Teraz gramy

GW: Dorota P. skarżyła się przed śmiercią. „Czułam się zastraszana”

14.06.2018 07:30

W sobotę w jednym ze wrocławskich szpitali zmarła Dorota P. — kluczowy świadek w sprawie Tomasza Komendy. Dziennikarze „Gazety Wyborczej” rozmawiali z kobietą trzy tygodnie temu. – Policja mnie szantażowała i straszyła – mówiła. 

Tomasz Komenda fot. PAP

Chcesz śledzić takie informacje? Dołącz do grupy Kronika kryminalna Radia ZET na Facebooku

Dorota P. była jedną z sześciu osób, które według Tomasza Komendy przyczyniły się do jego skazania – miała wskazać, że to on zgwałcił i zamordował 15-latkę. Kobieta, która mieszkała obok babci Tomasza Komendy, zeznała w listopadzie 1999 roku, że mężczyzna z portretu pamięciowego to właśnie wnuk jej sąsiadki. Dorota P. wygrażała się mamie Tomasza Komendy. Teresa Klemańska pilnowała wcześniej jej małego syna. Kiedy chciała zrezygnować z bycia opiekunką, strasznie się pokłóciły. Było to kilka lat przed zbrodnią w Miłoszycach.

"

Powiedziała mi wtedy, że jeszcze ją popamiętam i że będę przez nią płakała. Gdy usłyszałam w sądzie, że będą odczytane zeznania jakiejś Doroty, to — chociaż zmieniła nazwisko — wiedziałam, że to ona — mówiła matka Tomasza Komendy. "

Dorota P. nie żyje 

Prokurator Tomasz Szczepanek z łódzkiej prokuratury, która prowadzi śledztwo ws. niesłusznego skazania Komendy, powiedział w rozmowie z reporterem Radia ZET, że śmierć kobiety nie powinna utrudnić toku śledztwa. Jak dodał, Dorota P. nie była przesłuchiwana w tym śledztwie.

Informacje te potwierdza „Gazeta Wyborcza”. Dorota P. miała zostać przesłuchana rok temu. Z nieoficjalnych informacji „GW” wynika, że badanie wariografem wykazało, że kobieta kłamała w śledztwie sprzed 18 lat. 

Dziennikarzom „Wyborczej” udało się dotrzeć do Doroty P., która trzy tygodnie temu wyszła ze szpitala. – Ja tylko rozpoznałam go na portrecie pamięciowym, ale na portretach rozpoznałam też jego ojca i brata. Od początku uważałam, że jeżeli Tomek mógłby to zrobić, to tylko w ich towarzystwie – mówiła.

Kobieta w rozmowie z „GW” zdradziła, że do zeznań miał zmusić ją policjant, który codziennie przychodził do domu Doroty P. – Czułam się zastraszana. Był wielki, groźny, bałam się go. Gdy nie chciałam zeznawać, groził, że sama skończę w więzieniu. Mówił, że mogą mnie oskarżyć o chronienie mordercy. Byłam już wykończona nerwowo i dlatego w końcu się zgodziłam – wspominała Dorota P.

Tomasz Komenda spotkał się z Franciszkiem: 

RadioZET.pl/Gazeta Wyborcza/DG 

Oceń