Tragedia w Szaflarach. Był czas na ratowanie 18-latki [NOWE FAKTY]

Dominik Gołdyn
28.08.2018 09:30
Szaflary
fot. Michal Adamowski/REPORTER

Zarzut nieumyślnego doprowadzenia do katastrofy w ruchu lądowym ze skutkiem śmiertelnym usłyszał w poniedziałek egzaminator prawa jazdy. Z ustaleń „Faktu” wynika, że mężczyzna miał 37 sekund, by uratować 18-latkę i zapobiec tragedii na niestrzeżonym przejeździe w Szaflarach. 

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Do wypadku doszło w czwartek na niestrzeżonym przejeździe kolejowym w Szaflarach. Fakt podaje, że około 11:15 zdająca egzamin na prawo jazdy 18-latka wjechała autem na przejazd. Na nagraniu z kamer przemysłowych widać, że „elka” nie zatrzymała się przy znaku stop. Auto stanęło na środku torowiska. 

Egzaminator, który jechał z 18-letnią dziewczyną, dostrzegł pociąg i zdołał uciec z samochodu.

Jak ustalił „Fakt”, tragedii w Szaflarach można było uniknąć. Stojąc przed torami przy znaku stop, widać wyraźnie nadjeżdżający pociąg. „Od chwili pojawienia się na horyzoncie do przejazdu przez drogę mija 37 sekund” – czytamy. Dlaczego więc egzaminator pozwolił kursantce wjechać na przejazd? 

– Egzaminator nie może wyprzedzać reakcji zdającego egzamin. Jednak nie powinien doprowadzać do niebezpieczeństwa – powiedział „Faktowi” Maciej Janczak, ekspert z Akademii Auto Świat.

Szaflary. Egzaminator z zarzutami 

W poniedziałek egzaminator prawa jazdy usłyszał zarzut nieumyślnego doprowadzenia do katastrofy w ruchu lądowym ze skutkiem śmiertelnym. Z zeznań egzaminatora wynika, że zdająca egzamin 18-latka mimo znaku stop i tzw. krzyży św. Andrzeja nie zatrzymała samochodu przed przejazdem kolejowym. Egzaminator również nie zareagował na znak stop, ale zeznał, że zamierzał po przejechaniu torów zatrzymać pojazd i zakończyć egzamin z wynikiem negatywnym.

Mężczyźnie grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.

RadioZET.pl/Fakt/DG