Zamknij

Protest medyków, który szedł z placu Krasińskich dotarł przed kancelarię premiera. Tutaj zaplanowano powstanie “białego miasteczka" środowisk medycznych, które domagają się m.in. wyższych wynagrodzeń. KPRM jest odgrodzona policyjnymi barierkami.

Protest medyków, który szedł z placu Krasińskich dotarł przed kancelarię premiera. Przed Sejmem minutą ciszy uczczono pacjentów, którzy stracili życie - jak stwierdziła przemawiająca tam przedstawicielka środowisk medycznych - "przez błędy systemu ochrony zdrowia". "Tu jest zmiana, ona zaczyna się w tym miejscu" - mówiła.

Protestujący mają ze sobą transparenty z takimi hasłami, jak: "Krótko żyjemy, bo ciężko pracujemy", "Zapraszamy na oddziały, bo niedługo zamykamy", "Pandemia braków pielęgniarek i położnych trwa od lat", "Umieramy o 20 lat wcześniej, niż inne Polki", "Żądamy godnych zarobków", "Nie ma medycyny bez diagnostyki", "Politycy! Nie róbcie z medyków niewolników!".

Protest medyków w Warszawie. "Publiczna ochrona zdrowia kona"

Większość protestujących ubrała się w białe koszulki, a pielęgniarki noszą dodatkowo zawodowe czepki z aksamitną taśmą. Skandują m.in.: "Publiczna ochrona zdrowia kona", "Wyleczcie, albo dobijcie", "Nie ma medyków, nie ma leczenia".

Po dotarciu demonstrujących przed kancelarię premiera przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Krystyna Ptok przekazała, że być może zostaną przed KPRM w tym miejscu, w którym się zatrzymano. Kancelaria premiera jest odgrodzona od protestujących barierkami.

Ogólnopolski Komitet Protestacyjno-Strajkowy Pracowników Ochrony Zdrowia opublikował w piątek swoje postulaty. Obejmują one: natychmiastową zmianę ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia; realny wzrost wyceny świadczeń, ryczałtów i tzw. dobokaretki, a także zatrudnienie dodatkowych pracowników obsługi administracyjnej i personelu pomocniczego oraz wprowadzenia norm zatrudnienia uzależnionych od liczby pacjentów.

Zobacz także

RadioZET.pl/ Natalia Kamińska (PAP)