Debata nad projektem „Zatrzymaj Aborcję”. Jurek o powinności macierzyńskiej, aktywistki bez prawa głosu

Katarzyna Mierzejewska
20.03.2018 11:56
Debata nad projektem „Zatrzymaj Aborcję”. Jurek o powinności macierzyńskiej, aktywistki bez prawa głosu
fot. PAP

Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka ze Stanisławem Piotrowiczem na czele pozytywnie zaopiniowała projekt „Stop Aborcji!”. Przedstawicielki Strajku Kobiet relacjonują w mediach społecznościowych, że utrudniano im zabieranie głosu, a niektórzy z polityków wypowiadali w ich stronę mało eleganckie komentarze. 

Debata nad projektem „Zatrzymaj Aborcję” trwała 5 godzin. Ostatecznie Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka pozytywnie zaopiniowała pomysł autorstwa Kai Godek. Za pozytywnym zaopiniowaniem projektu dla komisji polityki społecznej i rodziny głosowało 16 posłów, 9 było przeciw, nikt się nie wstrzymał od głosu.

Debata była burzliwa, a uczestniczące w niej przedstawicielki organizacji pozarządowych wskazują na brak szacunku ze strony niektórych polityków. Wskazują, że dla wielu posłów argumentem za dalszym procedowaniem projektu była konieczność spełnienia przez kobietę obowiązku macierzyńskiego. 

Niektórzy dziś w Sejmie doskonale się bawili. Śmiechom nie było końca. Szczególnie gdy posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz opowiadała autentyczną tragiczną historię kobiety, która potrzebowała aborcji.

W rozmowie z OKO.press posłanki Kamila Gasiuk-Pihowicz i Joanna Scheuring-Wielgus opowiedziały inne przykłady lekceważenia, jakie spotkały je na obradach Komisji. Niechlubny prym wiódł poseł Janusz Sanocki (dawniej Kukiz'15). Na argument o prawie wyboru odpowiedział: „A co kobieta ma do tego? Dziecko ma się urodzić!”. Próbował też dotykać dwumiesięczne dziecko, z którym przyszła jedna z aktywistek Strajku Kobiet. Działaczka odpowiedziała mu, że nie życzy sobie, aby poseł dotykał jej dziecko. Na to Sanocki miał odpowiedzieć „Wy to jesteście nienormalne, po prostu!”. 

Na koniec całej debaty podszedł do aktywistek i posłanek Janusz Sanocki i powiedział: „Lubię was dziewczynki”. Poprosiliśmy posła o komentarz w tej sprawie.

Absolutnie żadna z tych, podanych przez aktywistki, moich rzekomych wypowiedzi nie padła. To są po prostu nieprawdziwe enuncjacje. Moją wypowiedź można odsłuchać na stronie sejmowej, pod koniec nagrania. Byłem grzeczny, zwracałem się do tych kobiet z sympatią, bo choć nie podzielam ich poglądów, to jednak starałem się właśnie okazać szacunek do osób, co chyba w jakiś sposób obróciło się przeciwko mnie bo wyrażałem poglądy niewygodne dla tych pań, bez jakiejś złośliwości, asertywnie - mówi poseł Janusz Sanocki.Polityk powtarza, że aktywistki kłamią. 

Aktywistka Barbara Ewa Baran pisze w swojej relacji o momencie, w którym Waldemar Buda z PiS złożył wniosek o zamknięcie listy wystąpień. Przedstawicielki organizacji pozarządowych nie miały nawet możliwości, żeby się odezwać. 

Głos — poza wnioskodawcą (reprezentantką tej strony jest Kaja Godek) — zabrali tylko Lilianna Religa, przedstawicielka Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny i Jerzy Kwaśniewski z Instytutu Na Rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris”.

„Niby Komisja Praw Człowieka, a czuję się, jakby ktoś nam szambem chlusnął w twarz” — kończy swój wpis Barbara Ewa Baran. 

Marek Jurek mówił o kobiecej powinności macierzyńskiej, a Robert Winnicki stwierdził, że „Aborcjonistki są sojuszniczkami nieuporządkowanego życia seksualnego mężczyzn”.

Z kolei Robert Winnicki napisał na Twitterze „Noworodek jako argument?”, odnosząc się do aktywistki, która przyszła na debatę ze swoim dzieckiem.  — Posłowi Winnickiemu brakuje wiedzy. Ewa jest niemowlakiem, nie noworodkiem. Noworodek to dziecko do pierwszego miesiąca życia. Posłowie, którzy podczas obrad komisji napadli na mnie, chcieliby, by wszystkie kobiety zostały w domach i siedziały cicho. Nawet tak małe, jak Ewa — mówi w rozmowie z „Kobieta WP” aktywistka Monika Auch-Szkoda. 

Amnesty International przygotowało raport „Przerywanie ciąży a prawa człowieka”. Można w nim przeczytać:

„Komitet Praw Człowieka ONZ stwierdził, że odmowa dostępu do aborcji terapeutycznej jest naruszeniem najbardziej podstawowych praw człowieka. [...] Komitet argumentował, że nieudolność państwa w zapewnieniu kobiecie aborcji terapeutycznej spowodowała u niej depresję i cierpienie, naruszając artykuł 7 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych (gwarantujący wolność od tortur lub okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania lub karania). Artykuł 7 może być więc interpretowany jako wymagający od państwa zapewnienia legalnej aborcji w przypadku, kiedy jest ona konieczna, aby uchronić zdrowie fizyczne lub psychiczne kobiety, również w przypadku śmiertelnego upośledzenia płodu. W przeciwnym razie działanie lub zaniechanie państwa może oznaczać, że traktuje kobiety w sposób nieludzki i poniżający”.

Obecnie funkcjonujące prawo aborcyjne należy do najbardziej restrykcyjnych nie tylko w Europie, ale i na świecie. 

Prawo do przerywania ciąży jest możliwe w trzech przypadkach: zagrożenia dla życia lub zdrowia kobiety, ciężkiego upośledzenia lub choroby płodu, pochodzenia ciąży z gwałtu. Projekt „Zatrzymaj Aborcję” chce zlikwidować tę drugą przesłankę. Pomysłodawcy uważają ją za niekonstytucyjną. Tymczasem aborcja ze względu na wady i nieuleczalne choroby płodu to absolutna większość wszystkich zabiegów, w ostatnich latach ok. 95 proc.

W Polsce w ostatnich latach wykonywano co roku ok. tysiąca legalnych aborcji — wynika z danych opublikowanych w raporcie Rady Ministrów. Nie wiemy jednak, ile zabiegów przerywania ciąży wykonywanych jest w tzw. podziemiu aborcyjnym. 

RadioZET.pl/OKO.press, Amnesty International/KM