Sprawa Ewy Tylman. Świadek: Adam Z. nie był pijany

Redakcja
23.01.2018 14:07
Poznań
fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk

Kolejny świadek w procesie Adama Z. oskarżonego o zabójstwo Ewy Tylman twierdzi, że oskarżony nie był pijany a wyraźnie zdenerwowany. Przeczy to wersji Adama Z., który od początku procesu podkreśla, że w nocy, kiedy zginęła Tylman, „urwał mu się film” i nic nie pamięta.

We wtorek poznański Sąd Okręgowy kontynuował proces Adama Z. oskarżonego o zabójstwo Ewy Tylman. Według prokuratury 23 listopada 2015 roku mężczyzna zepchnął dziewczynę ze skarpy, a potem nieprzytomną wrzucił do wody.

Zobacz także

Za zabójstwo z zamiarem ewentualnym grozi mu kara do 25 lat więzienia lub dożywocie. Podczas rozprawy w lutym ubiegłego roku sąd uprzedził jednak strony o możliwości zmiany kwalifikacji czynu na nieudzielenie pomocy — za co grozi kara do 3 lat więzienia. Od tego czasu Adam Z. jest na wolności.

Świadek: Adam Z. nie był pijany

W trakcie wtorkowej rozprawy sąd przesłuchał Andrzeja M. Oskarżony w nocy, kiedy zginęła Tylman, miał zadzwonić przez pomyłkę do mężczyzny. — To było chwilę po godzinie 3 w nocy, byłem zaspany. Usłyszałem, że muszę przyjechać. Spytałem: ale gdzie, po kogo? Usłyszałem: Po Ewę, po twoją laskę. Wydaje mi się, że powiedziałem, że to pomyłka — powiedział świadek. 

Zobacz także

— Mężczyzna, który dzwonił, był zdecydowanie zdenerwowany, mówił niespokojnie, ale wyraźnie — nie bełkotał, mówił podniesionym głosem i takim agresywnym tonem. Był przekonany, że dzwoni pod właściwy numer — dodał.

Andrzej M. był już kolejnym świadkiem w tej sprawie, którego zeznania wskazują, że oskarżony nie był pijany, a jeśli był pod wpływem alkoholu, to nie na tyle, by nie kontrolować swojego zachowania. Zdaniem ojca Ewy Tylman, Andrzeja, to istotne zeznania, ponieważ pokazują, że — w jego ocenie — oskarżony kłamie. Adam Z. od początku procesu podkreśla, że w nocy, kiedy zginęła Tylman, był tak bardzo pijany, że „urwał mu się film”; nic nie pamięta i nie wie, w jakich okolicznościach zginęła kobieta.

Rozprawa
fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk

Obrońca Adama Z., adw. Ireneusz Adamczak oznajmił, że zeznania Andrzeja M. to „jego własna ocena, ale kłóci się ona z materiałem dowodowym w sprawie”. —To było odczucie świadka, a świadek ma prawo tak czy inaczej postrzegać określoną osobę. Zebrany materiał wskazuje na coś odwrotnego, świadek mógł się mylić, ale ostateczna ocena należy do sądu — podkreślił.

Zeznania znajomej i przyjaciółki

We wtorek sąd przesłuchał także m.in. znajomą Adama Z. — Joannę K. Jak mówiła, w noc po zaginięciu Ewy Tylman kontaktowała się z oskarżonym za pośrednictwem komunikatora internetowego.

— Pisał, że nic nie pamięta, że wywrócili się z Ewą koło Kupca, i dalej nic nie pamięta.[...] Adam z Ewą bardzo dobrze się dogadywali. Adam, jak dostał awans na asystenta i czegoś nie wiedział, to Ewa była dla niego pomocną ręką. Wydaje mi się, że się przyjaźnili [...] Mówił, że traktował Ewę jak siostrę i że boi się, że mógł jej coś zrobić, ale odebrałam to jako przejęcie się tą sytuacją, niecodziennie ginie człowiek — podkreśliła. Dodała, że według niej Ewa Tylman nie uważała Adama Z. za homoseksualistę.

