Zamknij

"Śpię w czystej pościeli, a ktoś ciągle czuwa." Jak radzić sobie z lękiem wywołanym wojną w Ukrainie

02.03.2022 09:25

- Żyjemy obecnie trochę w dwóch równoległych światach: chodzimy do pracy, podlegamy rutynom i mamy drugi świat przepełniony przemocą, zgrozą. Jak to spiąć? Będzie moment, kiedy poczujemy złość, albo popłyną nam łzy, ale czasem będziemy mieli ochotę się śmiać, wyjść ze znajomymi na miasto i róbmy to. To nie jest czas zawieszania życia na kołku - mówi w rozmowie z radiozet.pl prof. Dorota Merecz-Kot, psycholożka.

Wojna w Ukrainie. Przejście graniczne
fot. Krzysztof Radzki/East News

Aleksandra Pucułek: - Jeszcze dobrze nie wyszliśmy ze słabej kondycji psychicznej po lockdownie i pandemii, gdy przyszło kolejne załamanie w związku z wojną w Ukrainie. To inny rodzaj lęku niż w pandemii?

Prof. Dorota Merecz-Kot, psycholożka z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Łódzkiego: - Po części są to podobne uczucia.

Od wielu osób dorosłych słyszę: „wciąż nie dociera do mnie, co się dzieje. Nie mogę w to uwierzyć”. Z czym mamy właściwie do czynienia?

- Przede wszystkim jest lęk o to, co będzie, o swoich bliskich. Jak rozmawiam z pacjentami, to wyraźnie widzę też mechanizm zaprzeczania, niedawania wiary temu, co się stało. Żyjemy obecnie trochę w dwóch równoległych światach: mamy świat tu i teraz, mojej rutyny, aktualnego życia i świat przepełniony przemocą, zgrozą, nieznanym. Te dwa światy walczą  o naszą uwagę, o miejsce w naszych umysłach  i jednocześnie boleśnie nie pasują do siebie. Jednym ze sposobów redukowania tego dysonansu jest niedopuszczenie do świadomości myśli, informacji, które nas przerażają.

Kiedyś mówiono, że mechanizm zaprzeczenia jest patologicznym mechanizmem obronnym nie prowadzącym do niczego dobrego. Dziś traktuje się go jako rodzaj strategii radzenia sobie z sytuacją bardzo dużego zagrożenia. Badacze są przekonani, że zaprzeczanie na początku doświadczanego kryzysu może ułatwić skuteczną adaptację do grozy, której mamy stawić czoła. Ludzie czasem czują też, że zalew grozy i związane z nim silne emocje są nie do zniesienia. Wtedy odcinają się od informacji, wyłączają telewizor, radio, nie czytają internetu, a potem część z nich gani się za niewrażliwość, za brak dostatecznego empatyzowania, działania.

W tym wszystkim jest także wiele współczucia dla Ukraińców, zarówno tych, którzy przedostają się do Polski, jak i tych, którzy zdecydowali się zostać w Ukrainie. Niektórzy wyobrażają sobie siebie na ich miejscu, ciągnących marną walizkę, z dzieckiem jak małpka wczepionym kurczowo w ramiona, wędrujących w obce miejsca. Matki i ojcowie małych dzieci zastanawiają się, jak je chronić i czy to dobrze, że sprowadzili je na ten okrutny świat. Ktoś mi ostatnio powiedział: „od kiedy urodził się mój syn, pojawiają się tylko nieszczęścia: pandemia, wojna.” Te słowa wypowiedziane z troską  o przyszłość dziecka i rozpaczą bardzo mnie poruszyły.

Pisałam o tym, jak rozmawiać z dziećmi o wojnie na Wschodzie, jak im pomóc, ale dorośli wcale lepiej sobie z tym tematem nie radzą i też często potrzebują pomocy.

- Szczególnie może to dotyczyć tego młodszego pokolenia dorosłych, które nie ma bezpośredniego dostępu do doświadczenia wojennego. Informacje o wojnie wychodzą poza mapę ich światopoglądu, stąd albo rozsadzają one system przekonań o współczesnym świecie, albo nie chcą się do tego systemu przedostać.

Poczucie lęku, bezsilność, wypieranie, to są normalne zachowania, uczucia w takiej sytuacji?

- Tak, ale lęk, bezsilność, zaprzeczanie to nie wszystko. Np. u wielu osób pojawia się irracjonalne, ale nieznośne poczucie winy, że np. kładę się do łóżka w bezpiecznym miejscu, w czystej pościeli i mam przed sobą ileś godzin spokojnego snu, a ktoś całkiem niedaleko ciągle czuwa, nie ma bezpiecznego miejsca, gdzie mógłby przytulić głowę do poduszki i odpocząć.

Jak sobie radzić z tym lękiem, bezradnością, poczuciem winy?

