Zamknij

Ksiądz podejrzany o gwałcenie chłopca pracuje w kurii. Zadbał o to abp Gądecki?

15.01.2020 11:04
Poznań. Ksiądz podejrzany o gwałcenie chłopca pracuje w kurii. Zadbał o to abp Gądecki
fot. Tomasz Jastrzebowski/REPORTER

W poznańskiej kurii pracuje ksiądz podejrzany o upijanie, molestowanie i gwałcenie ministranta - donosi środowa "Wyborcza". To ten sam ksiądz, w sprawie którego dokumentów nie chciał udostępnić prokuraturze arcybiskup Gądecki. - Obmacywał mnie, chciał, żebym go masturbował, poszedł na całość - wspomina pokrzywdzony Szymon.

Sprawę, która dotyczy byłego już wikariusza z Chodzieży w Wielkopolsce, nagłośnił w środę dziennikarz „Gazety Wyborczej” Piotr Żytnicki. Chodzi o Krzysztofa G., który przez ponad 10 lat miał upijać, molestować, gwałcić ministranta, wywozić go do lasu i bić. Według śledczych w latach 2001-2012 doszło do tego nawet kilkadziesiąt razy.

– Ksiądz obmacywał mnie, chciał, żebym go masturbował – relacjonował Szymon, którego dramat zaczął się, gdy był jeszcze uczniem gimnazjum. - Kiedy miałem egzaminy gimnazjalne, wtedy po raz pierwszy kazał siebie zacząć dotykać, dotykał mnie też w miejsca intymne. Wtedy, jak bym to nazwał, poszedł już na całość - mówił.

Abp Gądecki chroni księdza podejrzanego o pedofilię?

Gdy prokuratura zwróciła się do poznańskiej kurii o wydanie dokumentów ws. duchownego, arcybiskup Stanisław Gądecki odmówił współpracy.  Sam Krzysztof G. w październiku 2018 roku z powodu oskarżeń został wydalony ze stanu kapłańskiego, co miało być przykładem „wzorcowej reakcji” i i samooczyszczania się Kościoła. Były już duchowny zaledwie miesiąc później znalazł pracę. Nie byle gdzie, bo w poznańskiej kurii.

Został tam zatrudniony jako magazynier w diecezjalnym archiwum akt nowych. – Tego rodzaju praca (...) nie niesie ze sobą zagrożeń i jest też formą społecznej prewencji – tłumaczy w rozmowie z „Wyborczą” rzecznik kurii ks. Maciej Szczepaniak, dodając, że jest to przecież tymczasowa (ale trwająca już ponad rok) praca "bez kontaktu z dziećmi i młodzieżą".

- Nie mogę w to uwierzyć. To dla mnie science fiction – powiedział „Wyborczej” dorosły już Szymon, gdy dowiedział się o nowym zatrudnieniu swojego oprawcy. Jak tłumaczy jego adwokat Artur Nowak, żaden  z przedstawicieli Kościoła nie zaproponował pokrzywdzonemu pomocy.

Więcej w dzisiejszym wydaniu "Gazety Wyborczej".

Zobacz także

Zobacz także

RadioZET.pl/Gazeta Wyborcza