś to najważniejsza potrzeba w szkołach - podkreśla Markowska.

Powrót do szkoły? Jest stres i niepewność

Te potrzeby na co dzień obserwuje Joanna Poprawska, psycholożka, która pracuje w poradni pedagogiczno-psychologicznej i w XI LO w Łodzi. Problemy rodzinne, spadek nastroju, stres szkolny, presja związana z dalszą edukacją, przemęczenie - z tym najczęściej młodzież się zgłaszała. A przychodziła na przerwach i na lekcjach. Przez ostatni rok doszły problemy związane z pandemią.

- Czyli z izolacją, trudnościami w nawiązywaniu relacji, niepewnością, czy wracamy do szkoły czy nie. Z tym z kolei wiązał się stres, a co za tym idzie spadek formy i kondycji psychicznej - wylicza psycholożka.

Średnio dziennie w czasie pandemii Poprawska miała umówionych dwóch, trzech uczniów na indywidualne rozmowy, ale były dni, gdy nie rozstawała się z telefonem i laptopem. Pomagała też rodzicom, którzy nie radzili sobie np. z opieką nad dziećmi.

- Czasem młodzież miała po prostu chęć porozmawiania z kimś z zewnątrz o ważnej dla nich sprawie. Przed egzaminami z ogromnym poziomem stresu zgłaszali się też maturzyści - mówi Poprawska.

Do tego dochodzili uczniowie ze stanami depresyjnymi czy uzależnieniami. Z jakim bagażem doświadczeń i problemów młodzież wróci do szkoły we wrześniu? Tego Joanna Poprawska nie wie, ale jest przekonana, że pracy będzie dużo.

- Już zaczyna się niepokój i stres, uczniowie pytają, jak to będzie we wrześniu. Na razie są zapowiedzi, że wracamy, ale obawiam się, że ten rok będzie tak samo rozedrgany jak poprzedni. Pewnie będę się spotykała z problemami typu: "co będzie", "czy dam radę". Młodzież bardzo boi się nauki hybrydowej, wtedy trudno im złapać rytm - mówi Poprawska.

U niej w szkole jest prawie 400 uczniów, pracuje jeszcze pedagog, więc sytuacja i tak komfortowa.

- W każdej placówce powinien być co najmniej jeden pedagog i psycholog, nie na kilka godzin, ale na etat - apeluje Jaskółka.

Przypomina też, że coraz więcej dzieci ma orzeczenia o specjalnych potrzebach edukacyjnych, więc wymaga dodatkowej opieki psychologa i pedagoga.

- Tymczasem docierają też do nas sygnały, że niektóre samorządy próbują wywierać naciski na poradnie, by tych orzeczeń wydawać mniej - przyznaje Markowska.

Jej zdaniem większe wsparcie pedagogiczno-psychologiczne szczególnie potrzebne jest najmłodszym dzieciom. Pokazują to dane pomorskiego ZNP, według których w podstawówkach jest dwukrotnie wyższy odsetek uczniów objętych pomocą pedagoga i psychologa niż w przedszkolach.

- Czasem zdarza się, że kilkulatek nagle przestaje mówić i potrzebuje specjalisty natychmiast. Gdyby dzieci wcześniej dostawały pomoc, lepiej by sobie radziły w przyszłości i nie potrzebowałyby terapii - mówi Jaskółka.

Aby pomóc uczniom, nauczyciele sami robią kursy i szkolenia, ale ze względu na brak czasu nie są w stanie zapewnić pełnej pomocy wszystkim dzieciom.

RadioZET.pl