Szczyrk w żałobie. Ofiary tragedii to bardzo znana rodzina

05.12.2019 13:22
Szczyrk. Ofiary wybuchu przy Leszczynowej to znana rodzina. Burmistrz ogłosił żałobę
fot. PAP/Andrzej Grygiel

Wybuch w Szczyrku to największa tragedia w historii kurortu. Po środowej eksplozji przy Leszczynowej 6 wydobyto ciała ośmiorga mieszkańców zawalonego budynku. Ofiary to członkowie znanej w Szczyrku rodziny, znanej także w świecie narciarskim i snowboardowym.

Wybuch w Szczyrku to największa tragedia w historii kurortu – powiedział burmistrz Szczyrku Antoni Byrdy i ogłosił żałobę, prosząc jednocześnie mieszkańców i przyjezdnych, aby do 8 grudnia włącznie powstrzymali się oni od organizowania w mieście imprez.

Akcja ratowników po eksplozji przy ulicy Leszczynowej 6 trwa, choć spod gruzów wydobyto już ciała 8 mieszkańców zawalonego budynku. - Niestety z przykrością muszę poinformować państwa o tym, iż znaleziono kolejne dwie ofiary tej strasznej tragedii, która miała tutaj miejsce, w Szczyrku. Tym bardziej jest to smutne i tragiczne, że dotyczy to dzieci – przekazał w czwartek przed południem wojewoda śląski Jarosław Wieczorek. - Wydaje się, że wyczerpana jest liczba ofiar. Oczywiście straż i ratownicy będą przesypywać cały ten obszar do tzw. trawy, aby mieć stuprocentową pewność, że nikt już tam nie przebywa – dodał, zaznaczając, że dopiero wtedy akcja zostanie zakończona.

Zobacz także

Rodzina, która zginęła w Szczyrku, była właścicielem stoku Kaimówka

Ofiary to członkowie znanej w Szczyrku rodziny, znanej także w świecie narciarskim i snowboardowym - mówili w czwartek rano szczyrkowianie. W rozmowie z Polską Agencją Prasową Sabina Bugaj, pracująca w miejskim ośrodku kultury, promocji i informacji, przyznała, że rodzina była bardzo lubiana i szanowana w okolicy.

To była rodzina z tradycjami narciarskimi, sportowymi. Mieli rodzinny stok narciarski »Kaimówka«, na którym, jak mam 40 lat, to przynajmniej 35 lat jeździłam. Mieli rodzinny interes, jedną z pierwszych wypożyczalni sprzętu narciarskiego sportowego, serwis sprzętu. Byli trenerami narciarstwa, snowboardu

- powiedziała Bugaj. Jak dodała, „mieszkali wielopokoleniowo”.

Ci młodsi, z dziećmi, dziadkowie – my tak żyjemy w Szczyrku. Zawsze budowało się tu duże domy – tyle, ile dzieci, tyle praktycznie pięter, żeby mieszkać razem. Jeszcze wiele takich domów wielopokoleniowych tutaj jest – to był jeden z przykładów, gdzie jeszcze naprawdę wszyscy mieszkali, bo różnie już teraz bywa

- relacjonowała. „A my się tu wszyscy znamy – mamy 5,6 tys. mieszkańców. Wszyscy spotykamy się w kościele, albo w ośrodku zdrowia, na zakupach, na ulicy. Widujemy się praktycznie na co dzień – to mała społeczność, zatem dotyka to wszystkich" - podkreśliła Bugaj. Ale wstrząśnięci tragedią są nie tylko sąsiedzi ofiar, ale też turyści, którzy tę rodzinę bardzo dobrze znali.  "Ludzie dzwonią z Polski, dokładnie znają tę rodzinę i jej nazwisko" – powiedziała Bugaj.

Tragedia w Szczyrku wstrząsnęła mieszkańcami kurortu i turystami

Tragedia w Szczyrku wstrząsnęła mieszkańcami kurortu i turystami

‧ fot. PAP/Andrzej Grygiel

Szczyrk w żałobie. Takiej tragedii nie było

„Pominąwszy proceduralną kwestię, żałobę: wszyscy mamy tę żałobę, po prostu. A ludzie chcą w niej pomagać, przyjechać, coś zrobić" - zaznaczyła pani Sabina. Jak dodała, część dzieci z rodziny chodziła do szczyreckiej szkoły podstawowej nr 1, część do szkoły nr 2. „Dzisiaj jest taki dzień, kiedy tych dzieci w szkole nie ma. Wiem, że dzieci i młodzież są objęte dziś opieką psychologiczną, wiele z nich, idąc dziś do szkoły, mijało to miejsce. Oglądają telewizję, w domach o tym się mówi. Nie było takiej tragedii w Szczyrku – nie było na tak dużą skalę, aby tak duża rodzina zginęła” - oceniła.

Zobacz także

W pobliże miejsca katastrofy przyszła w czwartek rano pani Wanda, która od blisko dwóch tygodni wypoczywa w pobliskim ośrodku rehabilitacyjnym.

Chciałam po prostu łzę uronić. Straszny dzisiaj u nas był smutek na stołówce i w pokojach. Wszyscy tylko o tym mówią. Każdy miał nadzieję, że kogoś żywego wyciągną. Po prostu przeżywamy śmierć tych ludzi

– mówiła dziennikarzom turystka. Ofiary tragedii znał m.in. szczyrkowianin, pan Antoni. "Bardzo dobrze się znamy, choć ja jestem starszy. Na nartach razem jeździliśmy, oni prowadzili warsztat, w którym ostrzyli i smarowali narty" – powiedział. "Dzwonił też do mnie pan z Warszawy, który przyjeżdżał na narty, i pyta, gdzie to się stało, co się stało. Mówię mu: tam, gdzie ostrzyłeś te narty, u tego Józka. To znany człowiek" – dodał pan Antoni.

Akcja ratunkowa w miejscu wybuchu gazu w Szczyrku rozpoczęła się około godziny 19 w środę

Akcja ratunkowa w miejscu wybuchu gazu w Szczyrku rozpoczęła się około godziny 19 w środę

‧ fot. PAP/Andrzej Grygiel

Wybuch w Szczyrku. To była potężna eksplozja

Jak relacjonował mężczyzna, w środę wieczorem usłyszał potężną eksplozję. "Myślałem, że piec mi wybuchł. Poleciałem na dół do kotłowni i patrzę – wszystko w porządku. Za chwilę już straż, alarm" - opowiadał.

Do wybuchu gazu doszło w środę o godzinie 18.26 w domu przy ulicy Leszczynowej 6. Po eksplozji trzykondygnacyjny dom całkowicie się zawalił.  Pod gruzami znalazło się osiem osób. W akcji poszukiwawczej brało udział około 100 strażaków. Akcja od początku była utrudniona przez niesprzyjające warunki atmosferyczne i duże zadymienie.

Komendant wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej w Katowicach nadbrygadier Jacek Kleszczewski już w środę wieczorem przekazał, że siła eksplozji była tak ogromna, że uszkodzone zostały również trzy okoliczne budynki. 

Przyczyną wybuchu gazu było prawdopodobnie przewiercenie rury z gazem. - Firma zewnętrzna prowadziła jakieś pracy i wszystko wskazuje na to, że wwiercili się w nasz gazociąg, dlatego doszło do uchodzenia gazu - mówił Radiu ZET rzecznik Polskiej Spółki Gazownictwa Artur Michniewicz. 

RadioZET.pl/PAP/PSP