Zamknij
Korepetycje
Coraz więcej uczniów jest obciążonych dodatkowymi zajęciami
fot: Irina Wilhauk/Shutterstock
SZKOŁA NA KORKACH

Prawie 200 zł za półtorej godziny. „Rynek korepetycji to już patologia”

Aleksandra Pucułek
Aleksandra Pucułek Redaktor Radia Zet
07.10.2021 10:30
07.10.2021 10:30

Piotrek, maturzysta, miał tylko dwie godziny wiedzy o społeczeństwie w tym roku szkolnym. Potem nauczyciel poszedł na zwolnienie, innego nie było. Tylko jedna osoba z klasy nie chodzi na korepetycje z WOS-u. Do tego większość bierze dodatkowe lekcje z matematyki i angielskiego. - To jest zaprzeczenie szkoły – komentuje tata maturzysty.

Magda i Marcin ze Starachowic żartują, że mają najgorszy pakiet w domu: maturzystę i ósmoklasistę. Starszy syn Piotrek chodzi na korepetycje z wiedzy o społeczeństwie. Zdaje z niego maturę rozszerzoną i z angielskiego, bo w liceum zmieniały mu się trzy razy nauczycielki, więc z programem jest na bakier, poza tym nigdy nie miał talentu do nauki języków obcych. Ostatnio poprosił jeszcze o lekcje z matematyki, żeby „w ogóle zdać z niej maturę”. Okazjonalnie chodzi też na polski. Młodszy syn na razie ma korki z angielskiego – on z kolei jest świetny z języków obcych, więc tam robi tematy ponad program. Po ocenach rodzice przewidują, że za chwilę pewnie będzie potrzebował jeszcze lekcji z matematyki.

Kiedy Magda z Marcinem spojrzeli na rozpiskę tych wszystkich zajęć dodatkowych, wzięli kartkę i policzyli. Za WOS – Piotrek chodzi z kolegą, więc jest taniej – płacą 50 zł tygodniowo. Za matematykę – 40 zł, angielski u starszego kosztuje 50 zł, u młodszego 40 zł, z tym, że chodzą dwa razy w tygodniu. Polski - 40 zł. - Miesięcznie to jakieś 1,1 tys. zł, ale co mamy zrobić? – podlicza Magda. W tę kwotę nie wlicza już nauki jazdy konnej, marzenia Piotrka, które w końcu zrealizowali.

Po lekcjach zdalnych na korki

Rynek korepetycji istnieje od lat, ale boom zaczął się trzy lata temu. Dokładnie po reformie edukacji, kiedy to o miejsca w szkołach średnich walczyli jednocześnie ostatni absolwenci gimnazjów i pierwsi absolwenci ośmioklasowych podstawówek. Liczył się więc każdy punkt z egzaminu. Od września 2019 podwójny rocznik wylądował w przepełnionych liceach i technikach, nie było gdzie organizować zajęć czy spotkań przygotowujących do konkursów i olimpiad, więc uczniowie wciąż chodzili na prywatne lekcje. Według badania CBOS przeprowadzonego na zlecenie Fundacji im. Stefana Batorego, co trzeci rodzic posyłał wtedy dziecko na korepetycje.

Firmy i prywatni nauczyciele myśleli, że taki rok już się nie powtórzy. - I przyszły lekcje zdalne – kwituje Bartek z Łodzi. Jego synowie chodzą do siódmej klasy i do drugiej klasy technikum. - Jeśli młodszy syn czegoś nie rozumiał, pomagaliśmy mu, starszemu już nie potrafiliśmy, bo wiele rzeczy nie pamiętaliśmy. Poza tym w technikum przedmioty ścisłe są naprawdę na wysokim poziomie, więc wielu zagadnień sam nie miałem – opowiada. Przyznaje też, że synom zwyczajnie trudno było się zmobilizować do pracy, gdy siedzieli cały czas w domu.

Według badania CBOS w 2019 r. co trzeci rodzic posyłał dziecko na korepetycje.

- To była jedna wielka awantura, żeby wstali z łóżek, ubrali się, nie mówiąc już o zrobieniu lekcji. Mogli ściągać, spisywać z internetu i nikt tego nie weryfikował – mówi Bartek. Obaj synowie chodzą na matematykę, ale uczy ich kuzynka, więc bierze symboliczne 40 zł. Starszy chodzi jeszcze na chemię, ale Bartkowi udało się znaleźć studentkę, więc to też oszczędności – 40 zł za 45 minut. Do tego szkoła językowa - za semestr 1,2 tys. zł. Dla młodszego, starszy nie chciał. - Tu kuzynka, tu studentka i jakoś dajemy radę, ale bez tego byłoby trudno – nie ukrywa Bartek, bo w większych miastach ceny korepetycji są wyższe.

