Pierwszy rok szkolny po reformie edukacji a'la PiS. Co musisz wiedzieć?

Redakcja
30.08.2017 18:03
Szkoła
fot. Wikimedia.Commons

Powolna śmierć gimnazjów, nowy kanon lektur, więcej historii wojennej i patriotycznej, a mniej etatów dla pedagogów. Od poniedziałku rozpoczyna się nowy rok szkolny - pierwszy po głośnej rządowej reformie edukacji.

W najbliższy poniedziałek uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego. Dzień później uczniowie we wszystkich placówkach w Polsce, od zerówki aż po klasę maturalną, po dwóch miesiącach przerwy
ponownie zasiądą w szkolnych ławkach. Czeka ich jednak sporo zmian - niektóre wejdą w życie od razu, wprowadzenie innych będzie stopniowane. Krajowy system oświaty ma bowiem w ciągu kilku najbliższych lat ulec silnemu przekształceniu. Na co więc trzeba się od 4 września przygotować?

Pożegnanie z gimnazjami

Najważniejszą i najszerzej dyskutowane są oczywiście zmiany w drabince etapowej systemu edukacji. Zlikwidowane zostaną bowiem, wprowadzone 18 lat temu (notabene przez rząd, który częściowo tworzyli przedstawiciele obecnej władzy) gimnazja jako struktura pośrednia pomiędzy szkołą podstawową a średnią.

Zobacz także

Stopniowe wygaszanie szkół gimnazjalnych już się rozpoczęło. W tym roku nie przeprowadzono do nich nowej rekrutacji - absolwenci klas szóstych pójdą do klasy VII, a za rok do VIII. Po 2
latach napiszą egzamin ósmoklasisty, od wyników którego uzależniony będzie przebieg rekrutacji do szkół średnich. Zastąpi on dotychczasowy egzamin szóstoklasisty, który uczniowie
funkcjonujący jeszcze w starym systemie, ostatni raz napiszą w kwietniu 2019 roku.

Ale nie tylko. Dotychczas ustrój szkolny prezentował się następująco: 6-letnia szkoła podstawowa, 3-letnie gimnazjum, a następnie: 3-letnie liceum ogólnokształcące lub profilowane, 4-letnie
technikum, 3-letnia zasadnicza szkoła zawodowa oraz 3-letnia policealna. Teraz będzie wyglądał tak: 8-letnia szkoła podstawowa, 4-letnie liceum, 5-letnie technikum, 3-letnia szkoła branżowa I stopnia, 2-letnia szkoła branżowa II stopnia, 3-letnia szkoła specjalna przysposabiająca do pracy oraz szkoła policealna.

Więcej wojen, więcej detali

Uczniowie zetkną się także z nową podstawą programową. Od II etapu edukacji (a więc od IV klasy szkoły podstawowej) sukcesywnie wprowadzane będą kolejne przedmioty: od V klasy - geografia i biologia, od VII klasy - fizyka, chemia oraz drugi język nowożytny.

Najdalej idące modyfikacje dotkną nauczanie historii. Ma ona zostać wypełniona przede wszystkim historyczno-militarną faktografią, z ogromnym naciskiem na wątki patriotyczne, bohaterskie,
zwycięskie. Uczniowie będą też szczegółowo bombardowani informacjami dotyczącymi konkretnych postaci, głównie przedstawicieli środowisk. Nacisk położony zostanie na historię polityczną i
wojskową, mniej będzie natomiast lekcji poświęconych historii społecznej, gospodarczej i kulturalnej.

Zobacz także

Specjaliści zwracają uwagę na fakt, iż uczeń, po kilka latach nauki historii wg PiS, będzie wyposażony w szczegółową wiedzę (z konkretnych działów) i nafaszerowany patriotycznymi treściami, a przy tym zagubiony i bezbronny w kontekście tych fragmentów historii, które nie zgadzają się z heroicznym paradygmatem. 

