Rok 500 Plus. Są sukcesy, ale i duże problemy. Co powinno się zmienić?

Mikołaj Pietraszewski
24.03.2017 14:18
500 Plus
fot. PAP

Dobiega końca pierwszy rok funkcjonowania programu 500 Plus. RadioZET.pl sprawdza, jakie przyniósł efekty i jakie są pomysły jego udoskonalenia.

500 Plus to sztandarowy postulat Prawa i Sprawiedliwości z ostatniej kampanii wyborczej, dzięki któremu - w dużej mierze - partia Jarosława Kaczyńskiego objęła władzę w Polsce. I choć ze strony niektórych ekspertów oraz przeciwników politycznych słyszalne były zarzuty o populizm, to program na razie funkcjonuje. Według danych resortu, korzysta z niego 3,82 mln dzieci, co daje 55% wszystkich małoletnich w skali kraju.

500plus

Jak każde skomplikowane przedsięwzięcie, także i ten projekt wydaje się jednak niedopracowany we wszystkich aspektach. Zbliżająca się wielkimi krokami pierwsza rocznica jego wprowadzenia to doskonała okazja do analiz, przeglądów i wniosków, które być może zaowocują niezbędnymi korektami. Co wynika z tych ostatnich kilkunastu miesięcy, co szwankuje w tym programie i co należałoby w pierwszej kolejności zmienić? Podsumujmy więc i spróbujmy znaleźć odpowiedzi na te pytania.

500 Plus a więcej dzieci

GUS opublikował właśnie statystyki, które wskazują na wzrost liczby urodzeń w odniesieniu do kilku lat poprzednich. Za poprawę sytuacji demograficznej ma być pośrednio odpowiedzialny właśnie program 500 Plus.

- Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w styczniu 2017 r. urodziło się 35 tys. dzieci. To o 4,2 tys., czyli o 13,6 proc. urodzeń więcej, niż w styczniu ubiegłego roku - czytamy na stronie internetowej Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Sam resort podaje z kolei, że w latach 2017-26 ma przyjść na świat nawet 278 tysięcy nowych obywateli naszego kraju. 

Informacje te zdążyła już skomentować minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska i jest to komentarz pełen entuzjazmu. - Do tej pory byłam wstrzemięźliwa w komentowaniu liczby urodzeń, ale czwartkowe dane wprawiły mnie w radość. To kolejny, trzeci miesiąc skokowego wzrostu - mówiła.

Niektórzy przypominają jednak, że proste łączenie tych faktów na zasadzie przyczynowo-skutkowej to duże uproszczenie. - Lektura projektowanej ustawy może doprowadzić do wniosku, że cała pomoc państwa w wychowaniu dzieci jest ograniczona wyłącznie do transferu socjalnego jednego rodzaju. Ujęcie zaproponowane w projekcie nie wydaje się prawidłowe - twierdzi minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin.

Zagłosuj

Jakie Twoim zdaniem zmiany w programie 500 Plus powinien wprowadzić rząd?

Liczba głosów:

Na co idą pieniądze?

W "Ocenie skutków regulacji" Ustawy o pomocy państwa w wychowaniu dzieci znajdziemy taki fragment: "Projektowana ustawa kierowana jest do rodzin mających na utrzymaniu dzieci, a jej celem jest przede wszystkim częściowe pokrycie wydatków związanych z zaspokojeniem potrzeb życiowych i wychowywaniem dzieci". Jak to wygląda w praktyce?

Portal Oko.Press przytacza dane Konferencji Przedsiębiorców Finansowych, z których jasno wynika, na co ludzie przeznaczają otrzymywanie środki:

- żywność i ubiór (42 proc.),
- opłacają rzeczy związane ze szkołą i przedszkolem (34 proc.),
- płacą za zajęcia dodatkowe (32 proc.),
- zwiększają oszczędności (16 proc.),
- przeznaczają na hobby i rozrywkę (12 proc.),
- wykonują remonty (4 proc.) i
- kupują dobra trwałego użytkowania takie jak telewizor czy samochód (2,6 proc.).

