Powiedziała „jestem wkurw...” na Strajku Kobiet, teraz stanęła przed sądem. „To, jak się nazywam, ma znaczenie”

Mikołaj Pietraszewski
11.04.2018 11:52
Jaśkowiak
fot. Jacek Trublajewicz/East News

Ruszył proces żony prezydenta Poznania Joanny Jaśkowiak za słowa „jestem wkur..” wypowiedziane podczas Strajku Kobiet 8 marca ubiegłego roku. Jaśkowiak wraz z innymi protestującymi domagała się m.in. dostępu do nowoczesnej antykoncepcji, in vitro i badań prenatalnych. Według policji jej słowa to wykroczenie, bo używanie w miejscu publicznym słów nieprzyzwoitych jest zabronione.

Joanna Jaśkowiak nie przyznaje się do winy. Uważa, że słowa, których użyła, oddawały jej emocje, ale nie można ich uznać za nieprzyzwoite. Podkreśla przy tym, że nie miała zamiaru nikogo urazić i że jej zdaniem sprawa ma charakter polityczny.

— Myślę, że to, jakie nazwisko noszę, ma duże znaczenie — przyznała, dodając: „Zamiana ról jest trochę stresująca”. To nawiązanie do jej wykształcenia i doświadczenia zawodowego — Jaśkowiak jest bowiem notariuszem, w sądzie w Poznaniu robiła aplikację, a teraz usiadła tam na ławie oskarżonych.

Żonie prezydenta, jeżeli sąd uzna ją za winną, grozi kara ograniczenia wolności, nagana lub grzywna do 1,5 tysiąca złotych.

RadioZET.pl/DW/MP