Zamknij

Skandal na cmentarzu. "Jak już minął mi szok, to powiadomiłem rodzinę"

29.09.2022 20:19

Gdy pan Janusz przyszedł na cmentarz, przeżył szok. Okazało się, że grób jego bliskich przestał istnieć, ponieważ ksiądz sprzedał miejsce innej rodzinie. Mężczyzna opowiedział o szokującej sprawie w programie "Interwencja" w telewizji Polsat.

cmentarz
fot. Wojtek Laski/East News (zdjęcie ilustracyjne)

Pan Janusz regularnie odwiedzał rodzinną mogiłę. Dwa miesiące temu na cmentarzu okazało się, że ta nie istnieje. - Po drodze do pracy czasami po prostu zaglądałem na cmentarz, by zapalić znicz, uporządkować stare kwiaty itd. Pewnego dnia przyszedłem, a grobów nie ma - opowiadał mężczyzna w "Interwencji" na antenie Polsatu.

Na cmentarzu pochowany był jego dziadek i wuj. Jednak tym razem po grobie nie było śladu. - Puste miejsce. Jak już minął mi szok, to pojechałem do pracy i powiadomiłem rodzinę. Po kilku dniach udaliśmy się do księdza - relacjonował. Duchowny przyznał, że "pewien pan z miejscowości nieopodal zarezerwował sobie to miejsce na budowę grobowca rodzinnego".

Ksiądz sprzedał grób innej rodzinie. "To było tam takie byle co"

Tę informację potwierdził również grabarz. - Po dłuższej rozmowie ksiądz stwierdził, że groby zostały usunięte, gdyż podobno były zaniedbane, zarośnięte. A to jest nieprawdą, bo osobiście tam jeździłem i porządkowałem je. Byłem raz, dwa razy w miesiącu - opowiadał pan Janusz.

"Interwencja" opublikowała fragment rozmowy z księdzem. Tak tłumaczył sprzedaż grobu innej rodzinie: - To było tam takie byle co i tego nikt nie pielęgnował od lat. No i kopacz, tutaj stąd, grabarz, widział, że to nieoznakowane. No zarządził się i stało się. [...] Mówiłem wyraźnie: szczątki są tam na miejscu, nikt tego nie dotykał. A mówię: grzech ciężki jest wasz, że domagacie się czegoś, co zaniedbaliście.

Proboszcz zaproponował ostatecznie, że może przedłużyć dzierżawę dwóch grobów na kolejne 20 lat pod warunkiem, że rodzina we własnym zakresie postawi nowe pomniki. - Podejrzewam, że koszt to około 10 tys. - mówił poszkodowany mężczyzna.

W reakcji na "ofertę" powiadomił o sprawie policję. Funkcjonariusze ocenili, że ksiądz nie działał z premedytacją, a wszystko to jedynie pomyłka. Duchowny nie zamierza zwracać za bezprawnie wywieziony pomnik, jednak na razie nie pochowa tam nikogo innego. - A co w przypadku, jeśli ktoś z tej rodziny rezerwującej na przykład umrze za rok? - zastanawiał się pan Janusz.

NAPISZ DO NAS

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś intrygującego lub bulwersującego? Chcesz, żebyśmy opisali ważny problem? Napisz do nas! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać nam na informacje@radiozet.pl.

RadioZET.pl/Polsat "Interwencja"