Wiele zależy też od przedmiotu, liczebności grupy, a ostatnio od formuły. Według raportu, który przygotował serwis e-korepetycje, średnia cen zajęć stacjonarnych w Polsce wynosi w tym roku 46,82 zł, ale już za zajęcia online zapłacimy 56,16 zł. Jak to wygląda w wypadku poszczególnych przedmiotów? Np. korepetycje z biologii najmniej kosztują w Zielonej Górze, średnio 43 zł, najwięcej w Poznaniu – 58 zł. Za godzinę chemii uczeń w Lublinie zapłaci średnio 40 zł, a w Gorzowie Wielkopolskim 52 zł. Fizyka najdroższa jest w Rudzie Śląskiej (60 zł), a najtańsza w Białymstoku – 45 zł. Dodatkowe zajęcia z historii mogą kosztować od 35 zł w Toruniu do 52 zł w Radomiu. Najdroższa zazwyczaj jest jednak Warszawa. Według portalu e-korepetycje.pl za godzinę angielskiego trzeba zapłacić tu średnio 55 zł, za polski – 51 zł, a np. w Lublinie odpowiednio 40 i 37 zł.

Matematyka królową cen

Rekordy cenowe bije matematyka dla uczniów przygotowujących się na studia ścisłe. Średnio godzina kosztuje 66 zł. Najwięcej znów zapłaci młodzież z Warszawy - 84 zł. - 100 zł za godzinę – taką stawkę wystawiła Małgorzata, matematyczka ze stolicy. Korepetycji nie udzielała od lat. - I teraz specjalnie nigdzie się nie ogłaszałam, nie wystawiałam ofert, uczniowie sami dzwonili, bo od kogoś się dowiedzieli, że uczę, że mam godziny, bo ktoś mnie polecił – opowiada. Ma czterech stałych uczniów, czasem przychodzą do niej dzieci znajomych i powiedziała już stop, więcej już nie przyjmuje.

Przed wakacjami odeszła ze szkoły. Zmęczona reformami, zła na kolejne zmiany zapowiadane przez ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka zdecydowała się na korepetycje, bo lubiła uczyć. Finansowo wychodzi na tym prawie tak, jakby pracowała w szkole przez cały tydzień. A jej kwota nie jest najwyższa, bo na portalach, na których ogłaszają się korepetytorzy, za 90 minut matematyki niektórzy życzą sobie 180 zł. I chętnych znajdują.

Średnio godzina korepetycji z matematyki kosztuje 66 zł. Najwięcej płaci młodzież z Warszawy - 84 zł.

- Cena weryfikuje, bo jeśli uczniowie tyle płacą, to chcą z tego skorzystać jak najwięcej i przykładają się - mówi Małgorzata. Z czym przyszła do niej młodzież? Część przygotowuje się do matury podstawowej, rozszerzonej (młodzież przed egzaminem maturalnym czy ósmoklasisty najczęściej korzystają z prywatnych lekcji), pozostali chcą nadrobić to, czego nie zrozumieli na lekcjach.

Ostatnio u korepetytorów zjawia się jeszcze jedna grupa uczniów: którzy nie mają w ogóle danego przedmiotu, bo w szkole brak nauczycieli. To też był podwód, dla którego Piotrek poszedł na dodatkowe lekcje z wiedzy o społeczeństwie. W szkole miał tylko dwie godziny tego przedmiotu, potem nauczyciel zachorował, poszedł na zwolnienie, innego nie udało się znaleźć, więc na razie są zastępstwa. W efekcie tylko jedna osoba z klasy Piotrka nie chodzi na korepetycje z tego przedmiotu.

Cena weryfikuje, bo jeśli uczniowie tyle płacą, to chcą z tego skorzystać jak najwięcej i przykładają się

- Jest to klasa humanistyczna, więc WOS, historia to podstawa. Czas ucieka, matura coraz bliżej, każda lekcja się liczy – nie ukrywa zdenerwowania Magda. Korepetycje też coraz częściej przypominają lekcje ze szkoły. Piotrek np. WOS ma w dwie osoby, ale kiedy piszą próbną maturę to korepetytor zbiera kilka swoich grup w jednym terminie. Ostatnio, jak opowiada Magda, było ok. 10 osób, część się nie zmieściła w pokoju, więc pisała test w kuchni u korepetytora. - I to jest zaprzeczenie szkoły – kwituje Marcin – Robią to, co powinni robić w szkole i jeszcze w takich grupach jak w szkole.

To dziecko chodzi, to nie chodzi

Zgadza się z tym dr Joanna Leek z Wydziału Nauk o Wychowaniu Uniwersytetu Łódzkiego. - Z jednej strony oferuje się równe szanse i bezpłatną edukację, a z drugiej strony korepetycje służą nadrobieniu braków z podstawy programowej. Przez 45 minut lekcji nauczyciel nie zawsze jest w stanie przerobić, materiał, do tego w 30-osobowych klasach. Korepetycje powinny rozwijać ucznia, a tu mamy pragmatyczne podejście: trzeba zrobić to, czego nie zdążyło się na lekcji, a będzie potrzebne na egzaminie. To jest patologia – przyznaje wprost dr Leek. Jej zdaniem do popytu na korepetycje przyczynia się też neoliberalne myślenie o człowieku, który ciągle bierze udział w wyścigu, dotyczy to też edukacji.

