Igor Stachowiak mógł zostać uduszony? „GW” dotarła do opinii ekspertów

Mikołaj Pietraszewski
15.06.2018 13:18
Stachowiak
fot. Leszek Kotarba/East News

Biegli zajmujący się sprawą śmierci Igora Stachowiaka nadal nie ustalili precyzyjnie, co było bezpośrednią przyczyną zgonu chłopaka. W raporcie ekspertów medycyny sądowej znajdują się fragmenty, które mówią o narkotykach, paralizatorze, ale wskazują także na możliwość uduszenia. Tę ostatnią hipotezę zdają się potwierdzać lekarze, którzy anonimowo zgodzili się porozmawiać z dziennikarzami „Gazety Wyborczej”.

Mijają już dwa lata od bulwersujących wydarzeń, które rozegrały się w jednym z wrocławskich komisariatów policji. Od roku zaś, czyli od momentu, gdy sprawa dzięki reporterowi Wojciechowi Bojanowskiemu wyszła na jaw, trwa proces mający w zamierzeniu prowadzić do ustalenia przyczyn śmierci 25-latka.

Narkotyki, paralizator czy... uduszenie?

Niestety, precyzyjnej odpowiedzi na pytanie, co konkretnie doprowadziło do zgonu mężczyzny, nadal nie znamy. Zwłoki Stachowiaka badano dwukrotnie. Jako pierwsi zajęli się nimi biegli z Zakładu Medycyny Sądowej wrocławskiego Uniwersytetu Medycznego. Wedle ich ekspertyzy – przytaczanej przez „Gazetę Wyborczą” – przyczyną śmierci było rażenie paralizatorem, a także zażywane przez denata środki psychoaktywne.

Jest jednak w tym raporcie zagadkowy fragment otwierający być może nowy wątek w sprawie. „Do śmierci mogło przyczynić się wywieranie – prawdopodobnie wielokrotne – silnego ucisku na szyję przez osobę lub osoby drugie podczas obezwładniania denata” (cytat za: wyborcza.pl). Niestety reporterom gazety nie umożliwiono rozmowy z dwoma autorami opinii.

„Stwierdzono przełamaną chrząstkę tarczowatą, podbiegnięcia krwawe w tchawicy […]. Obecnie można określić, iż największe nasilenie obrażeń skupia się w okolicy twarzy, szyi, klatki piersiowej i barków”– tak z kolei brzmi (także cytowana przez „GW”) opinia ekspertów z Zakładu Medycyny Sądowej w Poznaniu.

„Według fachowych opracowań złamanie chrząstki tarczowatej to główna przyczyna zadławienia, które z kolei prowadzi do uduszenia” – czytamy w artykule.

Lekarze mówią anonimowo

„Gazeta Wyborcza” dotarła do opinii innych lekarzy. Niestety, w obawie przed ewentualnymi reperkusjami spowodowanymi podważaniem stanowiska prokuratury żaden z nich nie chciał wypowiadać się pod nazwiskiem.

 – Jeśli mamy do czynienia ze złamaniem chrząstki krtani, a prowadzi się badania w kierunku obecności narkotyków, to znaczy, że ktoś bardzo nie chce ustalić prawdziwej przyczyny zgonu – mówi dziennikarzom jeden z ekspertów.

Kolejny przepytywany przez „GW” lekarz stwierdził, że u Stachowiaka mogło dojść do złamania żuchwy: „Objawami towarzyszącymi takim złamaniom jest często krwawienie, co prowadzi w konsekwencji do wytworzenia krwiaka dna jamy ustnej z zapadnięciem się języka oraz trudnościami w oddychaniu, co może doprowadzić do śmierci”.

Ojciec Stachowiaka o śmierci syna

Maciej Stachowiak, ojciec zmarłego, jest przekonany, że przyczyną jego śmierci nie były narkotyki i że szczegóły tej sprawy są tuszowane. Jak podaje „Wyborcza”, zwracał on uwagę na nieuporządkowaną dokumentację z pobytu Igora na komendzie, m.in. brak jego podpisów na dokumentach, zaginione dokumenty oraz badanie alkomatem, któremu poddany został policjant nieprzebywający wtedy na komisariacie. 

– Od znajomych lekarzy wielokrotnie słyszałem, że to, iż Igor został uduszony, jest we wrocławskim światku medycznym tajemnicą poliszynela. W trakcie rozpoczynającego się w lipcu procesu będę wnosić o zmianę kwalifikacji czynu, za jaki odpowiadać będą policjanci. Oskarżenie ich wyłącznie o przekroczenie uprawnień brzmi jak niesmaczny żart – powiedział w rozmowie z „GW” Stachowiak senior. Zapowiedział również, że będzie wnosił o przeprowadzenie ekshumacji Igora.

Śmierć Igora Stachowiaka

Igor Stachowiak w maju 2016 r. został zatrzymany na wrocławskim rynku. Według funkcjonariuszy był agresywny i dlatego musieli użyć paralizatora. Po przewiezieniu na komisariat stracił przytomność i pomimo reanimacji zmarł. Według pierwszej opinii lekarza przyczyną śmierci była ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa.

Sprawa wróciła po wyemitowaniu w maju br. reportażu w TVN24, gdzie m.in. pokazano zapis z kamery paralizatora. Później „Fakty” TVN podały, że policja miała dostęp do nagrań ws. śmierci Stachowiaka, choć deklarowała coś innego.

W związku z wydarzeniami sprzed roku szef MSWiA odwołał komendanta dolnośląskiej policji, jego zastępcę ds. prewencji oraz komendanta miejskiego we Wrocławiu. Wszyscy funkcjonariusze zatrzymujący Stachowiaka i używający wobec niego tasera są już poza policją. 

RadioZET.pl/wyborcza.pl/PAP/MP