Zamknij
Kolejne śnięte ryby. Ścieki płyną do rzeki z miejskiej oczyszczalni
  • Śnięta ryba 3
  • Śnięta ryba 4
  • Śnięta ryba 2
  • 5 Zobacz
fot. Marcin Bartoszewski

U brzegu rzeki Iny w zachodniopomorskim znaleziono śnięte ryby. Zatruwać rzekę ma miejska oczyszczalnia ścieków w Stargardzie. - Od lat do rzeki wylewane są ścieki z oczyszczalni - mówią aktywiści z Towarzystwa Przyjaciół Rzek Iny i Gowienicy. Prezes spółki zarządzającej oczyszczalnią odpowiada: - Nie ma funduszy, za które można byłoby zmodernizować oczyszczalnię - mówi Piotr Tomczak. Za nielegalne zrzuty ścieków spółka Wody Miejskie Stargard w przeciągu roku zapłaciła już ponad 80 tysięcy złotych kary.

Rzeka Ina ma 126 kilometrów długości. Przepływa m.in. przez Stargard w północno-zachodniej Polsce. To prawy dopływ Odry.

- To bardzo znana rzeka w województwie zachodniopomorskim. Odbywają się na niej duże zawody wędkarskie. To rzeka "łososiowo-trociowa", więc cieszy się dużą popularnością wędkarzy - mówi Piotr Piotrowski z Towarzystwa Przyjaciół Rzek Iny i Gowienicy i dodaje: - To jest jedno z miejsc, które funkcjonuje teraz jako schronienie dla ryb z umierającej i zatrutej Odry.

Jak się okazuje, Ina również jest zatruwana. W poniedziałek na wysokości Rogowa śnięte ryby zauważył pan Artur, który jest wędkarzem. Według niego powodem zatrucia ryb najprawdopodobniej są ścieki z miejskiej oczyszczalni.

- Byłem kilka dni temu na tej rzece i jej poziom był dużo niższy. Nie było za to żadnych śniętych ryb. Teraz poziom wody jest dużo wyższy i ryby wypłynęły - opowiada wędkarz.

Pan Artur pokazuje zdjęcia, które zrobił nad Iną. Widać na nich dwie trocie i cztery szczupaki. Sfotografował jedynie największe ryby. - Okonków, które były na brzegach, nawet nie liczyłem. Było ich bardzo dużo.

Śnięta ryba, którą dostrzegł wędkarz w rzece Ina.
fot. Artur Justyński

W niedzielę na odcinku rzeki Stargard-Poczernin śnięte ryby zauważył z kolei pan Marcin Bartoszewski. - Płynęliśmy kajakami w niedzielę rano tym odcinkiem rzeki, smród i obrazki nie do opisania. Na co dzień spędzam nad Iną bardzo dużo czasu wędkując. Znam prawie każdy kawałek tej rzeki. Po raz kolejny tracę możliwość robienia tego, co lubię. W sobotę woda wyglądała, jak kawa z mlekiem - mówi rozgoryczony wędkarz. 

O oczyszczalni, jako źródle problemu mówi też Piotr Piotrowski z Towarzystwa Przyjaciół Rzek Iny i Gowienicy. - Od ponad 10 lat zmagamy się z problemem zanieczyszczania rzeki przez oczyszczalnię. Przy każdej niżówce, od maja do sierpnia, przy nagłych wezbraniach wody, spowodowanych burzami, oczyszczalnia bezpośrednio, jak i przez zrzuty awaryjne zrzuca ścieki, których nie daje rady oczyścić - relacjonuje Piotrowski.

WIOŚ bada zanieczyszczenia w rzece

W związku z intensywnymi opadami deszczu w zeszłym tygodniu w Stargardzie doszło do zrzutu zanieczyszczeń do Iny. Inspektorzy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska udali się w teren, aby pobrać próbki z zanieczyszczonej rzeki. - Były pobieranie próbki z Iny i zostały przekazane do naszego laboratorium. Na tę chwilę nie ma jeszcze wyników - przekazała naczelniczka Wydziału Inspekcji WIOŚ w Szczecinie Karolina Kłobus.

O tym, że ścieki trafiają do rzeki Iny od dawna wie Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. - Temat jest znany co najmniej od kilku lat. Oczyszczalnia ma problem z kanałami przy ulicy Brzozowej już od jakiegoś czasu. Każde alarmowe uruchomienie przelewu burzowego przez oczyszczalnie jest zgłaszane do nas - mówi Kłobus.

Dzwonimy do prezesa Wód Miejskich Stargard Piotra Tomczaka, aby dowiedzieć się dlaczego ścieki z oczyszczalni są spuszczane do rzeki. Jak tłumaczy, w mieście nie ma rozdzielczej kanalizacji, dlatego w przypadku intensywnych opadów zarówno deszcz, jak i ścieki trafiają do Iny.

- Ten problem nie jest od dziś tylko od kiedy istnieje Stargard i jego kanalizacja. W mieście istnieje sieć kanalizacji ogólnospławnej, na której są zlokalizowane przelewy burzowe. W przypadku, gdy pojawią się intensywne deszcze przelewy się uruchamiają. Dzięki nim nie dochodzi do zalania miasta.