Przede wszystkim jednak rynek korepetycji utwierdza podziały, które i tak już są na poziomie szkoły. - I tu nawet nie chodzi o pieniądze, chociaż niektóre kwoty rzeczywiście są zaporowe. Krokiem wcześniejszym jest zainteresowanie rodziców i docenienie wartości edukacji – mówi badaczka. Potwierdza to sondaż Fundacji Batorego. W miastach powyżej 500 tys. mieszkańców 55 proc. uczniów brało dodatkowe lekcje, na wsiach niewiele ponad 25 proc. uczniów. W grupie rodziców z wyższym wykształceniem na płatne zajęcia uczęszczała prawie połowa dzieci, u rodziców z wykształceniem podstawowym - 20 proc.

- Problemy psychiczne uczniów znikąd się nie biorą - alarmuje dr Joanna Leek
fot. Mariia Korneeva/Shutterstock

- Tendencje dotyczące korepetycji są niepokojące i pandemia je jeszcze nasiliła – komentuje dr Leek, przypominając, że poziom lekcji zdalnych, które uczniowie mieli niemal przez ostatnie półtora roku, był skrajnie różny. Stan wiedzy po nauce zdalnej też jest różny, kto nie pójdzie na korepetycje to braków nie nadrobi.

Ministerstwo Edukacji i Nauki przyznało zajęcia dodatkowe szkołom, ale zdaniem dr Leek to wylanie dziecka z kąpielą, bo dla uczniów siedzenie na tych godzinach to kara. - Dziennie spędzają w szkole siedem, osiem godzin, potem te zajęcia dodatkowe, praca domowa i często jeszcze korepetycje. Problemy psychiczne znikąd się nie biorą – ocenia. Potwierdza to Joanna Poprawska, psycholożka z XI LO w Łodzi.

- Dzieci są wręcz oblepione zajęciami dodatkowymi. Jedna uczennica powiedziała mi wprost: nie mam czasu, żeby iść do łazienki. Jak wracam do domu, to rzucam plecak i zaczynam lekcje. Dzieci nie mają kiedy wyjść na dwór, spotkać się z przyjaciółmi, nie mają czasu dla siebie – opowiada Poprawska. Dr Leek sama doświadczyła też problemu braku nauczycieli. - Siódma klasa. Moje dziecko 4 października miało pierwszą fizykę, bo nie można było znaleźć nauczyciela – opowiada.

Dzieci są wręcz oblepione zajęciami dodatkowymi. Jedna uczennica powiedziała mi wprost: nie mam czasu, żeby iść do łazienki

Według badaczki odwrócić tendencję rozrastającego się rynku korepetycji można by przez sprofilowanie podstawówek, tak jak liceów, czyli np. klasy humanistyczne mają mniej biologii czy chemii. Trudno jednak wymagać, by kilkuletnie dzieci potrafiły wybrać, jaki profil bardziej ich interesuje. - Potrzeba więc całościowej reformy i należy zacząć od zmiany kształcenia nauczycieli. Dzieci już nie muszą uczyć się wszystkiego na pamięć, pokazały to lekcje zdalne, kiedy to daty z historii mogły szybko sprawdzić w internecie, albo działania z matematyki obliczyć na kalkulatorze w telefonie – opowiada dr Leek. Kolejne kroki to odchudzenie podstawy programowej i zmiana siatki godzin.

- Konkretnie zmniejszenie je o 10, 20 proc. - mówi badaczka. - Może wtedy te korepetycje mogłyby być dodatkową rozwijającą ofertą dla ucznia, bo one ewidentnie pomagają. Teraz nauczyciel stoi przed dylematem: nauczyć pod klucz, czyli realizować obowiązek związany z przygotowaniem do egzaminu, czy rozwijać zainteresowania ucznia.

Aleksandra Pucułek
Aleksandra Pucułek

Dziennikarka, teatrolożka. Pisze głównie o edukacji - od żłobków do uczelni. Pracowała w "Gazecie Wyborczej", pisała dla "Dużego Formatu", "Wysokich Obcasów" i "Wolnej Soboty". Współpracowała z tygodnikiem "Polityka". Laureatka Nagrody im. prof. Romana Czerneckiego w kategorii najlepszy artykuł publicystyczny oraz stypendium im. Leopolda Ungera. Nominowana do Grand Press w kategorii wywiad. Nie może żyć bez teatru i czekolady.

Kontakt: aleksandra.puculek@radiozet.pl