- Ludzie myślą, że tych dwóch światów nie da się pogodzić, bo z jednej strony mamy codzienność, chodzimy do pracy, podlegamy rutynom. Z drugiej strony na to wszystko kładzie się cień zagrożenia, cierpienia ludzkiego i heroizmu, który odbywa się za naszą granicą. Jak to spiąć? Póki te światy są paralelne, to radziłabym zgodzić się na dwoistość tej rzeczywistości. Będzie moment, kiedy poczujemy złość, albo popłyną nam łzy, ale obydwa te uczucia można przekuć na jakieś działania na rzecz potrzebujących, albo pozwolić im po prostu przez jakiś czas być. Będą też chwile, gdy będziemy mieli ochotę się śmiać, wyjść ze znajomymi na miasto i to róbmy. Chciałabym, żebyśmy szanowali te możliwości, które mamy. To nie jest czas zawieszania życia na kołku. Należy sobie wyobrazić, że są dwie równoległe drogi, czasami jesteśmy na jednej, czasami na drugiej.

Co robić, jak reagować, gdy ktoś rzeczywiście odczuwa lęk, boi się, a obok ktoś z jego otoczenia, przyjaciół, rodziny, nie wierzy w wojnę albo uważa, że Rosja ma rację? To rodzi dodatkowe konflikty i zajmuje i tak zmęczoną głowę.

- Im bardziej się argumentuje na rzecz jakiegoś stanowiska, tym bardziej jest się do tego przekonanym, czyli sami siebie utwierdzamy w naszym przekonaniu, na drugą stronę to nie działa.

Czyli obie strony okopują się w swoich racjach i obstają przy swoim.

- Tak, można przekonywać ludzi, którzy mają wątpliwości, bo oni mają otwarte drzwi do nowych interpretacji, zdarzeń, ale jeśli ktoś mówi, że jego źródła są najlepsze na świecie, to ta walka na argumenty nie będzie prowadzić do niczego. Takie wzburzenie można zastąpić ciekawością, czyli np. pytać: a to ciekawe, dlaczego tak myślisz, a gdybyśmy się zastanowili, jakbyś na to zareagował, gdyby hipotetycznie z twoich źródeł spłynęła informacja, że to jest jednak wojna, że Rosja jest agresorem?

Słyszę, że niektórzy obawiają się, unikają w ogóle słowa „wojna”. Zamiast tego mówią: inwazja, działania w Ukrainie.

- Jest taka teoria w psychotraumatologii, która mówi o tym, że rzeczy trzeba nazywać po imieniu, bo wtedy wiemy, z czym mamy się mierzyć i jesteśmy w stanie tak dostosować nasze zasoby psychiczne i zasoby materialne, żeby je optymalnie w danej sytuacji wykorzystać.

Wiele osób podskórnie zastanawia się, co będzie w Polsce, ale nigdy nie pyta wprost: czy w Polsce będzie wojna, tylko np. co będzie u nas? Też pomijają to słowo.

- Trochę działa tu myślenie magiczne, to znaczy, to co nie wypowiedziane na głos, to się nie wydarzy. Znamy zresztą powiedzenie: nie wywołuj wilka z lasu. Taki mechanizm obserwujemy także w języku, który pełni czasem funkcje obronne dla naszego „ja”. Nie używamy słów, które nie muszą mieć zastosowania w danej sytuacji. To jest dobra obrona, musimy sobie dawkować ten terror płynący ze świata. W Ukrainie jest wojna, więc mobilizujemy swoje zasoby tak, żeby na te informacje zareagować. U nas w Polsce nie ma takiego stanu, może on się nie wydarzyć, więc nie mówimy o wojnie, żeby się nie przeciążać. To taka mądrość naszego mózgu.

Po fazie mobilizacji, zazwyczaj przychodzi spadek formy, energii. Tak będzie w tym wypadku?

- Wojna trwa na razie tydzień, więc jesteśmy jeszcze w fazie mobilizacji. Obawiam się, że podobnie jak w pandemii, przyjdzie etap zmęczenia. Możemy się spodziewać retorsji ze strony Rosji, nie mówię tutaj o działaniach zbrojnych, ale np. o cyberatakach. To może nam utrudnić codzienność. Zastanawiam się, jak wtedy będzie z gotowością do pomagania, kiedy sami bezpośrednio będziemy doświadczać konsekwencji naszych decyzji.

Podejrzewam, że część z nas będzie postępowała tak samo i dalej będzie się angażowała w pomoc, u części pojawi się uzasadniona złość, wściekłość co tylko zwiększy pragnienie kontynuowania sprzeciwu, a może dla części społeczeństwa to będzie sygnał, że nie warto tego robić i trzeba się wycofać. Co chwila pojawiają się nowe okoliczności, ta dynamiczna sytuacja jest psychologicznie trudna, bo nie wystarczy przystosować się do jednej zmiany, zakładam, że będzie ich wiele.

loader

RadioZET.pl