Zamknij

Śmierć 30-letniej Izabeli w Pszczynie. Matka w "Uwadze!" TVN ujawnia ostatnie wiadomości od córki

03.11.2021 21:41
Śmierć 30-letniej Izabeli
fot. "Uwaga!" TVN (screen)

Matka 30-letniej Izabeli, która zmarła na sepsę po obumarciu płodu, ujawniła szczegóły ostatnich dni życia kobiety. - Sygnalizowała, że się boi o życie, że się bardzo źle czuje - mówiła pani Barbara w "Uwadze!" TVN. Iza miała wyraźnie sygnalizować, że nie można przeprowadzić aborcji z powodu obowiązujących przepisów.

Izabela zmarła 22 września w Szpitalu Powiatowym w Pszczynie (woj. śląskie). Kobieta była w 22. tygodniu ciąży, kiedy pojawiły się komplikacje. - Wnuczka przewróciła się podczas zabawy i rozbiła nos. Był duży krwotok. Córka pojechała z nią do szpitala do Bielska-Białej. Jak wracała ze szpitala, zadzwoniła i powiedziała, że chyba odeszły jej wody, pewnie ze stresu. Dostała skierowanie do szpitala w Pszczynie - mówiła pani Barbara, matka Izabeli, w rozmowie z "Uwagą!" TVN.

Już wcześniej lekarze alarmowali, że ciąża obarczona jest ryzykiem z powodu możliwych wad płodu. Mimo to Izabela zdecydowała się urodzić. Następnego dnia po odejściu wód płodowych, kobieta stawiła się w szpitalu. Pani Barbara wspomniała, że jej córka bardzo się tego obawiała.

Śmierć Izabeli w szpitalu w Pszczynie. Jej matka pokazała dramatyczne wiadomości

Do swojej matki Izabela pisała wiadomości, w których było widać jej zaniepokojenie. "Dziecko waży 485 gramów. Na razie dzięki ustawie aborcyjnej muszę leżeć. I nic nie mogą zrobić. Zaczekają, aż umrze lub coś się zacznie, a jeśli nie, to mogę spodziewać się sepsy. Przyspieszyć nie mogą. Musi albo przestać bić serce, albo coś się musi zacząć” - pisała Izabela.

Obawy związane z sepsą niestety okazały się prorocze. "Dali kroplówkę, bo z gorączki się trzęsłam. Dobrze, że termometr wzięłam, bo nikt nie mierzy. Miałam 39.9 (stopni - przyp. red.)" - pisała Izabela w kolejnych wiadomościach.

Pani Barbara wspominała: - Sygnalizowała, że się boi o życie, że się bardzo źle czuje. Pisała, że na szczęście nie była sama na sali i jakaś kobieta wezwała lekarza, bo ona sama już nie była w stanie. Rodzina Izabeli próbowała alarmować lekarzy o pogarszającym się stanie córki. Ich zdaniem stan kobiety nie był stale monitorowany, a lekarze przyjęli bierną postawę i czekali, aż płód obumrze.

Personel wykonał badanie USG, które wykazało śmierć płodu. Wówczas przystąpiono do cesarskiego cięcia, ale kobiety nie udało się uratować. Izabela zmarła na sepsę.

Śmierć Izy w Pszczynie. Prokuratura prowadzi śledztwo

- Nie mogłam w to uwierzyć, myślałam, że to nieprawda. Jak mogło spotkać ją takie coś w szpitalu? Przecież poszła tam po pomoc. (...) Nigdy się z tym nie pogodzę, że jej już nie ma. Wydaje mi się, że to sen, z którego się obudzę, a ona do mnie przyjdzie. Wolałabym swoje życie za nią oddać. Nie wiem, jak to dalej przeżyję - mówiła ze łzami w oczach pani Barbara.

- Przyszedł szwagier z informacją, że Iza nie żyje. Nie mogłem w to uwierzyć, ale po chwili ubrałem się i poszedłem na policję. Szwagier pytał mnie, skąd wiem, że doszło do przestępstwa. Odpowiedziałem, że po wiadomościach, które wysyłała mnie i mamie ze szpitala – dodał Michał, brat zmarłej.

Śledztwo w tej sprawie od 7 października prowadzi Prokuratura Regionalna w Katowicach. Wśród przesłuchanych znalazł się lekarz prowadzący ciążę Izabeli. Nieoficjalnie nie poczuł się odpowiedzialny za śmierć kobiety. Szpital w Pszczynie wydał oświadczenie, potwierdzając śmierć Izabeli. 1 listopada w całej Polsce odbyły się spontaniczne protesty milczenia po śmierci 30-latki i przeciwko ubiegłorocznemu wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego. 22 października 2020 r. uznał on, że przesłanka aborcyjna dotycząca zagrożenia zdrowia i życia płodu jest niezgodna z ustawą zasadniczą. Zdaniem opozycji i części komentatorów to prawo przyczyniło się do śmierci Izabeli.

RadioZET.pl/Uwaga! TVN

C