Cmentarzysko psów w Poznaniu. W szklarni zakopywano ich szczątki

Redakcja
18.05.2017 09:46
Poznań
fot. Piotr Skórnicki/Agencja Gazeta

Na jednej z prywatnych posesji w Poznaniu znaleziono szczątki co najmniej kilku psów. Okazało się, że ich właściciele topili je i zakopywali w szklarni. Już wcześniej alarmowano, że psy w tym domu są zaniedbywane i giną w tajemniczych okolicznościach.

Makabrycznego odkrycia - o którym napisała poznańska "Wyborcza" - dokonano w ogrodzie posesji w dzielnicy Starołęka.

Pierwsze informacje na temat zaniedbanych psów pojawiły się już w marcu. Zaalarmowano działaczki z fundacji Mondo Cane, zajmujące się ochroną praw zwierząt. W towarzystwie weterynarza i funkcjonariuszy policji przyjechały na miejsce. Tam okazało się, że psy rzeczywiście są wychudzone i ledwo żywe. Mało tego, nigdy nie były szczepione, ani leczone.

Topione i zakopywane

Gdy weterynarz zauważył, że jedna z suk urodziła szczenięta, właścicielka odpowiedziała, że to prawda i że małe nie żyją. – Jej mąż dodał, że zostały zutylizowane. Nie widziałam u tych ludzi żadnej skruchy, refleksji. Mówili, że psy zabijali, bo nie mieli z nimi co zrobić - mówi "GW" Anna Cierniak z fundacji.

Właścicielka czworonogów przyznała się do tego, że je topiła, a następnie zakopywała w wydrążonym dole w szklarni. Gdy nie było pewności, że nie żyją, dobijała łopatą. Istnieje jednak prawdopodobieństwo, że kilka z nich mogło zostać zakopanych żywcem.

Prokuratura bada sprawę

Niedawna ponowna wizyta policji miała miejsce na wniosek aktywistek, które domagały się przekopania całej posesji w celu odnalezienia szczątków pozostałych psów. Wydawało się, że konieczne będzie użycie georadaru. Właścicielka sama jednak wskazała miejsca, gdzie zakopywała zwierzęta.

– Wykopaliśmy szczątki psów: jednego dorosłego i co najmniej kilku szczeniaków. Dokładnej liczby nie da się jednak określić bez przeprowadzenia specjalistycznych badań – powiedział dziennikarzom Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji.

Za zabijanie zwierząt ze szczególnym okrucieństwem grożą 3 lata pozbawienia wolności. Prokuratura nie postawiła jednak właścicielom zarzutów - na razie bada skalę tego procederu.

RadioZET.pl/wyborcza.poznan.pl/MP