Wyniki eksperymentu w Szaflarach są miażdżące. Prokuratura: Angelika mogła żyć

Redakcja
07.09.2018 13:57
Szaflary
fot. PAP

Eksperyment procesowy w Szaflarach potwierdził doniesienia Radia ZET – egzaminator mógł zapobiec tragedii na niestrzeżonym przejeździe kolejowym. Biegli ustalili wcześniej, że zdająca egzamin kursantka jechała z prędkością 17 km/h. Śledczy sprawdzali w piątek, czy prowadzący egzamin mężczyzna mógł zatrzymać samochód przed torami. 

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Jak informuje reporter Radia ZET, który był w Szaflarach, eksperyment wykazał, że wciśnięcie pedału hamulca w momencie mijania znaku STOP, który jest oddalony od torów o 8 metrów i 40 cm powoduje zatrzymanie samochodu przed torami – zarówno przy prędkości 17 km/h, jak i dwukrotnie większej. 

– Nawet przy wyższej prędkości dało się to auto zatrzymać – potwierdził prowadzący śledztwo prokurator Jan Ziemka. 

Biegli przeprowadzili też próbę ewakuacji z auta stojącego na torach – zajęła od 2 do 5 sekund. Gdyby egzaminator kazał kierującej uciekać z auta, prawdopodobnie by żyła.

Tragedia w Szaflarach 

Pechowy egzamin na prawo jazdy odbył się 23 sierpnia. W wyniku zderzenia z pociągiem zmarła 18-latka zdająca egzamin. Egzaminator usłyszał zarzut nieumyślnego doprowadzenia do katastrofy w ruchu lądowym ze skutkiem śmiertelnym. Nie przyznał się do winy.

Zobacz także

Mimo znaku STOP i sygnalizacji oraz wielokrotnych sygnałów dźwiękowych dobiegających z pociągu egzaminator pozwolił zdającej egzamin 18-latce wjechać na tory, bo, jak zeznał, zamierzał zatrzymać samochód dopiero po przejechaniu przez przejazd i zakończyć egzamin wynikiem negatywnym.

Podejrzany w ostatnim momencie przed zderzeniem z pociągiem uciekł z samochodu. Na nagraniach z kamer z wnętrza samochodu nie słychać, aby nawoływał kursantkę do opuszczenia pojazdu.

Egzaminatorowi grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.

RadioZET.pl/Przemysław Taranek/DG