Adoptowali konie i obiecywali opiekę nad nimi. Wyszło na jaw, że sprzedawali je na rzeź

Redakcja
02.01.2018 17:13
Koń
fot. Pixabay

Proponowali adopcję koni, obiecując im dożywotnią opiekę. W rzeczywistości zwierzęta przetrzymywane były w skandalicznych warunkach, a następnie trafiały do rzeźni. Odpowiedzialne za ten proceder małżeństwo ze świętokrzyskiego stanie teraz przed sądem. Grozi im kara więzienia.

Tę bulwersującą sprawę opisała kielecka "Gazeta Wyborcza". Prokuratura Rejonowa w Busku-Zdroju (woj. świętokrzyskie) skierowała do sądu akt oskarżenia ws. Sylwii O. i Pawła O. - właścicielom stadniny w Wolicy.

Gehenna zwierząt trwałą rok

Proceder, który uprawiali od stycznia 2016 do lutego 2017, zakładał kupno zwierząt od prawowitych właścicieli za niewielkie kwoty, pod pozorem adopcji i obietnicy dożywotniej opieki nad nimi. W rzeczywistości, państwo O. za dużo wyższą cenę sprzedawali konie innym pośrednikom lub bezpośrednio do rzeźni.

- Doprowadzili w ten sposób właścicieli zwierząt do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwotach od 1,5 tys. do 20 tys. złotych - mówi w rozmowie z "GW" Daniel Prokopowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach. Jak dodaje, Paweł O. miał dodatkowo znęcać się nad końmi, raniąc je oraz przetrzymywać w urągających warunkach, bez jedzenia i wody.

Oskarżeni kobieta i mężczyzna nie przyznali się do zarzucanych im czynów, odmówili również składania zeznań. Teraz do sądu trafił akt oskarżenia w ich sprawie. Grozi im do 8 lat pozbawienia wolności.

Robili świetne wrażenie

Jak podaje "Wyborcza", zawiadomienie do prokuratury w tej sprawie złożyli pracownicy fundacji "Viva!" (zajmującej się m.in. ratowaniem koni zmierzających na rzeź), którzy także zostali oszukani przez małżeństwo O. Zgłosili się oni do fundacji z prośbą o adopcję dwóch koni. 

Przedstawiciele "Viva!" kilkukrotnie wizytowali stadninę: najpierw na Podkarpaciu, a następnie właśnie w Wolicy, gdzie ostatecznie się przeprowadzili. Za każdym razem audyt dawał pozytywne rezultaty - zwierzęta miały być trzymane w odpowiednich warunkach, a sami państwo O. zapewniali o swojej miłości do zwierząt oraz wyznaczonych przez siebie celach, m.in. o rozwinięciu pomysłu wykorzystywania swoich koni do hipoterapii.

Dopiero wiosną 2017 roku dotarły do fundacji informacje o skandalicznych praktykach, jakich dopuszczano się w Wolnicy. Udało się wtedy uratować dwa konie, które już miały zostać przetransportowane do rzeźni.

RadioZET.pl/kielce.wyborcza.pl/MP