Zamknij

Radom. Podmieniono dzieci na porodówce. Małżonkowie proszą o pomoc

23.06.2020 15:17
Rodzina Zielińskich
fot. Facebook/Zaginieni przed laty

Maciej Zieliński zginął w 2016 roku w tragicznym wypadku. W trakcie identyfikacji zwłok okazało się, że pani Elżbieta oraz jej mąż nie byli biologicznymi rodzicami mężczyzny. Najprawdopodobniej z porodówki wrócili do domu z nie swoim dzieckiem.

Maciej urodził się 25 maja w szpitalu przy ulicy Tochtermana w Radomiu. To było drugie dziecko państwa Zielińskich. Pani Elżbieta Macieja rodziła przez cesarskie cięcie w pełnej narkozie. Niewiele pamięta z porodu. Niemowlę przyniesiono do niej po kilkunastu godzinach. Wtedy dowiedziała się, że urodziła chłopca. Nazwano go Maciej.

Dzieciństwo Macieja 

"Gdy tylko Pani Elżbieta chciała nakarmić piersią Macieja, on zaczął płakać, za nic nie chciał pić mleka od matki, więc karmiono go butelką - to też nie uspokajało malucha. Płakał cały czas. Mijały dni, miesiące a Maciej bezustannie był niespokojny, ciągle płakał, nie chciał spać, jeść. Państwa Zielińskich odwiedzali znajomi, by przywitać nowego członka rodziny i niekiedy żartowali, że nie jest on podobny do rodziców (chudy, śniada karnacja), ale zaraz wszyscy obracali to w żart" - czytamy na facebookowej grupie Zaginieni przed laty.

Zobacz także

Maciej miał dwóch braci. Jeden był starszy o rok, drugi natomiast młodszy o dziewięć lat. Mężczyźni nie utrzymywali bliskich kontaktów. "Maciej od zawsze się izolował od domowników – rodziny, nie chciał uczestniczyć w żadnych rodzinnych spotkaniach. Zawsze wolał siedzieć z boku albo sam z dala od rodziny. Nigdy nie chciał przytulać się do rodziców".

Maciej był całkiem inny niż bracia. Już w gimnazjum zaczęły się problemy z wagarowaniem, paleniem papierosów, piciem alkoholu i narkotykami. Ciągłe bijatyki, łamanie prawa, aż w końcu trafił na odwyk. Nie dało to jednak skutku, bo szybko wrócił do nałogów. Wszczynał awantury, zaczął kraść, wynosić z
domu cenne rzeczy i sprzedawać

- czytamy w komunikacie grupy Zaginieni przed laty

Zobacz także

Tak sytuacja wyglądała do ukończenia 30. roku życia. Wtedy Maciek spakował się i opuścił dom. Wybrał życie na ulicy. Spał m.in. w pustostanach. Tam właśnie stracił życie.

Śmierć Macieja

W 2016 roku w listopadzie do domu państwa Zielińskich przyjechała policja z informacją, ze w pożarze pustostanu w Radomiu zginęło dwóch śpiących tam mężczyzn. Śledczy podejrzewali, że jeden z nich to Maciej. Jego z ciał było zwęglone. W związku z tym policja zleciła wykonanie testów zgodności DNA pani Elżbiecie oraz jej mężowi. Wtedy małżeństwo dowiedziało się, że Maciek nie był ich biologicznym synem.

Wszystkich synów darzyliśmy jednakową miłością i traktowaliśmy tak samo, jednak Maciek był zawsze oziębły w stosunku do nas, nie chciał się przytulać. Nie utrzymywał też bliskich kontaktów z braćmi ani nie chciał uczestniczyć w żadnych spotkaniach rodzinnych. Po prostu od początku czuł się u nas obco

- powiedziała w rozmowie z Polsat News pani Elżbieta.

Poszukiwania biologicznego syna

Na początku państwo Zielińscy o pomoc zwrócili się do szpitala w Radomiu, gdzie rodziła pani Elżbieta. Okazało się, że po upływie 10 lat dokumentacja została zniszczona. Jak udało się ustalić Polsat News, prokuratura nie zajmie się sprawą ze względu na jej przedawnienie. Nie pomogło także Ministerstwo Sprawiedliwości. W związku z tym Zielińscy zdecydowali się na pomoc organizacji Zaginieni przed laty. Grupa ta za pośrednictwem mediów społecznościowych nagłaśnia takie sprawy.

Zobacz także

Za pośrednictwem facebookowej strony Zaginieni przed laty można skontaktować się z państwem Zielińskich. Kierują oni swoją prośbę w szczególności do kobiet, które rodziły w szpitalu w Radomiu przy ulicy Tochtermana w maju 1986 roku. Organizacja prosi także o kontakt osoby, które mogą znać biologicznych rodziców Macieja.

RadioZET.pl/Polsat News