Lekarze rezydenci kończą głodówkę. To jednak nie koniec protestu

Redakcja
30.10.2017 10:22
Lekarze rezydenci kończą głodówkę. To jednak nie koniec protestu
fot. Jakub Porzycki/Agencja Gazeta

Lekarze rezydenci kończą głodówkę. Protest będzie kontynuowany w innej formie - poinformowało w poniedziałek Porozumienie Rezydentów OZZL. Lekarze zorganizowali konferencję w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym przy ul Żwirki i Wigury w Warszawie.

- Od stycznia przestajemy pracować po 300, 400 godzin miesięcznie - mówił podczas konferencji prasowej Jarosław Bliński z Porozumienia Rezydentów. Dodał, że bardzo dziękuje wszystkim (zarówno ludziom z innych środowisk, jak i pacjentom), którzy ich wspierali. 

Teraz lekarze przerywają głodówkę. Ostatecznie zdecydowali na inną formę protestu. Zamierzają pracować jedynie w jednym miejscu i nie podejmować dodatkowych etatów. To oczywiście może oznaczać kłopoty dla pacjentów z dostaniem się do specjalisty. Jednak - jak sami tłumaczą - ważna jest jakość usług. Choć zapewniają, że mieli burzliwe debaty i rozważania etyczne, co powinni zrobić.

- Medycy będą wypowiadać klauzulę opt-out, która pozwala pracować dłużej niż przewidują obowiązujące normy - zapowiedzieli w poniedziałek lekarze-rezydenci. Zaznaczyli, że przestaną pracować niezgodnie z kodeksem pracy.

Przedstawiciele rezydentów przyznają, że uderza ich "arogancja władzy". 

- Protest nigdy nie był przeciwko komuś; protest nie był przeciwko władzy; ten protest był o coś – o realne skokowe zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia do 6,8 proc. PKB w trzy lata. Ze względu na ignorancję i arogancję władzy, na to, że umniejszono krzykowi i wołaniu o pomoc, postanowiliśmy zakończyć protest głodowy. Kończymy tę formę protestu, ale nie kończymy walki o ideę, nie kończymy walki o nasze sztandarowe postulaty – powiedział na konferencji prasowej w Warszawie wiceszef Porozumienia Rezydentów OZZL Jarosław Biliński.

Rezydenci strajkują od 2 października. Zapowiadają, że będą pracować do 48 godzin tygodniowo, tak jak jest uregulowane prawnie.

Lekarze podkreślają, że chcą stawiać na jakość, a nie firmować "bylejakość" swoimi nazwiskami. 

RadioZET.pl/KM