Zamknij

Proboszcz przelał sobie 2 mln zł. Parafianie ujawnili szokujące praktyki. "Był jak komornik"

22.08.2022 15:49

Ksiądz proboszcz Stanisław Konik, który przed przejściem na emeryturę przelał sobie 2 miliony złotych z konta parafii, zarzeka się, że były to jego własne środki. Mieszkańcy Domostawy (woj. podkarpackie), gdzie pełnił posługę, nie kryją oburzenia po ujawnieniu afery. - Każdy pracujący musiał płacić 100 złotych na kościół. Jeśli rodziny nie było stać, proboszcz zapisywał w swoim kajeciku dług. Jeśli go nie spłacili, nie dopuścił do komunii, nie pochował ani nie ochrzcił – powiedzieli "Gazecie Wyborczej". Ksiądz odpiera zarzuty i mówi o potrzebie "wspólnego dyscyplinowania się".

Proboszcz przelał sobie 2 mln zł z konta parafii. Mieszkańcy są wściekli
fot. MONKPRESS/East News, zdj. ilustracyjne

Proboszcz z Domostawy przelał sobie z konta tamtejszej parafii 2 mln złotych tuż przed przejściem na emeryturę. Sprawa wyszła na jaw, gdy w lokalnych serwisach pojawiły się doniesienia o dwóch transakcjach (każda po milion złotych). Wyciąg konta z parafii upublicznił na Facebooku jeden z mieszkańców.

Sprawa trafiła do biskupa sandomierskiego i służb, choć pierwotnie policja zajęła się nie tyle nieprawidłowościami z przelewem, ile upublicznieniem wyciągu konta parafii w Domostawie. Afera wybrzmiała głośno na całą Polskę. Rzeszowska "Gazeta Wyborcza" rozmawiała z mieszkańcami Domostawy i okolic. Rozmówcy nie zostawili na księdzu suchej nitki, jednak obawiali się rozmawiać pod nazwiskiem.

Proboszcz przelał sobie 2 mln zł z konta parafii. Mieszkańcy są wściekli

Parafianie sugerują wprost, że ks. Konik istotnie zmienił się po chorobie. – Na początku nie był taki pazerny. Później stale na coś trzeba było płacić. Wszystko było na cele kościoła. Po 100 złotych co roku. A w kościele nie ma wiaderka, wody, płynu. […] Kobiety mówiły, że jak na święta żarówki się spaliły, to zapytał: "Nie stać was kupić?" – mówiła jedna z parafianek.

Dochodziło do tego, że proboszcz notował w swoim zeszycie listę wiernych oraz ich wpłaty i "długi". – Robił na tym niezły biznes. Później okazywało się, że ksiądz dostawał dofinansowania, które pokrywały praktycznie całość remontu - ujawnił mieszkaniec Domostawy. Każdy parafianin musiał płacić 100 zł, jeśli pracował. Wspomniane "długi" to pozycja dotycząca najczęściej biedniejszych rodzin, które nie zawsze mogły sprostać oczekiwaniom księdza. "GW" podała, że przez nieuregulowanie "długu" proboszcz wykluczał nawet z sakramentów.

screen Karol Wołoszyn Facebook
fot. screen Karol Wołoszyn/Facebook.com

Inny rozmówca opowiadał, że za pieniądze można było w parafii w Domostawie wszystko załatwić. – Te wszystkie opłaty i składki to wyłudzanie pieniędzy od ludzi. Chodził u nas jak komornik – kwitował mieszkaniec Domostawy, który z tego powodu ostatecznie zrezygnował z udziału w mszach. Mieszkańcy wsi wiedzą, że sami dopuścili do tej sytuacji. Przyznali jednak, że kuria nie reagowała na ich sygnały.

"Ksiądz ma wrogów i zaszedł za skórę wielu ludziom"

Ujawnienie wyciągu z parafii – zdaniem proboszcza – mogło być jedynie skutkiem włamania. - Ponieważ odchodziłem, poprosiłem, by zostały wysyłane na adres mailowy parafii. Pierwszy, jaki odebrałem, został opublikowany – opowiadał w "GW" ks. Konik. Zarzekał się, że pieniądze zarabiał przez 42 lata ciężkiej pracy, również "na budowie" w USA, ale i na uprawie malin, aronii czy borówek (ma 1,5 hektara pola) oraz działalności wydawniczej. - Sam się dorobiłem tych dwóch milionów. [...] Chciałem kupić na parafię 4-letnie obligacje skarbowe. Pojechałem do banku i okazało się, że to nie jest możliwe. Przelałem więc środki z powrotem – tłumaczył "GW". Parafianie nie dają wiary tym tłumaczeniom.

Wyciąg z konta parafii pojawił się na profilu Karola Wołoszyna na Facebooku. Mieszkańcy uważają, że w obawie przed represjami, uczyniła to nieznana osoba pod fałszywymi danymi na portalu. – Myślę, że z Karolem Wołoszynem pani nie porozmawia. Podejrzewam, że jest to konto fikcyjne zarejestrowane tylko po to, aby ukazała się prawda. Ten ksiądz ma wrogów i zaszedł za skórę wielu ludziom, więc tak naprawdę to może być każdy – stwierdził w "GW" jeden z rozmówców.

- Trzeba było dyscyplinować się wzajemnie, żeby stworzyć bazę materialną parafii. Ale sakramentu nikomu nie odmówiłem - odparł zarzuty ks. Konik. Obecnie prokuratura prowadzi dwa postępowania: w sprawie przywłaszczenia mienia znacznej wartości oraz ewentualnego włamania na konto parafialne i upublicznienia operacji bankowych. Ksiądz Konik niebawem opuści Domostawę. Czeka na przekazanie parafii nowemu proboszczowi.

NAPISZ DO NAS

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś intrygującego lub bulwersującego? Chcesz, żebyśmy opisali ważny problem? Napisz do nas! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać nam na informacje@radiozet.pl.

RadioZET.pl/Rzeszow.wyborcza.pl