Zapytaliśmy prezesa Tomczaka, czy podjęto jakieś działania, aby rozwiązać problem zrzucania ścieków do rzeki jednocześnie zabezpieczając miasto przed zalaniem. - Prowadzimy cały czas działania. Uruchomiliśmy trzeci syfon, wybudowaliśmy dodatkowy kanał. Staramy się robić na oczyszczalni, jak największą retencję, żeby to, co spływa do rzeki w pierwszej kolejności przyjąć do oczyszczalni. Monitorujemy rzekę i informujemy WIOŚ - twierdzi prezes.

Aby ścieki nie musiały już trafiać do rzeki potrzebna jest modernizacja oczyszczalni. Na to jednak zdaniem prezesa Tomczaka nie ma pieniędzy.

- Jesteśmy w posiadaniu koncepcji i wariantów rozbudowy oczyszczalni, ale nie ma dziś finansowych możliwości, aby tego dokonać. Nie ma żadnych funduszy, ani dofinansowań, które mogłyby doprowadzić do inwestycji. Pozostaje tylko kredyt, które trzeba przecież spłacić, a spółka ma też inne zobowiązania. Może pojawi się w końcu Krajowy Plan Odbudowy, może będą środki unijne. Jest też program FEnIKS, który przeznacza jakąś część na gospodarkę ściekowo-osadową. Dziś jednak nie ma dofinansowań dla takiego miasta, jak Stargard.

Zdaniem Artura Furdyny, specjalisty od ochrony i renaturyzacji ekosystemów rzecznych, prezes Wód Miejskich Stargard Piotr Tomczak próbuje kwestią braku pieniędzy zamiatać problem pod dywan.

- Zgłaszamy problemy z oczyszczalnią ścieków od 20 lat. Wciąż słyszymy to samo tłumaczenie. Oczyszczalnia przeszła już kilka modernizacji. Zawsze mówiono, że już jest po problemie. Wydano na te modernizacje parę milionów złotych. Nie mówimy o małej wiosce, która nie ma pieniędzy tylko o duży mieście. Inna sprawa, że sami wskazywaliśmy, że w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej były dostępne środki specjalnie na tego typu działania.

Według Furdyny problem ze zrzutami ścieków do rzeki nie istniał od początku działalności oczyszczalni. - Był opracowany system, dzięki któremu przechwytywano zmieszane ścieki z wodami burzowymi. Chodzi o to, żeby ścieki zbierać w zbiornikach na terenie oczyszczalni. Na jej terenie istnieją bodajże trzy takie zbiorniki, które mają pojemność, aby przechwycić znaczną cześć pierwszego uderzenia po opadzie. W tym pierwszym uderzeniu jest główna ilość ścieków wypłukiwana z tego nieszczelnego systemu - kończy.

80 tys. zł kary dla oczyszczalni. To jednak problemu nie rozwiązuje

Wody Polskie mogą wydawać pozwolenie wodno-prawne na zrzut zanieczyszczeń do rzeki. W takiej sytuacji działanie to jest legalne. - Co do zasady WIOŚ może w ramach wystąpienia pokontrolonego stwierdzić, że doszło do zanieczyszczenia i zrzutu, ale pozostaje kwestia tego, czy te zrzuty są uregulowane formalno-prawnie. To znaczy, czy spółka posiada decyzję na dokonywanie tego typu zrzutów - mówi Karolina Kłobus ze szczecińskiego oddziału WIOŚ.

Jak się okazuje, Wody Miejskie Stargard nie posiadają pozwolenia wodno-prawnego na wprowadzanie mieszaniny ścieków do rzeki Iny z przelewów burzowych.

- W związku z brakiem pozwoleń wodnoprawnych, na podstawie oświadczeń złożonych przez MPGK Sp. z o.o. w Stargardzie (obecnie Wody Miejskie Sp. z o.o.)  dotyczących zrzutów z przelewów burzowych, zgodnie z przepisami Prawa wodnego tut. organ w formie kary nalicza opłaty podwyższone za wprowadzanie ścieków do wód bez wymaganych pozwoleń wodnoprawnych w wysokości 500 % opłaty zmiennej - przekazała nam Natalia Chodań z Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie.

Od 14 kwietnia 2021 roku takich opłat naliczanych przez Wody Polskie było aż 11. To daje ponad 80 tysięcy złotych, które spółka zarządzająca oczyszczalnią musiała uiścić z tytuły nałożonej kary za nielegalne zrzuty nieczystości do rzeki. Jak informują nas Wody Polskie, nic więcej zrobić nie można.

- Wody Polskie nie posiadają innych uprawnień, aby powstrzymać podmioty przed dokonywaniem zrzutów bez pozwolenie wodnoprawnego. Mogą jedynie cofnąć wydane pozwolenie lub wydać czasowy zakaz na korzystanie z wód.

Już rok temu Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska wydała decyzję w związku z zanieczyszczeniami Iny. Zdaniem inspektorów dochodzi do szkody środowiska. Nakazano spółce Wody Miejskie Stargard wdrożenie działań naprawczych.

- To kolejny rok, w którym widzimy ogromne ilości śniętych ryb, w tym także gatunków szlachetnych, jak minogi, trocie czy kiełbie. Schemat całego procederu jest już dobrze znany w Stargardzie. Tak naprawdę, co rok zatruwamy rzekę. Coraz bardziej widać wściekłość mieszkańców. Jako Towarzystwo rozkładamy ręce, bo co z tego że zgłaszamy zatruwanie rzeki na policję, do WIOŚ, Wód Polskich, jak nic się nie zmienia -  żali się Piotr Piotrowski.

Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl

RadioZET.pl