Żaden z powyższych podpunktów nie stoi w sprzeczności z celem ustawy, choć oczywiście pojawiają się głosy, że beneficjenci programu marnotrawią te pieniądze na przyjemności. Ostatnio taką tezę w rozmowie z serwisem wPolityce.pl wysunęła posłanka Nowoczesnej Kornelia Wróblewska.

- Te pieniądze wydatkują na pewno nie na dzieci, kupują samochody, wyjeżdżają na wakacje… Nie taki był cel tego wszystkiego - przekonywała. Nie istnieją jednak badania, które w wiarygodny sposób udowadniałyby to stwierdzenie.

Zdaniem Rafalskiej, problem marnotrawienia świadczenia jest problemem marginalnym i dotyczy ok. 1000. przypadków w skali całego kraju. Dodała, że zbierane dane nie potwierdzają też, by 500 Plus wpływało na dezaktywizację zawodową kobiet.

Twarde kryteria

Najwięcej wątpliwości budzą kryteria dochodowe. Przyznawanie świadczeń opiera się na progach dochodowych, które określone są w dość rygorystyczny sposób.

Ogólnie rzecz ujmując, 500 złotych przyznawane jest na drugie i każde następne dziecko. Wyjątkiem są sytuację, kiedy dochód na osobę w rodzinie wynosi do 800 złotych, wtedy wspomniana kwota przysługuje nawet na jedno dziecko. A jeżeli potomek jest niepełnosprawny, to próg dochodowy wynosi 1200 zł.

Jeżeli te progi zostają przekroczone choćby o złotówkę, wówczas taka rodzina automatycznie traci możliwość otrzymania pieniędzy. "Gazeta Wyborcza" pisze o przypadku samotnej matki, której dochód wyniósł o 7,82 zł więcej niż "powinien", w wyniku czego została ona pozbawiona świadczenia. Teoretycznie wszystko odbyło się zgodnie z literą prawa, pytanie tylko, czy aby na pewno przepisy są precyzyjnie sformułowane i służą w pierwszej kolejności obywatelom? Sąd administracyjny uznał bowiem, że pani Beata zasługuje na 500 zł zgodnie z zasadą sprawiedliwości społecznej (a wycofanie jej z listy pobierających świadczenie określono mianem "niekonstytucyjnego").

- Problemu by nie było, gdyby w ustawie obowiązywała zasada „złotówka za złotówkę”. Wtedy nawet po przekroczeniu wyznaczonego dochodu mielibyśmy prawo do świadczenia, tyle że w mniejszej wysokości – przyznaje w rozmowie z "Wyborczą" dr Ewa Lisowska ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

PSL złożyło więc projekt nowelizacji ustawy, zakładający wprowadzenie do niej powyższej reguły. Dzięki temu świadczeniem objętych byłoby dodatkowych 400 tysięcy rodzin. Czytanie projektu w Sejmie już za nami, na razie nie wiadomo, czy rząd zgodzi się na korekty, które - co oczywiste - wiązałyby się z większymi wydatkami, rzędu nawet miliarda złotych rocznie.

Bogaci beneficjenci

Pamiętajmy również o tym, że próg dochodowy funkcjonuje tylko "na dole", co oznacza, że w przypadku posiadania co najmniej dwójki dzieci w wieku szkolnym, nawet osoby bardzo zamożne mogą zostać beneficjentami programu.

Dlatego pojawiają się już pomysły, aby ustanowić górny limit. Zwłaszcza, że głównym założeniem całego przedsięwzięcia była pomoc najbiedniejszym i najbardziej potrzebującym, a nie dodatkowe dofinansowanie osób, które posiadają już spory kapitał ekonomiczny, co przyznają specjaliści i związkowcy:

- W ramach elementarnej sprawiedliwości społecznej osoby z wysokimi dochodami nie powinny mieć prawa do korzystania z 500 plus. Im dodatkowe pieniądze nie są potrzebne – uważa Marek Lewandowski z NSZZ "Solidarność".

