Zamknij

Śmierć dziennikarki Anny Karbowniczak. Sąd skazał Mateusza C.

PAP
25.01.2022 22:14
Śmierć dziennikarki Anny Karbowniczak. Sąd skazał Mateusza C.
fot. PAP/Marek Zakrzewski

Na karę 9 miesięcy bezwzględnego więzienia skazał we wtorek sąd w Wągrowcu Mateusza C. oskarżonego ws. wypadku, w którym zginęła dziennikarka Anna Karbowniczak. Mężczyzna był jednym z pasażerów auta, które potrąciło kobietę. Oskarżono go o nieudzielenie pomocy dziennikarce. 

Do śmiertelnego potrącenia jadącej rowerem dziennikarki Anny Karbowniczak doszło we wrześniu 2020 roku w pobliżu miejscowości Brzekiniec w Wielkopolsce, na drodze między Wągrowcem a Budzyniem. 35-letnia rowerzystka zginęła na miejscu. Sprawca uciekł. 

Początkowo zarzuty w sprawie postawiono pięciu osobom. Kierowca pojazdu Maciej N. został oskarżono o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, nieudzielenie pomocy pokrzywdzonej i ucieczkę z miejsca zdarzenia. Pasażerom opla: Oliwii P. oraz Mateuszowi C. zarzucono nieudzielenie pomocy i zacieranie śladów. Zarzuty w sprawie postawiono także bratu kierowcy Krystianowi N. oraz Tomaszowi P., mechanikowi samochodowemu, który miał podjąć się naprawy uszkodzonego auta.

Śmiertelne potrącenie dziennikarki Anny Karbowniczak. Wyrok sądu

Po uzyskaniu opinii biegłego, prokuratura zdecydowała o skierowaniu do sądu aktu oskarżenia tylko wobec trzech podejrzanych – kierowcy Macieja N. oraz pasażerów auta Oliwii P. i Mateusza C. – którym zarzucono wyłącznie nieudzielenie pomocy dziennikarce. 

Kierowca Maciej N. oraz pasażerka samochodu Oliwia P. w trakcie postępowania złożyli wnioski o dobrowolne poddanie się karze. W listopadzie 2021 roku Sąd Rejonowy w Wągrowcu uznał winę oskarżonych i wymierzył Maciejowi N. karę roku pozbawienia wolności z warunkowym zwieszeniem jej wykonania na okres 3 lat. Oliwia P. została skazana na 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata. Maciej N. oraz Oliwia P. zostali także objęci dozorem kuratora, ponadto co 3 miesiące muszą pisemnie informować sąd o przebiegu próby. Sąd wymierzył wobec nich także kary grzywny. 

Mateusz C. nie chciał dobrowolnie poddać się karze; jego sprawa została wyłączona do odrębnego postępowania. Proces mężczyzny rozpoczął się we wtorek przed Sądem Rejonowym w Wągrowcu. Mężczyzna przyznał się w sądzie do zarzucanego mu czynu, ale odmówił składania wyjaśnień. 

W poprzednich wyjaśnieniach – odczytanych we wtorek przez sąd – zaznaczył, że "kiedy jechaliśmy wjechała w nas z prawej strony, z drogi podporządkowanej rowerzystka, to była sekunda. Zobaczyłem ją i od razu było uderzenie (…) To było silne uderzenie. To był huk i pękanie szyby. Nie jechaliśmy tak szybko, może z prędkością 60 km/h, ale dokładnie nie wiem" – wskazał. 

– Ja w czasie wypadku nie wiedziałem, czy na rowerze jechał mężczyzna, czy kobieta, nie zdążyłem tego zauważyć. O tym, że była to kobieta dowiedziałem się po wypadku, z internetu (…). Po uderzeniu my, to znaczy ja i Oliwia, krzyczeliśmy do Macieja, żeby się zatrzymał, ale on jechał dalej. On powiedział, że mamy się zamknąć. Do Oliwii on mówił “szmato”, czy coś takiego. Ona mówiła, że ma się zatrzymać i zawrócić. Maciej po tym uderzeniu w osobę kierującą rowerem przyśpieszył, po chwili skręcił samochodem w prawo, on chciał uciec, on nic nie mówił – zaznaczył. 

We wtorek sąd przesłuchał także świadków w sprawie, w tym m.in. kierowcę pojazdu Macieja N., pasażerkę auta Oliwię P., a także brata kierowcy Krystiana N. i mechanika samochodowego, który miał podjąć się naprawy uszkodzonego auta Tomasza P. 

Zobacz także

Sąd odczytując we wtorek wcześniejsze zeznania świadków odczytał także protokoły konfrontacji między nimi. W zeznaniach świadków pojawiały się rozbieżności dotyczące m.in. tego, co działo się bezpośrednio po wypadku; czy rozważali wezwanie pomocy, a także kiedy zaczęli się zastanawiać nad naprawą auta. 

Prokuratura w mowie końcowej wniosła o wymierzenie oskarżonemu kary 1 roku bezwzględnego pozbawienia wolności, wskazując m.in. na jego wcześniejszą karalność, oraz orzeczenie kosztów sądowych. Obrona wniosła z kolei o wymierzenie najłagodniejszej możliwej kary. 

