Ktoś ukradł ratownikom silnik. Teraz muszą wiosłować

Redakcja
23.08.2018 16:16
Ktoś ukradł ratownikom silnik. Teraz muszą wiosłować
fot. Wodna Służba Ratownicza

Ratownicy z Wodnej Służby Ratowniczej w Siechnicach padli ofiarą poważnej kradzieży. Ktoś włamał się w nocy do niewielkiego hangaru i ukradł przymocowany do łodzi silnik. Teraz ratownicy muszą wiosłować, przez co zmniejszy się prędkość dotarcia do potrzebujących.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

– Był przymocowany do łódki. Ktoś musiał sobie zadać trudu, żeby go ściągnąć. Łupem złodzieja padł tylko silnik, choć w pomieszczeniu były też inne sprzęty – mówi w rozmowie z TVN24 Mateusz Kujawa, prezes Wodnej Służby Ratowniczej. I dodaje, że zainteresowanie złodzieja silnikiem może wskazywać na to, że działał on na zlecenie.

Zobacz także

Kujawa podkreśla, że kradzież silnika istotnie wpłynie na jakość wykonywanej przez ratowników pracy. – Jego brak oznacza zmniejszenie naszej skuteczności. Ratownicy będą musieli wiosłować, prędkość dotarcia do potrzebujących na pewno się zmniejszy. To najistotniejsze dwie minuty. Czujemy stratę w czasie – mówi ratownik.

W ostatnim czasie łódź wykorzystywana była do poszukiwań człowieka, który utonął na niestrzeżonym kąpielisku. – Gdyby teraz doszło do podobnej sytuacji, będziemy zdani na siebie, bo w tym momencie nie mamy żadnej alternatywy – wyjaśnia prezes WSR.

Ratownicy wkrótce mają otrzymać nowy silnik. – Każda kradzież jest karygodna, ale okradanie służb ratowniczych nie mieści nam się w głowie – dodaje Mateusz Kujawa.

RadioZet.pl/TVN24/bm