Kolizja kolumny Macierewicza. Prokuratura przygląda się kierowcy b. szefa MON. Nie powinien był kierować limuzyną?

Redakcja
09.08.2018 12:48
Kolizja
fot. Paweł Skraba/East News

Zaufany kierowca Antoniego Macierewicza mógł nie mieć uprawnień wystarczających do prowadzenia ministerialnej limuzyny. Tak przynajmniej podejrzewa prokuratura prowadząca śledztwo ws. wypadku sprzed 1,5 roku – wynika z doniesień Onet.pl.

25 stycznia 2017 r. w Lubiczu Dolnym k.Torunia miał miejsce wypadek z udziałem kolumny rządowej. Wchodzące w jej skład trzy limuzyny zjeżdżały na autostradę, ale jednak z nich przyspieszyła. Pozostałe dwa auta – to, w którym jechał Macierewicz, i to prowadzone przez funkcjonariuszy Żandarmerii Wojskowej – próbowały dorównać, ale nie zdążyły na czerwonym świetle i uderzyły w pozostałe samochody (których łącznie w karambolu brało udział osiem).

Macierewicz broni swojego kierowcy

Ówczesny szef MON wyszedł z kolizji bez szwanku. Szybko zmienił pojazd i kontynuował podróż do Warszawy, gdzie później uczestniczył w gali tygodnika „WSieci”. Ucierpiały za to trzy inne osoby, u jednej stwierdzono pęknięcie kręgosłupa.

Zobacz także

Macierewicz zdecydowanie twierdził, że odpowiedzialności za spowodowanie wypadku nie ponosi jego kierowca Kazimierz Bartosik. W październiku zaś zarzut spowodowania wypadku usłyszał Grzegorz G., starszy kapral ŻW, kierujący ostatnim autem w kolumnie.

„Wedle prokuratury pan Kazimierz zatrzymał się na czas, a Grzegorz G. nie. W ten sposób auto żandarma miało uderzyć z tyłu w limuzynę ministra, a ta w efekcie zderzyła się z pojazdami stojącymi przed nią. Żołnierz nie przyznaje się do winy. [...] twierdzi, że było odwrotnie — to pan Kazimierz miał nie wyhamować, a on jedynie na niego najechał” – czytamy w artykule na Onet.pl.

Onet ujawnia

Powołując się na swoje źródła, portal ujawnia informacje, które mogą być niewygodne dla Kazimierza Bartosika. Według nich kierowca nie tylko nie przeszedł szkolenia w prowadzeniu pojazdów w kolumnie z towarzyszeniem Żandarmerii, ale także – jak podejrzewa prokuratura – nie posiadał uprawnień do prowadzenia rządowej limuzyny. Ten wątek nie podlega jednak pod śledztwo ws. wydarzeń spod Torunia – włączono go do odrębnego postępowania w dziale wojskowym Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ursynów.

Zobacz także

„Na początku 2016 r. weszły w życie zmiany w przepisach, dotyczące wymagań wobec kierowców pojazdów uprzywilejowanych. Według naszych informacji, pan Kazimierz ich w momencie wypadku nie spełniał, zaś oskarżony żołnierz — tak. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że kierowca Macierewicza nie miał aktualnych badań zdrowotnych i psychologicznych. Pan Kazimierz — który pracuje w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego — twierdzi, że od swych szefów uzyskał zapewnienie, że przedstawicieli tej służby owe przepisy nie dotyczą” – pisze Onet.

Problem w tym, że Bartosik to jedna z bardziej zaufanych osób w otoczeniu Antoniego Macierewicza. Zarówno w czasach, gdy piastował urząd ministra spraw wewnętrznych, jak i za czasów, gdy szefował Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, pan Kazimierz był jego kierowcą (jako pracownik SKW, w ramach którego awansował do rangi oficera). Według informatorów Onetu jest osobą bardzo wpływową. 

RadioZET.pl/Onet.pl/MP