„Celem takiego nauczania historii jest raczej formowanie pamięci zbiorowej niż rozwijanie krytycznego podejścia do przeszłości" - piszą Jacek Staniszewski, Jakub Lorenc i Krzysztof Mrozowski
w analizie dla portalu OKO.Press. Przypominają również, że w podstawie programowej niemal całkowicie zmarginalizowano postacie kobiece (nie ma w niej m.in. Marii Skłodowskiej-Curie czy królowej Jadwigi).

Wencel na piedestał

Zmiany dotkną też kanon lektur, zwłaszcza ten dedykowany dla liceów. Tym razem postanowiono porządnie przy nim namieszać, w efekcie czego z podstawy znikną (a raczej - trafią do segmentu uzupełniającego) m.in. Joseph Conrad, Michaił Bułhakow czy Miguel de Cervantes, ale też niektórzy polscy twórcy, np. Jarosław Iwaszkiewicz, Bruno Schulz czy Stanisław Lem.

Dowartościowani zostaną zaś tacy autorzy, jak Wojciech Wencel, zwany "poetą smoleńskim", autor wiersza "My, naród Kaczyńskiego" czy Jan Polkowski, który wspierał realizację filmu "Smoleńsk", a o "Lalce" Bolesława Prusa mówił, że to powieść "antypolska".  

Zobacz także

Oczywiście, należy również uspokoić najgorętsze głowy. Niektórzy bowiem zaczęli już medialnie lamentować o zamachu na intelekt młodzieży czy niemalże nowym indeksie ksiąg zakazanych. Tymczasem, w obligatoryjnym spisie nadal figurować będą autorzy, których trudno będzie zaliczyć do wspomnianego wyżej paradygmatu. Uczniowie będą czytać Gombrowicza (którego za poprzednich rządów PiS-u usilnie próbował pozbyć się ówczesny szef MEN Roman Giertych) czy Mrożka, obowiązkowi będą także m.in. Andrzej Stasiuk, Olga Tokarczuk i Marcin Świetlicki.

Są jednak i tacy, którzy uważają, że sama instytucja spisu lektur jest archaiczna i że nie da się w ten sposób wykształcić w młodym człowieku skłonności do czytaniu i zaszczepić miłości do literatury. "Jestem pewien, że jeśli w człowieku nie wyrobi się nawyku czytelniczego do mniej więcej dwunastego roku życia, to generalnie jest po frytkach" - pisał niedawno na Facebooku prozaik Jakub Żulczyk.

Co z etatami?

- Kiedy reformowaliśmy edukację, był alarm, że 7 tys. nauczycieli straci pracę, powtarzałam - nie ma takiej możliwości, dlatego że liczba dzieci się nie zmienia - uspokajała podczas niedawnej konferencji prasowej w Katowicach Anna Zalewska. - Okazało się, że zgodnie z naszymi wyliczeniami 850 dodatkowych etatów się pojawi, jednocześnie do dzisiaj mamy ponad 8 tys. ofert pracy w Polsce, w momentach kulminacyjnych było ich prawie 40 tys. - dodała cytowana przez "Rz" minister.

Niestety, zapowiedzi szefowej MEN nie da się na razie pogodzić z rzeczywistością. Spora część nauczycieli straci bowiem stanowiska albo odebrana zostanie im część dotychczas przysługującego pensum (godzin, klas), wskutek czego zmuszeni oni będą dorabiać w innych miejscach, aby wypełnić swój etat. Część z nich będzie również zmuszona przejść na wcześniejszą emeryturę, aby ustąpić miejsca młodszym. Jeszcze inni biorą urlopy zdrowotne, aby "przeczekać" ten najbardziej newralgiczny moment wprowadzania reformy.

"Gazeta Wyborcza" podaje, że w Łodzi wypowiedzenia otrzymało 108 osób, zaś według informacji Radia ZET podobnie będzie m.in. we Wrocławiu. Kuratoria twierdzą jednak, że reforma pod egidą MEN nie ma wpływu na zmiany kadrowe w polskich placówkach oświatowych, a wszystkiemu winny jest utrzymujący się od kilku lat niż demograficzny.

RadioZET.pl/Rzeczpospolita/OKO.Press/GW/MP