Zamknij

Otwarcie przedszkoli? "Już wiemy, że niektórzy nauczyciele nie wrócą"

16.04.2021 17:47
Otwierają przedszkola
fot. k_kapica_afk/Polska Press/East News

Przedszkola gotowe do otwarcia. Choć nauczyciele nie mogą się już doczekać powrotu dzieci, nie kryją obaw. Reżim sanitarny? O czym my w ogóle mówimy - słyszymy. W marcu w niektórych placówkach – jak podkreślają – sytuacja była tragiczna. Zresztą nie wszyscy nauczyciele wrócą do pracy 19 kwietnia, bo ich dzieci wciąż uczą się zdalnie. ZNP tymczasem po raz kolejny apeluje do ministra zdrowia o wprowadzenie dodatkowych zapisów zwiększających bezpieczeństwo.

Przedszkola i żłobki zostały ponownie zamknięte „na dwa tygodnie” pod koniec marca – tuż po przekroczeniu pułapu 34 tys. nowych zakażeń. – Nie mieliśmy tam przyrostu zachorowań, ale sprawa mobilności społecznej, kwestia wciskania hamulca, przekonują nas, by przedszkola i żłobki były zamknięte – mówił minister zdrowia Adam Niedzielski podczas konferencji prasowej 25 marca. Co do tego braku przyrostu zakażeń w przedszkolach nauczyciele mają jednak inne zdanie.

- U nas było bardzo dużo przypadków zakażenia wśród nauczycieli, rodziców i samych dzieci – w wieku przedszkolnym, ale w żłobkowym też – mówi w rozmowie z RadioZET.pl Magda, nauczycielka wychowania przedszkolnego z Wrocławia. Sama koronawirusem zaraziła się na początku marca – właśnie w przedszkolu (objawy wystąpiły niedługo po przyjęciu pierwszej dawki szczepionki). W tym samym czasie COVID-19 przechodziło też kilkoro rodziców przedszkolaków i inni nauczyciele. – Sytuacja była wtedy tragiczna. Na 8 grup zostało 8 nauczycieli, a powinno ich być 16. Fizycznie nie było więc możliwości, żeby nauczyciel nie wziął nadgodzin, których ma prawo odmówić. Przedszkole nie mogłoby funkcjonować. Już w tym ostatnim momencie, dwa dni przed decyzją rządu o zamknięciu przedszkoli, dyrektor wystosował prośbę do organu prowadzącego, do miasta, żeby skrócić godziny otwarcia przedszkola, bo wiedział, że nauczyciele tak dłużej nie pociągną i pójdą na L4 – czy z powodu COVID, czy z powodu krtani, czy czegokolwiek innego – mówi Magda.

Za błąd rządu uważa pozwolenie na kontynuowanie pracy stacjonarnej w przedszkolach podczas jesiennej fali, gdy na naukę zdalną przechodziły już klasy 1-3. – Druga sprawa, że bardzo duży odsetek nauczycieli w przedszkolach ma dzieci w klasach 1-3, więc ich fizycznie nie było, a my byliśmy na nadgodzinach, grupy były łączone, dzieci się mieszały – tłumaczy.

Reżim sanitarny w przedszkolach. „O czym my w ogóle mówimy?”

Minimum 1,5 metra na jedno dziecko, dezynfekcja zabawek, regularne wietrzenie sal – takie były już ubiegłoroczne wytyczne Głównego Inspektora Sanitarnego. W praktyce stosowanie się do tych zaleceń jest niemożliwe. - Stolik w przedszkolu, przy którym siedzi sześcioro dzieci, ma wymiary 80 na 120 centymetrów, więc o jakim reżimie sanitarnym my tu w ogóle mówimy? – pyta nauczycielka.

Związek Nauczycielstwa Polskiego zwrócił się w piątek (już po raz trzeci) do Ministra Zdrowia Adama Niedzielskiego o wprowadzenie zapisów, które zwiększyłyby bezpieczeństwo w przedszkolach – zarówno dla dzieci, jak i pracowników placówek. Szef MZ jak dotąd na apel ZNP nie odpowiedział.

Otwierają przedszkola, ale nie wszyscy nauczyciele wracają do pracy

Przedszkola są gotowe na przyjęcie dzieci, mimo że decyzja została ogłoszona z bardzo krótkim wyprzedzeniem. Nauczyciele - owszem - cieszą się na ponowne spotkanie z maluchami, z drugiej strony obawiają się powtórki. – Na kilka dni przed powrotem do przedszkola już wiemy, że 2-3 osoby nie wrócą, bo opiekują się swoimi dziećmi, które są na nauczaniu zdalnym – tłumaczy Magda. - Dużo osób wraca z pewną obawą, ale nie oszukujmy się, musimy wrócić – dodaje.

Przedszkolaki wracają do placówek 19 kwietnia. Za nimi w kolejce do powrotu do nauki stacjonarnej są uczniowie klas 1-3 szkół podstawowych. Według ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka w optymistycznym scenariuszu już od maja do szkół mogliby wrócić wszyscy uczniowie – nawet starsze klasy podstawówek i młodzież ze szkół ponadpodstawowych. 

RadioZET.pl