Policja szuka mężczyzny, który pobił dziennikarza. To mógł być on

26.07.2019 20:48
Przemysław Witkowski pobity. Policja publikuje wizerunek podejrzanego o pobicie dziennikarza
fot. Policja

Przemysław Witkowski, pobity w czwartek dziennikarz i wykładowca Uniwersytetu Wrocławskiego spędził całą noc w szpitalu. Ma złamania nosa, kości zatokowej, jarzmowej i szczękowej. W piątek wrocławska policja opublikowała  wizerunek podejrzanego o pobicie publicysty.

Przemysław Witkowski został pobity w czwartek przy moście Trzebnickim. To dlatego, że głośno komentował napisy na murach przy bulwarach.

Zobacz także

Dzień później udało się opracować portret pamięciowy mężczyzny, który mógł mieć bezpośredni związek ze zdarzeniem.

Policjanci opublikowali jego wizerunek i apelują o pomoc w identyfikacji mężczyzny. Kontaktować można się ze służbami pod nr telefonu (71) 340-46-05 lub (71) 340-45-25.

phpThumb_generated_thumbnail (1)

Przemysław Witkowski - dlaczego pobito dziennikarza?

Przypomnijmy, że do pobicia Przemysława Witkowskiego doszło w czwartek ok. godziny 18 w okolicach mostu Trzebnickiego. "Tak się kończy, kiedy nie podobają ci się faszystowskie napisy na bulwarach nad Odrą" – napisał dziennikarz na Facebooku niedługo po ataku, dołączając zdjęcie z zakrwawioną twarzą. "Zostałem pobity, bo zwróciłem uwagę na homofobiczne napisy, typ spytał, czy mi się nie podobają, powiedziałem, że tak i dostałem oklep, groził śmiercią i że nas wszystkich dopadnie" – napisał.

Więcej szczegółów podała w rozmowie z wrocławską "Gazetą Wyborczą" partnerka poszkodowanego Anna Hoss. - Byliśmy na wycieczce rowerowej. Gdy przejeżdżaliśmy koło mostu Trzebnickiego, zobaczyliśmy, że nowy, ceglany mur nabrzeża Odry, cały jest w napisach typu: "Stop pedofilom z LGBT, reaguj". Rozmawialiśmy o tym jadąc na rowerach. Przemek rozpoznał, że wśród tych napisów są znaki Autonomicznych Nacjonalistów - mówiła. 

Para miała dojechać do miejsca nieprzejezdnego dla rowerów, więc oboje zawrócili, spotykając po drodze grupę mężczyzn. W rowerze Witkowskiego była usterka, przystanął więc i zaczął go doglądać, a Hoss pojechała na pobliską stację benzynową, by na niego zaczekać. Czas jednak upływał.  - Gdy przyszedł, miał zmasakrowaną twarz, przestawiony nos, podbite oba oczy, silnie krwawił - powiedziała Hoss.

RadioZET.pl/Policja