Zamknij

Rząd przygotowuje zasady dla dziennikarzy na granicy. "Destabilizacja może trwać długo"

26.11.2021 21:18
Granica polsko-białoruska
fot. Podlaska Policja

Przygotowywane są zasady obecności mediów w rejonie przygranicznym na polsko-białoruskiej granicy - mówił w piątek rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn. Ocenił, że migranci po stronie białoruskiej nadal mogą być wykorzystywani przez reżim Alaksandra Łukaszenki.

Granica polsko-białoruska jest miejscem eskalacji kryzysu migracyjnego, o którego wywołanie polskie władze obarczają reżim Alaksandra Łukaszenki. Z końcem listopada kończy się stan wyjątkowy w strefie przygranicznej, który na 90 dni wprowadził rząd. Z tego powodu w tym rejonie nie mogli przebywać dziennikarze.

Stanisław Żaryn, rzecznik ministra-koordynatora ds. służb specjalnych, mówił na antenie Polsat News, że przygotowywane są nowe zasady obecności mediów w rejonie przygranicznym. Ocenił, że sytuacja nadal jest niespokojna, a chwilami niebezpieczna.

Ponad 10 tys. migrantów pozostaje na Białorusi. Rząd obawia się ruchów Łukaszenki

Dopytywany o to, dlaczego dziennikarzy nie ma na granicy, Żaryn odpowiedział: - Mieliśmy do czynienia z tą fazą konfliktu, która spowodowała, że sytuacja na granicy była bardzo niebezpieczna, jednocześnie widzieliśmy przez pierwsze tygodnie tego konfliktu, że obecność mediów napędza różnego rodzaju eskalacyjne happeningi, akcje polityczne.

- Dlatego tak rozumiem tę decyzję, zdecydowano się przede wszystkim na zabezpieczenie tej strefy tuż przy granicy, po to, żeby dać jasną państwową odpowiedź, że ta granica nasza pozostanie szczelna i jednocześnie uniemożliwić rozgrywanie polityczne tej sytuacji, która jest na granicy w Polsce - dodał.

Żaryn mówił też o piątkowej wizycie Alaksandra Łukaszenki w Bruzgach, gdzie przebywają migranci. Ocenił, że była to wizyta propagandowa. - Łukaszenko był tam, przekonywał migrantów, po pierwsze, że nadal warto atakować granice Polski i warto przeć na Zachód, bowiem on nie odeśle nikogo bez woli z Białorusi - mówił Żaryn. Dodał, że Łukaszenko "zapowiadał i sugerował, że będzie pomagał w atakach na polską linię graniczą".

Wyjaśnił, że polska strona wie, iż Białoruś kontroluje grupy migrantów, które są dowożone do linii granicy, białoruska straż graniczna bierze też udział w atakach, m.in. rzuca kamieniami w polskich funkcjonariuszy, pomaga migrantom w przekraczaniu granicy - daje sprzęt i narzędzia.

Żaryn mówił, że w Bruzgach budowane jest swoiste miasteczko, a migranci mogą w nim spędzić wiele tygodni. - Szacujemy, że do tej pory ewakuowano z Białorusi do Iraku i Syrii w okolicach tysiąca cudzoziemców, którzy trafili na Białoruś w ostatnich miesiącach. My szacujemy jednocześnie, że ponad 10 tys. tych cudzoziemców wciąż na Białorusi pozostaje - mówił Żaryn. Ocenił, że skala powrotów nie jest duża. Dodał, że ostatniej doby kolejne samoloty z migrantami wyleciały z lotniska w Mińsku.

Żaryn na pytanie jak długo może ten kryzys potrwać, powiedział, że trudno o takie oceny. - Mówimy o człowieku Alaksandrze Łukaszenko, który jest mocno nieprzewidywalny, jest zaskakujący czasami nawet dla swojego politycznego patrona, czyli Władimira Putina. Proces destabilizowania naszego regionu może trwać wiele miesięcy - powiedział. Ocenił, że kryzys jest źródłem finansów dla wielu białoruskich instytucji państwowych, ma też poparcie Putina.

RadioZET.pl/PAP - Sylwia Wieczeryńska, Robert Fiłończuk

C