Walka z "kombinatorami"

Kolejną palącą kwestią są wszelkie rodzaju oszustwa i nadużycia, które praktykują Polacy ubiegający się o świadczenie. Opisywaliśmy już ten proceder na naszych łamach. Do najpopularniejszych należą: składanie wniosków w więcej niż jednym urzędzie (np. właściwym dla miejsca zamieszkania i zameldowania) bądź zwalnianie się z firmy i ponownie zatrudnianie w niej na mniej korzystnych warunkach (tzn. z niższym, wedle umowy, wynagrodzeniem).

Czasem wnioskodawcy nie łamią prawa, ale tylko dlatego, że wykorzystują istniejące w nim luki. Tak jest w przypadku osób, które prowadząc działalność gospodarczą, rozliczają się na podstawie ryczałtu. Czy mówiąc wprost: niezależnie od tego, jakie notują przychody, w deklaracji podatkowej mogą wpisać dowolną kwotę (np. 200 zł). Dochodzi więc do tak absurdalnych sytuacji, że zarabiający po kilkadziesiąt lub kilkaset tysięcy złotych rocznie otrzymują 500 zł, ponieważ ich faktycznych dochodów nie sposób zweryfikować, ale kryteria określone w ustawie teoretycznie spełniają.

Rząd utrzymuje, że zamierza usprawnić funkcjonowanie 500 Plus, ale czym innym jest doraźne reagowanie na poszczególne przypadki nadużyć i wyłudzeń, a czym innym rozwiązania systemowe. Dotychczas otwarcie zapowiedziano jedynie skorygowanie przepisów dotyczących "ryczałtowych" przedsiębiorców.

Co dalej?

Według zapowiedzi rządzących (mówili o tym chociażby prezydent Andrzej Duda i minister Rafalska podczas wspólnej konferencji prasowej), 500 Plus będzie kontynuowane. - Rodzina to nasze dobro narodowe, o które w dalszym ciągu będziemy dbali i będziemy ten program obudowywać - oświadczyła wtedy szefowa resortu rodziny. 

To samo mówił prezydent, dodając przy tym, że 500 Plus to dopiero początek prorodzinnych reform socjalnych ze strony państwa. - Chciałbym, żebyśmy mogli tworzyć dodatkowe, kolejne programy wspierające polskie rodziny, im się to należy - podkreślał.

Co na to eksperci? Nie wszyscy popierają ten projekt. Dr Paweł Kubicki, specjalista ds. polityki społecznej i wykładowca SGH w rozmowie z "GW" proponuje nawet likwidację programu i zastąpienie go kilkoma innymi rozwiązaniami:

- Zostawiłbym świadczenie pieniężne na dziecko, ale na niższym poziomie niż 500 zł, a z zaoszczędzonych pieniędzy wprowadziłbym program dofinansowania in vitro, część pieniędzy przeznaczyłbym też na dofinansowanie pobytów dzieci w żłobkach i przedszkolach. Wtedy kobiety, które chcą pracować, będą mogły łatwiej łączyć pracę zawodową z wychowaniem. W końcu większą część urlopu rodzicielskiego zarezerwowałbym dla ojców, aby włączyć ich w opiekę nad dzieckiem - sugeruje.

Tego jednak - biorąc pod uwagę słowa przedstawicieli władz - raczej nie należy się spodziewać. Trudno też w tym momencie jednoznacznie stwierdzić, w którą stronę pójdzie rząd i czy rzeczywiście wdroży zapowiadane zmiany. Wypada jedynie mieć nadzieję na wyeliminowanie mankamentów i nieprawidłowości, które sprawiają, że program ten nie wszystkich aspektach działa tak, jak powinien.

Zobacz także

RadioZET.pl/Gazeta Wyborcza/Oko.Press/mpips.gov.pl/MP