Sąd Rejonowy w Wągrowcu uznał we wtorek winę Mateusza C. i wymierzył mu karę 9 miesięcy bezwzględnego więzienia. Obciążył go także kosztami sądowymi. W uzasadnieniu wyroku sędzia Anna Filipiak podkreśliła, że "nie ulega wątpliwości, że oskarżony nie udzielił pomocy człowiekowi, który znajdował się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia. Ustawa nie wymaga, by sprawca miał się upewnić co do tego, że inny człowiek znajduje się w sytuacji zagrożenia – wystarczająca jest świadomość takiej możliwości" – mówiła.

Anna Karbowniczak
fot. Wielkopolska Policja

Jak wskazała, "oskarżony nie tylko miał świadomość, ale wręcz musiał być pewny krytycznego położenia ofiary wypadku, wszak był pasażerem pojazdu, który kolidował z rowerzystką". Sędzia przypomniała, powołując się na opinię biegłego, że Anna Karbowniczak zmarła śmiercią nagłą, ale nie natychmiastową. Jak wskazała, "czas przeżycia od urazu do śmierci wynosił kilka minut i – jak wynika z opinii medycznych – czynności ratunkowe nie przyniosłyby pożądanego rezultatu". Dodała jednak, że "dla zaistnienia tego przestępstwa nie jest istotne to, czy działania, którego sprawca zaniechał, rzeczywiście przyniosłoby ratunek. Człowiek ma obowiązek niesienia pomocy nawet, gdy szanse uchylenia niebezpieczeństwa są niewielkie". 

– Oskarżony pomocy takiej mógł udzielić bez narażania siebie ani jakichkolwiek innych osób na jakikolwiek uszczerbek na zdrowiu – nie zachował minimalnych standardów. Nie podjął żadnych działań ratunkowych. Nie wykonał nawet anonimowego telefonu na pogotowie ratunkowe – po prostu oddalił się z pozostałymi z miejsca zdarzenia – wskazała sędzia. 

Dodała, że "oskarżony musiał zdawać sobie sprawę, że wyłącznie od niego i jego towarzyszy zależy podjęcie akcji ratowniczej". – Miał czas i warunki, był moment na refleksję, na zrewidowanie swojej postawy wobec nie tylko prawnego, ale też przede wszystkim moralnego i etycznego obowiązku – obowiązku solidarności z człowiekiem potrzebującym pomocy. Swojego postępowania nie skorygował. Trzymał w ręku telefon, ale zamiast na pogotowie dzwonił po brata kierującego, powodowany wyłącznie własnym interesem i obawą o własny los – wskazała sędzia. Wyrok wydany we wtorek nie jest prawomocny.

"Głos Wielkopolski" był niezadowolony z działań prokuratury

Poznańska prokuratura kierując do sądu akt oskarżenia wobec Macieja N., Oliwii P. i Mateusza C. podjęła jednocześnie decyzję o wycofaniu zarzutów wobec brata kierowcy i ich znajomego, którzy po wypadku naprawiali auto oraz zarzuty dotyczące zacierania śladów przez kierowcę i dwoje jego pasażerów. Z opinii biegłego, jak tłumaczyła wówczas prokuratura, wynikało, że do wypadku miało dojść z winy kobiety, która wyjeżdżając z drogi podporządkowanej miała wymusić pierwszeństwo i wjechać wprost pod najeżdżający samochód. Opierając się na opinii biegłego prokuratura wskazywała, że "kierowcy nie można zatem zarzucić ani spowodowania wypadku, ani przyczynienia się do niego". 

Decyzja ta została zaskarżona przez pełnomocnika męża zmarłej dziennikarki. Lokalny dziennik "Głos Wielkopolski" wystosował wtedy także apel do Prokuratury Krajowej o objęcie nadzorem sprawy śmierci Anny Karbowniczak. W apelu podkreślono, że "działania prokuratury, w świetle zgromadzonej przez nas wiedzy na ten temat, uważamy za niedopuszczalne, urągające poczuciu sprawiedliwości i niemające uzasadnienia w faktach znanych, opisywanych przez naszych dziennikarzy i kolegów z innych redakcji. Dlatego apelujemy do Prokuratury Krajowej oraz ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro o lustrację całego postępowania i objęcie go nadzorem". Pod koniec lipca 2021 roku Prokuratura Krajowa zapowiedziała, że "przeprowadzona zostanie kompleksowa analiza śledztwa dotyczącego śmierci Anny Karbowniczak oraz prawidłowości wydanych w nim decyzji końcowych". 

Jak tłumaczył PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Łukasz Wawrzyniak, pokłosiem tych decyzji było powołanie nowego zespołu biegłych. – Prokurator prowadząca sprawę pod koniec grudnia wydała postanowienie o zasięgnięcie opinii Katedry Pojazdów Samochodowych Politechniki Krakowskiej we współpracy z Katedrą Medycyny Sądowej Uniwersytetu Jagiellońskiego w celu przeprowadzenia rekonstrukcji przebiegu wypadku drogowego mającego miejsce 3 września 2020 roku – powiedział PAP Wawrzyniak. Dodał, że opinia ma zostać wydana do końca maja.

RadioZET.pl/PAP - Anna Jowsa/oprac. AK

C