Zamknij

4 tony martwych psów. Właściciel „mordowni” w Radysach wychodzi z aresztu

17.07.2020 17:33
Radysy
fot. Pogotowie dla zwierząt

W schronisku dla zwierząt w Radysach wciąż trwa wielka interwencja. W tzw. mordowni, gdzie znaleziono martwe psy, a te żywe praktycznie umierały na oczach wolontariuszy, zostało jeszcze kilkadziesiąt czworonogów czekających na pomoc. Tymczasem dowiadujemy się, że podejrzewani o znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad zwierzętami w Radysach wyszli z aresztu.

Schronisko dla zwierząt w Radysach na Mazurach nie bez powodu nazywane jest „mordownią”. „Psy umierają jak muchy, w strasznych cierpieniach. Pracownicy utrudniają adopcje, kłamią, oszukują, to jest dramat” – to tylko jedna z wiadomości jaka dotarła do Stowarzyszenia "Pogotowie dla Zwierząt". Stowarzyszenie już jakiś czas temu rozpoczęło w sieci zbiórkę na rzecz uratowanych w Radysach czworonogów. Do tej pory zebrano już niemal 1,5 mln zł.

„Tylko z oficjalnych danych wynika, iż w kilku pierwszych miesiącach 2020 roku ze schroniska w Radysach wyjechały prawie 4 tony martwych psów” – czytamy na stronie zbiórki. Psy, które odnaleziono żywe, były często w stanie agonalnym, miały np. odgryzione fragmenty szczęki i ogony. Zakrojona na szeroką skalę interwencja trwa już od wielu tygodni. Zaangażowani się zarówno policjanci, weterynarze, jak i wolontariusze, organizacje i stowarzyszenia zajmujące się ochroną zwierząt, oprócz „Pogotowia dla Zwierząt” to m.in. OTOZ Animals czy Fundacja „Mondo Cane”.

Jak przekazało w piątek „Pogotowie dla Zwierząt”, w Radysach zostało już tylko około 80 psów, które czekają na dom. Szczegółowe informacje na temat adopcji uratowanych czworonogów można znaleźć na stronie psydoadopcji.pl.

Właściciel schroniska w Radysach na wolności

Jest też inna informacja. W piątek Sąd Okręgowy w Olsztynie uchylił tymczasowe aresztowanie wobec właściciela schroniska Zygmunta D. i kierownika placówki Daniela D. Mężczyźni są podejrzanych m.in. o znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad zwierzętami. Po wpłaceniu po 150 tys. zł kaucji obaj będą odpowiadać z wolnej stopy.

- W ocenie sądu na obecnym etapie sprawy wobec obu podejrzanych można zastosować wolnościowe środki zabezpieczające. Obawy, że podejrzani, przebywając na wolności, podejmą działania w celu m.in. matactwa, ucieczki bądź ukrywania się przed organami wymiaru sprawiedliwości, nie są na tyle realne, aby uzasadniać stosowanie wobec nich najsurowszego środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania - przekazał  p.o. rzecznika prasowego SO w Olsztynie sędzia Adam Barczak. Jak dodał, sąd wziął pod uwagę osobistą sytuację podejrzanych, którzy "prowadzili dotychczas ustabilizowany tryb życia". Sąd zwrócił uwagę, że Daniel D. ma na utrzymaniu ciężarną żonę i dziecko, natomiast Zygmunt D. boryka się z problemami zdrowotnymi.

- Mamy nadzieję, że nie przyjadą do Radys i nie będziemy musieli się z nimi spotykać, bo w naszej ocenie są to osoby, które znęcały się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem. Mamy nadzieję, że nie będzie potrzebna interwencja policji – skomentował decyzję sądu Grzegorz Bielawski z „Pogotowia dla Zwierząt”.

Zobacz także

RadioZET.pl/PAP/Pogotowie dla zwierząt