Pobili go, bo rozmawiał po turecku. Rasistowski atak w stolicy

Joanna Zaremba
17.12.2018 12:50
Pobili go, bo rozmawiał po turecku. Rasistowski atak w stolicy
fot. Adam STASKIEWICZ/East News

Efe Turkel – menedżer z branży turystycznej, mieszkający w Polsce od piętnastu lat – w sobotę wieczorem jechał z kolegą autobusem linii 521 z Miedzeszyna. Mężczyźni rozmawiali po turecku. Rozmowę usłyszało kilku pseudokibiców Legii Warszawa. Chuligani napadli na Turka i dopuścili się pobicia. Mężczyzna, chcąc złożyć zawiadomienie na policję, był trzykrotnie odsyłany na inny komisariat.

Chcesz śledzić takie informacje na bieżąco? Dołącz do grupy Kronika kryminalna Radia ZET na Facebooku

Jak mówił w rozmowie z warszawską „Gazetą Wyborczą”, nie zamierza odpuścić napastnikom.

– Mieszkam w Polsce od 15 lat. Jestem obywatelem tego kraju. Czuję się częścią polskiego społeczeństwa. Nigdy wcześniej nie przydarzyło mi się coś takiego. Wiem, że to margines, ale nie odpuszczę. To, że mam ciemniejszą skórę i mówiłem po turecku, nie może być powodem do bicia – podkreślał.

Jak wynika z relacji poszkodowanego, agresywni pseudokibice na początku śpiewali w ich obecności rasistowską piosenkę i wyzywali od „brudasów”. Byli ubrani w barwy Legii Warszawa. Turek starał się załagodzić sytuację, mówiąc, że jest obywatelem Polski i również kibicuje warszawskiemu klubowi.

– Mężczyźni chcieli, żebyśmy razem z nimi wyszli z autobusu. Odmówiliśmy – mówił w rozmowie z „Wyborczą”. Nagle jeden z nich zaatakował go, uderzając z główki w twarz. Poszkodowany mężczyzna poszedł do kierowcy i poprosił o pomoc. Po wezwaniu policji chuligani wysiedli na najbliższym przystanku.

Trzykrotnie odsyłany

Efe Turkel natychmiast udał się posterunek policji w Centrum, aby zgłosić atak. Na miejscu jednak policjanci poinformowali go, że mają mnóstwo pracy i są zajęci. Mężczyźni zostali skierowani na komisariat przy ulicy Wilczej. Tam również usłyszeli, że funkcjonariusze „nie mają czasu”. Stamtąd odesłano ich do wawerskiej komendy policji, ponieważ w tych okolicach doszło do napadu. Okazało się jednak, że zgłoszenie mogą złożyć dopiero w niedzielę. Mężczyzna na własną prośbę poddał się również badaniu alkomatem.

– Byliśmy trzeźwi. Policjant był zdziwiony, że chcę takie badanie. Poprosiłem o zapisanie wyniku. Tak na wszelki wypadek, gdyby napastnicy tłumaczyli się, że byliśmy pijani i się awanturowaliśmy – tłumaczył dziennikarzom „Gazety Wyborczej”.

Kiedy poszkodowany stawił się w niedzielę w towarzystwie swojego teścia na komisariacie przy ulicy Mrówczej, ponownie usłyszał, że policjanci są zajęci. Zasugerowano mu, by wrócił do domu, czekał na telefon z komendy i dopiero wtedy wrócił, by zgłosić pobicie – podała warszawska „Wyborcza”.

„Jak odpuszczę, będą postępować tak zawsze”

Efe Turkel, jak podkreśla, nie zamierza odpuścić sprawcom.

„Mam zamiar ich znaleźć bo jak odpuszczę, będą postępować tak zawsze” – napisał.

„Gazeta Wyborcza” rozmawiała także z Mariuszem Mrozkiem z Komendy Stołecznej Policji. Funkcjonariusz zapewnił, że sprawa „nie będzie bagatelizowana”. Turkowi pozwolono w końcu złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa – udało się to za czwartym razem.

Według relacji pobitego mężczyzny autobusem, w którym doszło do napadu, podróżowali także inni pasażerowie. Nie zareagowali jednak na przemoc ze strony pseudokibiców – sami byli przerażeni i później przepraszali go za brak wsparcia.

RadioZET/Gazeta Wyborcza/JZ