Zabójstwo Ewy Tylman. "Nocny łowca" świadkiem w procesie

Redakcja
13.12.2017 18:41
Zabójstwo Ewy Tylman. "Nocny łowca" świadkiem w procesie
fot. Facebook

Dostawca ryb Krzysztof M., nazywany przez policjantów "nocnym łowcą", był w środę jednym ze świadków w procesie Adama Z. oskarżonego o zabójstwo Ewy Tylman. Świadek w nocy, kiedy zaginęła Tylman podwoził "pijaną 25-latkę z Konina", czyli z miasta z którego pochodziła Tylman.

W środę poznański sąd okręgowy kontynuował proces Adama Z. oskarżonego o zabójstwo Ewy Tylman. Według prokuratury, 23 listopada 2015 roku mężczyzna zepchnął Ewę Tylman ze skarpy, a potem nieprzytomną wrzucił do wody. Adamowi Z. za zabójstwo z zamiarem ewentualnym grozi kara do 25 lat więzienia lub dożywocie. Podczas rozprawy w lutym br. sąd uprzedził jednak strony o możliwości zmiany kwalifikacji czynu na nieudzielenie pomocy - za co grozi kara do 3 lat więzienia. Od tego czasu Adam Z. jest na wolności.

W trakcie środowej rozprawy sąd przesłuchał Krzysztofa M., który zawracał na moście Rocha w nocy, kiedy zginęła Tylmani, nieopodal miejsca, gdzie miało to się stać. W przytoczonych przez sąd zeznaniach mówił, że dostarcza ryby do sklepów, zazwyczaj w nocy. Mówił też, że wielokrotnie zdarzało mu się podwozić przypadkowo spotkane kobiety, często takie, które w nocy wracają z imprezy. W swoich zeznaniach szczegółowo opisywał wszystkie trasy przejazdu w tamtym okresie, oraz przypadki i kobiety, które na przełomie listopada i grudnia podwoził swoim samochodem.

Także tej nocy, kiedy zginęła Tylman, mężczyzna przed godz. 4. miał podwieźć spod jednego z poznańskich klubów ok. 25-letnią kobietę z Konina. Jak mówił, sprawiała wrażenie bardzo pijanej.

- Na ulicy Kościuszki stała dziewczyna, machała ręką i mnie zatrzymała (...) Nie miała kurtki, miała chyba krótką mini i przytrzymywała ręką małą ciemną torebkę. Prosiła żeby ją podwieźć do najbliższego przystanku autobusowego (...) Mówiła, że jest studentką i pochodzi z Konina. Miała ciemne włosy do ramion. W trakcie przejazdu nie było widać, aby miała w ręku telefon - wskazał świadek w przytoczonych zeznaniach. - Była bardzo pijana, ale wiedziała, dokąd chce jechać - dodał.

Zobacz także

Mężczyźnie w trakcie śledztwa pokazywano także tablice z wizerunkami kobiet, żadna z nich jednak - jak mówił - nie była kobietą, którą podwoził tamtego wieczoru.

W grudniu 2015 roku z jego udziałem został także przeprowadzony eksperyment procesowy, co sugeruje, że na początkowym etapie śledztwa mógł być jednym z podejrzewanych w sprawie. Eksperyment przeprowadzono jednak już po tym, jak sąd zdecydował o areszcie dla Adama Z.

Przez policjantów Krzysztof M. nazywany był "nocnym łowcą". Jak powiedział PAP w środę rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak, mężczyzna rzeczywiście był sprawdzany, ale "ostatecznie został wyeliminowany z kręgu podejrzeń".

Zeznania świadka, mimo że nie wniosły wiele do sprawy, pokazują, że po zaginięciu Tylman rozważanych było kilka wersji wydarzeń.

Pełnomocnik rodziny Ewy Tylman adw. Mariusz Paplaczyk powiedział z kolei mediom, że Krzysztof M. "powiedział w sądzie więcej niż było potrzebne w tej sprawie, ale zakładam, że chciał współpracować i stąd jego wola, by opowiedzieć też kilka innych historii dotyczących podwożenia kobiet w nocy w Poznaniu" - mówił.

"Z analizy materiałów znajdujących się w aktach sprawy wynika, że policja po przejrzeniu monitoringu badała także inne ślady, udział innych osób. Z punktu widzenia rodziny, która zakładała wiele wersji, bo pamiętajmy, że wtedy zakładana była jeszcze wersja z okupem, to sprawdzanie przez śledczych wersji związanych z udziałem pojazdów innych osób było na tamten czas zasadne" - zaznaczył.

Przed sądem zeznawała także m.in. Wioletta Ch. pracownica stacji paliw przy ul. Królowej Jadwigi, gdzie kamery monitoringu miały zarejestrować Adama Z. Jak mówiła Ch., w tym czasie, kiedy zaginęła Tylman, miała dyżur na stacji z koleżanką Anetą M.

- Przed 4. rano zauważyłyśmy chodzącego na podjeździe pana. Dzwonił, cały czas rozmawiał przez telefon, chodził z jednej strony do drugiej. Na pewno nie był pijany, ale nerwowo się zachowywał. Pamiętam, że miał niebieską, modrakową kurtkę i miał ubrany kaptur. Mężczyzna znajdował się przy ostatnich dystrybutorach - powiedziała.

Jak dodała, zwróciła na niego uwagę, "bo był jedyną osobą na podjeździe". - Nie było nikogo innego. Pamiętam też, że koleżanka zamknęła wtedy drzwi do stacji, bo się wystraszyła, mówiąc, że ten mężczyzna dziwnie się zachowuje - podkreśliła.

Zobacz także

Sąd przesłuchał także radcę prawną Magdalenę S. Świadek wniosła o wyłączenie jawności rozprawy na czas składania przez nią zeznań, z uwagi na fakt, że dotyczą one tajemnicy zawodowej. Sąd przychylił się do tego wniosku. Zeznawali także kolejni świadkowie, w tym Maciej L., który w tamtym czasie na polecenie b. detektywa Krzysztofa Rutkowskiego zajmował się zbieraniem nagrań z kamer monitoringu oraz Weronika L., barmanka z klubu, w którym odbywała się impreza integracyjna, po której zaginęła Tylman.

Zeznania składał również Przemysław M., który spotkał Ewę Tylman i Adama Z. na ul. Wrocławskiej w nocy z 22 na 23 listopada 2015 roku. - Zwróciłem na nich uwagę, bo się głośno zachowywali. Po czym para się przewróciła, a dziewczyna uderzyła głową w bruk, było nawet słychać huk. Podszedłem do nich pytając, czy w czymś pomoc, ale dziewczyna zaczęła się śmiać, razem z tym kolegą - powiedział.

- Mieli chwiejny krok, wyglądali na parę, obejmowali się wzajemnie - dodał.

Proces Adama Z. rozpoczął się w styczniu tego roku. Oskarżony nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu. Odmówił składania wyjaśnień przed sądem i odpowiadał wyłącznie na pytania obrony. W trakcie procesu nie podtrzymał też wcześniejszych wyjaśnień przytoczonych przez sąd, w części dotyczącej tego, co się działo po wyjściu z klubu. Twierdzi, że nie pamięta okoliczności, w jakich miała zginąć Ewa Tylman, a do niekorzystnych dla siebie wyjaśnień zmuszali go policjanci.

Kolejna rozprawa odbędzie się 23 stycznia 2018 roku.

RadioZET.pl/PAP/DG