Zamknij

Spędził wiele godzin na SOR i nikt się nim nie zajął. Szpital zgłosił zaginięcie

24.01.2021 08:47
Szpital
fot. Shutterstock

Prokuratura w Radomiu prowadzi śledztwo ws. śmierci 70-latka, który zmarł po kilku dniach pobytu w tamtejszym szpitalu. Mężczyzna trafił na SOR, ale przez wiele godzin nikt się nim nie zajął. Placówka zgłosiła natomiast jego zaginięcie. Sprawą zajął się również Rzecznik Praw Obywatelskich. 

Radom. Sprawę z grudnia ubiegłego roku, która wydarzyła się w tamtejszym Mazowieckim Szpitalu Specjalistycznym, opisała radomska "Gazeta Wyborcza". Tego samego dnia Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar poinformował o tym, że się nią zajmuje. "Rzecznik pyta prezesa szpitala o informacje w tej sprawie, jak i o działania w celu wyeliminowania takich sytuacji w przyszłości" - podano na stronie RPO.

Jak opisuje "GW", gdy 70-letni pan Władysław po raz pierwszy został zawieziony do ambulatorium przy szpitalu (czuł się źle i wymiotował), nie zlecono żadnych badań i wypisano pacjenta do domu. Kolejnego dnia mężczyzna ponownie trafił do szpitala, czując się jeszcze gorzej. Rodzina, ze względu na obostrzenia związane z epidemią koronawirusa, nie mogła mu towarzyszyć.

Radom. 70-latek trafił na SOR, ale nikt się nim nie zajął. Mężczyzna zmarł

"Starszy pan siedział na krzesełku na SOR-ze i czekał na pomoc lekarską. W międzyczasie szpital zgłosił jego zaginięcie, a policja po kilku godzinach znalazła go na tym samym krzesełku, na którym zostawili go ratownicy pogotowia. Był już w bardzo ciężkim stanie" - czytamy w artykule.

Zgodnie z relacją gazety, pogotowie do mężczyzny wezwano o godz. 9. 70-latek trafił do szpitala, a rodzina mimo trudności próbowała skontaktować się z placówką. Dwukrotnie, ok. godz. 11 oraz godz. 13, informowano ją, że wciąż czeka na przyjęcie. 

O godz. 15 żona mężczyzny została poinformowana, że pacjent wypisał się ze szpitala, a szpital zawiadomił policję. W dokumentacji pana Władysława ktoś wpisuje: <<Godz. 14:41 - Wypisany. Bez podpisu pacjent samodzielnie opuścił SOR. Zawiadomiono policję>> 

Rzeczywiście jakiś czas po tym telefonie pod dom pana Władysława podjechał radiowóz, a policjanci zaczęli rozpytywać krewnych, czy nie wiedzą, gdzie on może być [...] Żona, nie czekając, pojechała z policjantami do szpitala. Okazało się, że pana Władysława chwilę wcześniej odnaleźli pracownicy szpitala. Wciąż siedział na tym samym krześle, na którym rano posadzili go ratownicy pogotowia

Gazeta Wyborcza Radom

Mężczyzna zmarł trzy dni później, a w sprawie zostało wszczęte śledztwo w sprawie narażenia pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci. Grozi za to kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Postępowanie prowadzi Prokuratura Rejonowa Radom-Wschód. Jak poinformowała jej rzeczniczka Beata Galas, śledczy zabezpieczyli dokumentację zmarłego pacjenta oraz nagrania rozmów z dyspozytorami pogotowia ratunkowego. Przeprowadzono także sekcję zwłok, która pokaże, co było przyczyną zgonu pacjenta; na razie nie ma jeszcze protokołu z jej wynikami.

Śledczy nie będą mogli niestety natomiast skorzystać z zapisu szpitalnego monitoringu, ponieważ, jak przekazała w rozmowie z Polską Agencją Prasową Galas "w czasie, gdy pacjent czekał w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, w szpitalu nie działał monitoring.

RadioZET.pl/PAP