Prezes Legii Warszawa: Kary za rzucanie rac na stadionach powinny być drakońskie

Redakcja
01.06.2018 10:17
Legia, race
fot. PRZEMYSLAW SZYSZKA / SE / EAST NEWS

Kary za rzucanie rac na stadionach powinny być drakońskie i boleć nie tylko finansowo, ale mieć też konsekwencje karne – mówi prezes Legii Warszawa w Radiu ZET.

Konrad Piasecki: Na polskie stadiony powinna wrócić policja? Pełnowymiarowo i na co dzień?

Dariusz Mioduski: Ja nie jestem zwolennikiem tego rozwiązania, bo wydaje mi się, że inaczej powinniśmy patrzeć na problem, który gdzieś tam się pojawia.

Ale widzi pan to, że służby porządkowe nie radzą sobie i ze wznoszeniem na stadion rac, i z utrzymaniem często na stadionach porządku. Ja wiem, że to są przykłady jednostkowe, ale one jednak mają bardzo silny wpływ. Jak się widziało to, co się działo na Pucharze Polski, jak się widziało to, co działo się w ostatniej kolejce na stadionie Lecha, no to jest coś, co oddziałuje na wizerunek piłki nożnej,  tej ligowej piłki nożnej i wydaje się, że bez policji służby porządkowe nie są w stanie się jakoś z tym zorganizować i ogarnąć.

Wydaje mi się, że to nie jest kwestia policji na stadionie. Nie wyobrażam sobie, żeby bojówki policyjne, które wchodzą w swoim rynsztunku na stadion i stoją pomiędzy kibicami, dodawały do wizerunku i do bezpieczeństwa tak szeroko postrzeganego i żeby rzeczywiście rozwiązały jakiś problem.

Ale może ona powinna być już wcześniej, np. na etapie kontroli kibiców? Bo ta, jak widać, jest dziurawa, skoro te race zakazane ciągle są na stadiony wnoszone.

Jest bardzo małe zrozumienie, jak ciężko jest wyeliminować w ogóle coś, co my nazywamy racami. To są często bardzo małe rzeczy, przenoszone w taki sposób, że byśmy musieli rozbierać tych wszystkich kibiców do naga, żeby rzeczywiście to próbować wyeliminować, a sądzę, że nawet wtedy nie do końca by się udało. I widzimy, że ten problem to nie jest problem tylko w Polsce, ale to jest problem w całej Europie.

Ale pan też mówi: „Musi być państwo, które coś z tym zrobi. Rząd ma wszystkie narzędzia, żeby sobie z tym problemem poradzić”. Z tym problemem chamstwa czy brutalności, czy nieporządku na stadionach. No to jakie jest inne narzędzie niż narzędzie policyjne?

Zgadza się. Po pierwsze w ogóle musimy mówić, o co chodzi. Bardzo trafnie pan to ujął. Bo wiele osób mówi o kwestiach bezpieczeństwa, a tutaj nie ma kwestii bezpieczeństwa, polskie stadiony są bardzo bezpieczne. Ja jeżdżę na wiele meczów w różnych częściach Europy i jesteśmy w czołówce Europy, tak że jest to bardziej kwestia wizerunku. To, co się dzieje, często jest to kwestia wizerunku. Natomiast jest taki element, który powoduje, że zaczyna być niebezpiecznie. To jest mniej niż 1% tego, co się dzieje, ale to jest to, co trzeba wyeliminować. Czyli musimy po pierwsze zrobić gradację kar. Jeżeli jest odpalona raca na stadionie, to jest jedna rzecz, ale jeżeli ta raca jest wrzucona na boisko albo wystrzelona w stronę piłkarzy czy kibiców przeciwnej drużyny, to już jest coś, co bym kwalifikował jako przestępstwo, to jest coś, co trzeba rzeczywiście piętnować, identyfikować osoby, które to zrobiły,  i tutaj jest bardzo ważny element -  nie karać klubów, bo to nic nie daje. Te osoby zwykle mają gdzieś, że klub dostanie jakąś karę, czyli one muszą ponieść konsekwencje tego i ta kara musi być nieuchronna i wyegzekwowana. I z tym mamy główny problem w Polsce.

Ale ona powinna być też pańskim zdaniem surowsza, niż jest dzisiaj?

Zdecydowanie. Kary [za czyny], które noszą znamiona przestępstwa, czyli kwestie bezpieczeństwa prawdziwego, rzucanie tego, przerywanie meczu, bójki, wystrzeliwanie tych rac, to są kary, które powinny być drakońskie. To znaczy one powinny nie tylko boleć finansowo, ale też potencjalnie nieść konsekwencję karne.

Ale czy to nie jest tak, że winę w tym wszystkim mają też kluby, które się z kibicami, kibolami próbują jakoś układać, dogadywać? Że ta współpraca z nimi klubom pasuje i odpowiada, no bo oni robią – premier powiedział ostatnio, że to są też ludzie, którzy robią piękne patriotyczne oprawy „i za to im dziękujemy” i kluby dlatego patrzą na nich przez palce?

Ja nie sądzę, że tak jest. Kluby współpracują z kibicami, ale to jest na takiej samej zasadzie, jak kina współpracują ze swoimi klientami i centra handlowe też chcą przyciągać swoich klientów. Wątpię, żeby kluby współpracowały z tymi, którzy do takich burd doprowadzają.

Ale nie uważa pan, że to są czasami, często albo zdarza się, że ci ludzie, którym premier dziękuje za  piękne oprawy meczów, to są też ludzie, którzy te burdy robią?

Nie, to jest rzadko.

Uważa pan, że to są dwie różne, rozdzielne grupy?

Ja się mogę opierać tylko o doświadczenia z Legii i rozmowy z moimi kolegami z innych klubów i wydaje mi się, że te osoby, które są zwykle odpowiedzialne za oprawy, za zorganizowany doping, to nie są te osoby, które potem rzucają race. Oczywiście to może się zdarzyć, ja nie mówię, że to nigdy nie są te osoby, natomiast wiem z rozmów, że tak samo boli organizatorów i przedstawicieli kibiców, jak coś takiego się dzieje, bo to uderza też w nich.

Uważa pan, że politycy są winni odpowiedzialni tego, jak czasami w tych najgorszych momentach wyglądają polskie stadiony?

Ja nie wiem, czy bym powiedział, że politycy są odpowiedzialni.

Bo widzi pan, ile dyskusji politycznych jest wokół kibiców, kiboli, tego, co na stadionach się dzieje?

To jest trochę złe, że dzisiaj te stadiony są angażowane w jakieś tam dyskursy polityczne. Stadion jest odzwierciedleniem społeczeństwa. To znaczy piłka nożna jest jedynym sportem, który jest sportem masowym w pełnym rozumieniu. Od najwyższych elit – wszyscy ludzie są na stadionach, cały przekrój społeczeństwa. I my musimy to zrozumieć, że te nastroje i różne inne rzeczy, które się dzieją w społeczeństwie, również będą widoczne na stadionie. Natomiast to, co dzisiaj jest ważne, to jest to, żeby zrozumieć, że chcemy mieć silną piłkę – a jak popatrzymy, wszystkie silne państwa mają silne ligi, silne reprezentacje – to musimy coś zrobić z wizerunkiem polskiej piłki, bo to po prostu osłabia kluby, powoduje, że wartość tego produktu medialnego i wartość możliwości sprzedaży praw maleje, co się przekłada na poziom sportowy. Jeżeli czegoś z tym nie zrobimy, będzie problem.

Cała rozmowa na radiozet.pl