Zamknij

Śmierć Agnieszki z Częstochowy. "Cierpienie kobiety ignorowane przez personel"

27.01.2022 14:42
śmierć Agnieszki z Częstochowy
fot. Beata Zawrzel /REPORTER

- Czekamy na wyniki sekcji zwłok, analizę dokumentacji medycznej, ustalenia prokuratury i Rzecznika Praw Pacjenta, wtedy podejmiemy kroki prawne - mówi Radiu ZET pełnomocniczka rodziny pani Agnieszki, która zmarła po zabiegu usunięcia obumarłych płodów z bliźniaczej ciąży. Śledztwo w tej sprawie przejęła Prokuratura Regionalna w Katowicach.

Śmierć Agnieszki z Częstochowy, 37-latki w ciąży bliźniaczej, jest kolejną tragedią, do której doszło po zaostrzeniu prawa aborcyjnego w Polsce. Śledztwo w tej sprawie przejęła już Prokuratura Regionalna w Katowicach. Dotyczy ono narażenia 37-latki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz nieumyślnego spowodowania jej śmierci. Śledczy będą analizować proces jej leczenia kolejno w Miejskim Szpitalu Zespolonym w Częstochowie, Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie oraz w szpitalu w podczęstochowskiej Blachowni.

- Została złożona skarga do Rzecznika Praw Pacjenta. Konsultant krajowy ds. ginekologii i położnictwa zlecił kontrolę w obu szpitalach. Nie jesteśmy w stanie teraz wydać jakiegoś jednoznacznego, precyzyjnego i w pełni podsumowującego stanowiska. To dopiero początek tej sprawy - powiedziała w rozmowie z Radiem ZET pełnomocniczka rodziny pani Agnieszki mec. Kamila Ferenc.

Śmierć Agnieszki z Częstochowy. "Niski standard opieki nad kobietami w ciąży"

- Po wstępnej analizie widzę pewne niepokojące okoliczności, które napawają mnie smutkiem i każą powtórzyć diagnozę o tym, jak niski i pogorszony w ostatnich latach jest standard opieki nad kobietami w ciąży. To nie kobieta jest na pierwszym miejscu, jej zdanie, samopoczucie, a jej cierpienie psychiczne i fizyczne jest ignorowane przez personel medyczny - przekonuje mec. Ferenc.

Oświadczenie w związku ze śmiercią 37-latki wydała w imieniu rodziny jej siostra-bliźniaczka. - Moja siostra zmarła w szpitalu po ponad miesięcznym pobycie tam. Była w ciąży bliźniaczej. Kiedy w grudniu jeden płód obumarł, mąż Agnieszki - a mój szwagier - błagał lekarzy, by ratowali mu żonę, nawet kosztem ciąży. Agnieszka nosiła tydzień martwy płód. Aż obumarł drugi. Oba wydobyto po dwóch dniach od ich zgonu – powiedziała pani Wioletta.

Dodała, że jej siostra cały czas bardzo źle się czuła i miała podwyższone CRP, czyli wskaźnik stanu zapalnego w organizmie: - Do końca miałam nadzieję, że z tego wyjdzie. Nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Do szpitala idzie się po to, żeby dostać pomoc, a nie żeby umrzeć. Jak jest się w ciąży, to powinno się mieć jeszcze lepszą opiekę. Siostra spędziła święta w szpitalu, pożegnałam się z nią w ostatniej chwili - powiedziała.

"Do szpitala idzie się po pomoc, a nie żeby umrzeć"

- Ta sprawa ma potencjał, jeżeli chodzi o naruszenie praw pacjentki, ale też popełnienie przestępstwa. Uważam, że doszło co najmniej do narażenia na niebezpieczeństwo pacjentki, ale nie mogę ferować wyroków na ten moment - przekonuje w rozmowie z Radiem ZET mec. Kamila Ferenc.

Oświadczenie w tej sprawie wydał też Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Najświętszej Maryi Panny, gdzie kobieta była hospitalizowana na oddziałach ginekologii i położnictwa oraz neurologii. "Po tym, jak nastąpił zgon pierwszego dziecka (w dniu 23 grudnia 2021 roku) przyjęte zostało stanowisko wyczekujące, z uwagi na to, że była szansa, aby uratować drugie dziecko. Pomimo starań lekarzy doszło do obumarcia również drugiego płodu. Natychmiast podjęta została decyzja o zakończeniu ciąży. Lekarze rozpoczęli indukcję mechaniczną i farmakologiczną. Pomimo zastosowania wyżej wymienionych środków brak było odpowiedzi ze strony pacjentki pod postacią rozwierania się szyjki i skurczów macicy. W dniu 31.12.21 r. stało się możliwe wykonanie poronienia" – czytamy w oświadczeniu dyrekcji placówki.

Szpital poinformował też, że kobieta była w ostatnich tygodniach trzykrotnie testowana na COVID-19, dwa pierwsze wyniki dały wynik ujemny, ostatni – pozytywny. "Stan pacjentki cały czas pogarszał się. Lekarze podejmowali wszystkie możliwe działania, których celem było uratowanie pacjentki" – zapewnili przedstawiciele częstochowskiego szpitala, podkreślając, że współpracują ze wszystkimi organami prowadzącymi w tej sprawie postępowania wyjaśniające.

RadioZET.pl/ Anna Józefowicz/ Anna Gumułka, Krzysztof Konopka (PAP)

C