Zobacz także

W noc po zaginięciu kobiety Adam Z. kontaktował się też m.in. z przyjaciółką Kingą W. Kobieta mówiła w sądzie, że kiedy kilka dni po zaginięciu kobiety spotkała się z oskarżonym w Pile. „Adam był zdezorientowany. Zbyt dużo nie mówił o sprawie, mówił, że nie może, że nie pamięta. Był przejęty”.

Dodała, że wiele razy bywała na imprezach z Adamem Z. — Nie był nigdy agresywny, nie było żadnych niepokojących zachowań po alkoholu. [...] Odprowadzaliśmy się do domu, zawsze wszystko dobrze się kończyło — mówiła. Pytana, czy kiedykolwiek była świadkiem, żeby Adam Z. miał zaniki pamięci po alkoholu, odpowiedziała, że „osobiście nie mieliśmy takiej sytuacji. Raz był tylko w takim stanie, że musiałam go odprowadzić do domu”.

Rodzice Adama Z. nie zeznawali

We wtorek zeznawała też Katarzyna W. Kobieta mówiła w sądzie, że o zaginięciu Ewy Tylman dowiedziała się z mediów społecznościowych. — Od chłopaka Ewy dowiedziałam się, że Ewa nie wróciła do domu po imprezie firmowej. Dowiedziałam się, że wraz z braćmi Ewy szukają jej, więc ja też tam pojechałam im pomóc — mówiła.

Zobacz także

Świadek mówiła też o poszukiwaniach kobiety. Jak wskazała, „jedna grupa rozdawała ulotki o zaginięciu w okolicach Starego Rynku, druga grupa pytała w barach i klubach, czy nie widzieli Ewy. Potem udaliśmy się do mostu Rocha, tam też się podzieliliśmy na dwie grupy. Następnego dnia też kontynuowaliśmy poszukiwania”. Dodała, że kiedy w trakcie poszukiwań spotkali się z Adamem Z., to odniosła wrażenie, że Adam Z. jest zdenerwowany, ale — w jej ocenie — „nie był przejęty tą sytuacją, tym, że po raz ostatni widział Ewę” — podkreśliła.

Sąd miał we wtorek przesłuchać także rodziców Adama Z., ale pisemne poinformowali sąd o odmowie składania zeznań w sprawie.

Ojciec zmarłej rozczarowany procesem

Ojciec Ewy Tylman, Andrzej, powiedział, że czuje się rozczarowany przebiegiem procesu. — Minął już rok, a ja nadal nic nie wiem. Wszyscy jeździmy, widzimy, co się dzieje, tyle już świadków zostało przesłuchanych, a w tej sprawie nie ma żadnego ruchu do przodu. Oskarżony siedzi sobie i nic nie mówi, a on przecież wszystko wie — mówił.

Tylman
fot. PAP/Jacek Kaczmarczyk

Z kolei pełnomocnik rodziny Ewy Tylman, mec. Mariusz Paplaczyk, wniósł we wtorek o odtworzenie przed sądem kompilacji z nagrań monitoringu obrazujących ostatnią drogę Ewy Tylman. Jak wskazał, nagrania „to kluczowy dowód, na którym opiera się akt oskarżenia, dlatego, że o ile świadkowie mogą się mylić, to kamery przy prawidłowym zestawieniu czasu i daty pokazują obiektywnie nie tylko drogę przejścia Ewy Tylman i Adama Z., ale także stan, w jakim się znajdowali”.

Odnosząc się do zeznań świadków, szczególnie zeznań osób, które miały kontakt z oskarżonym krótko po zaginięciu Tylman, powiedział, że „od samego początku konsekwentnie mówimy, że Adam Z. budował swoją linię obrony już od momentu pierwszej korespondencji SMS-owej”.

RadioZET.pl/PAP/MP