Zamknij

"Żartował", że ma koronawirusa, bo... nie chciał czekać w kolejce w przychodni

13.03.2020 18:25
Przychodnia
fot. Shutterstock

63-latek z Rudy Śląskiej, który w poczekalni miejscowej przychodni straszył innych pacjentów, że może być zakażony koronawirusem, może odpowiadać za fałszywe zawiadomienie o zagrożeniu lub bezprawne wywołanie alarmu. Policja zapowiada, że tego typu nieodpowiedzialne żarty nie będą bagatelizowane.

- Przestrzegamy inne osoby, aby zastanowiły się przed tego typu żartami. Policjanci każdą taką sprawę będą bezwzględnie kierować do sądów - powiedział oficer prasowy policji w Rudzie Śląskiej st. asp. Arkadiusz Ciozak, zapowiadając skierowanie sprawy do miejscowego sądu.

Ruda Śląska. "Żartował", że ma koronawirusa"

Do incydentu doszło w jednej z dużych przychodni w Rudzie Śląskiej. W obecności wielu oczekujących przed gabinetem lekarskim pacjentów 63-latek oświadczył, że wrócił właśnie z zagranicy i chyba jest zarażony koronawirusem. Prawdopodobnie liczył, że dzięki temu szybciej zostanie przyjęty przez lekarza, wobec długiej kolejki oczekujących.

Zobacz także

Oświadczenie lekarzy zaalarmowało pacjentów, lekarzy i kierownictwo przychodni, a następnie kolejne służby, m.in. sanepid i policję. W stosunku do mężczyzny zachowano wszelkie środki ostrożności i wdrożono procedury, które obowiązują wobec osób z podejrzeniem zarażenia koronawirusem. Na miejsce przyjechali pracownicy sanepidu, a policjanci ustawili straż przy wejściu do przychodni - nikt nie mógł do niej wejść ani wyjść. Mężczyznę odizolowano.

Gdy 63-latek zorientował się, że to nie przelewki, a wszystkie procedury są wdrażane na poważnie, przyznał się do żartu. Oświadczył, że nie był nigdzie poza Rudą Śląską, a informacja o jego zarażeniu koronawirusem miała być żartem

- relacjonował rzecznik rudzkiej policji. Pomimo tego oświadczenia został przebadany - wykluczono u niego objawy charakterystyczne dla koronawirusa, zaś wywiad potwierdził znikome prawdopodobieństwo jego kontaktu z osobami zarażonymi lub będącymi w kwarantannie albo pod nadzorem epidemiologicznym. Mężczyzna nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć powodów swojego nieodpowiedzialnego "żartu". Pomieszczenia, w których przebywał pacjent, zdezynfekowano.

Sprawa trafi do sądu

W poniedziałek sprawa 63-latka ma być skierowana do sądu. W sprawie kwalifikacji prawnej postępowania mężczyzny policjanci będą konsultować się z prokuratorem. Możliwy zarzut dotyczy bezprawnego wywołania alarmu, za co kodeks wykroczeń przewiduje karę do 1,5 tys. zł grzywny, areszt lub ograniczenie wolności, a także możliwość zasądzenia nawiązki do 1 tys. zł, jeżeli wykroczenie spowodowało niepotrzebne czynności służb.

Zobacz także

Wykroczenie takie popełnia osoba, która "chcąc wywołać niepotrzebną czynność, fałszywą informacją lub w inny sposób wprowadza w błąd instytucję użyteczności publicznej albo organ ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia".

Koronawirus w Polsce

63-latek może też odpowiadać za fałszywe zawiadomienie o zagrożeniu, za co kodeks karny przewiduje karę od 6 miesięcy do nawet 8 lat więzienia. "Kto wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, zawiadamia o zdarzeniu, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób lub mieniu w znacznych rozmiarach lub stwarza sytuację, mającą wywołać przekonanie o istnieniu takiego zagrożenia, czym wywołuje czynność instytucji użyteczności publicznej lub organu ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia mającą na celu uchylenie zagrożenia, podlega karze" - stanowi Kodeks karny.

Zobacz także

Przypomnijmy, że w Polsce potwierdzono dotychczas 68 przypadków koronawirusa. Jedna osoba zmarła - to 57-latka z Poznania. Cztery ostatnie przypadki zanotowano w Warszawie w piątek po południu. W związku z zagrożeniem rząd odwołał wszystkie imprezy masowe. Ogłoszono też decyzję o zawieszeniu działalności ośrodków kultury i odwołaniu lekcji w szkołach i na uczelniach wyższych w całym kraju.

Koronawirus w Polsce – najnowsze dane, co trzeba wiedzieć?

RadioZET.pl/PAP