Zamknij

Szkoła Filmowa w Łodzi po oskarżeniach o przemoc. "Studenci nie chcą być postrzegani jako ofiary"

13.10.2021 16:56
Szkoła Filmowa w Łodzi
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER

- Zjawisko nie dotyczy tylko naszej uczelni. Z rozmów z rektorami uniwersytetów czy politechnik wiem, że kwestie naruszeń etyki w relacjach w środowisku akademickim istnieją, choć przez wiele lat nie były poruszane - mówi dr hab. Milenia Fiedler, rektorka Szkoły Filmowej w Łodzi. W rozmowie z RadioZET.pl wyjaśnia, co stało się z wykładowcami oskarżonymi o przemoc i zapowiada plany na nowy rok akademicki.

Aleksandra Pucułek: Kiedy rozmawiałyśmy rok temu, tuż po wybraniu panią na rektora uczelni, spodziewała się pani, że to będzie trudny początek kadencji ze względu na pandemię i zajęcia zdalne. Tymczasem w marcu jedna ze studentek zarzuciła wykładowcom przemocowe zachowania, fizyczne i psychiczne. Za nią kolejni absolwenci opowiedzieli o swoich doświadczeniach. I wybuchła bomba.

dr hab. Milenia Fiedler, rektorka Szkoły Filmowej w Łodzi: - Metafora bomby jest uprawniona. Mocno sformułowane przez panią Annę Paligę oświadczenie było ważnym sygnałem i uruchomiło rozmowę o sprawach do tej pory przemilczanych. Szkoła ma być miejscem wolności twórczej i swobody ekspresji, ale praktykowanych w sposób odpowiedzialny i zapewniający poszanowanie podstawowych praw i wolności. O to upomnieli się nasi studenci i absolwenci. W zgłoszeniach mówili o sytuacjach doznanej krzywdy, podkreślając jednocześnie, że studia pozwoliły im zdobyć wiedzę, rozwinąć talent i umiejętności. Wiele osób tłumaczyło, że opowiada swoje doświadczenia właśnie z powodu przywiązania i szacunku do szkoły.

Oświadczenie zawierało konkretne nazwiska, więc chciałam o te nazwiska spytać. Mamy nowy rok akademicki, co się dzieje z tymi wykładowcami? Po kolei. Według oświadczenia Anny Paligii dr hab. Grzegorz Wiśniewski na zajęciach miał „uderzyć studentkę w twarz tak mocno, że z nosa trysnęła jej krew”.

- Z dr. hab. Grzegorzem Wiśniewskim szkoła rozwiązała umowę, ale nadal toczy się postępowanie prowadzone przez Rzecznika Dyscyplinarnego Uczelni. Rzecznik prowadzi także postępowania w kolejnych dwóch sprawach: prof. dr. hab. Mariusza Grzegorzka oraz w sprawie braku właściwej reakcji na zgłoszenia studentów o nieprawidłowościach. Decyzje o wszczęciu postępowań zapadły w wakacje i do końca roku zostaną zakończone. W zależności od rozpoznania rzecznik skieruje je do komisji dyscyplinarnej. Do tego czasu wykładowcy, których sprawy dotyczą, nadal są zatrudnieni w szkole.

Prowadzą zajęcia ze studentami?

- Prowadzą zajęcia fakultatywne, tzn. studentki i studenci uczestniczą w nich z wyboru.

Prof. Grzegorzek miał wulgarnie zwracać się do studentów. Co z dr. hab. Mariuszem Jakusem, który – według oświadczenia studentki – miał „wpaść w furię i rzucić krzesłem w grupę studentów”?

- Dr hab. Mariusz Jakus również prowadzi zajęcia fakultatywne. Po rozpoznaniu skargi Komisja Antymobbingowa i Antydyskryminacyjna zaleciła mu zmianę metody pracy ze studentami. W trakcie roku akademickiego jego system i tryb prowadzenia zajęć będzie ewaluowany. Taka formuła daje szansę władzom szkoły na przekonanie się, czy zmiana jest realna, a zainteresowanym studentom daje szansę na pracę z wykładowcą, którego cenią.

Waldemar Zawodziński miał na zajęciach nakazać studentom stanąć w parach w samych majtkach i mówić o tym, co nie podoba się im w ciele swojego partnera.

- W wypadku dr. Waldemara Zawodzińskiego skarga dotyczyła wydarzenia przedawnionego, niemniej władze dziekańskie oraz komisja antymobbingowa przeprowadziły z wykładowcą rozmowę o metodach pracy i zwróceniu uwagi na dojrzałość, wrażliwość studentów, zwłaszcza na zajęciach scenicznych z elementami erotyzmu i nagości.

Dr Grażyna Kania miała zmusić studentkę do rozebrania się w trakcie egzaminu.

- Dr Grażyna Kania złożyła wyjaśnienia, ale komisja nie prowadziła postępowania w tej sprawie, bo pani Kania nie jest, ani nigdy nie była etatowym pracownikiem uczelni.

Prof. Bronisław Wrocławski został uwolniony od zarzutów - zdarzenie opisane w skardze nie zostało potwierdzone w świadectwach innych studentów, nie zostały zgłoszone żadne inne skargi, a do komisji dotarło wiele oświadczeń od studentów i absolwentów z pozytywną oceną etyki i merytoryczności pracy wykładowcy.

Uczelnia zapowiedziała też szereg działań, by nie dopuścić do takich sytuacji w przyszłości. Co już zostało z tego zrealizowane?

- W semestrze letnim odbyła się seria spotkań w gronie wykładowców, studentów i doktorantów z władzami rektorskimi i z pełnomocniczką do spraw przeciwdziałania przemocy i dyskryminacji. Mówiliśmy o tym, jakie działania są podejmowane, ale też o przysługujących studentom i wykładowcom prawach. Na stronie głównej uczelni została utworzona specjalna zakładka "bezpieczni" przekierowująca do strony, na której znajdują się wszelkie niezbędne informacje, w jaki sposób należy się zachować, gdy doświadczamy lub jesteśmy świadkami nagannych zachowań. Od marca działa także skrzynka zaufania oraz formularz zgłoszeniowy, można przez nie zgłaszać wszelkie nieprawidłowości, także anonimowo. Zorganizowaliśmy również wsparcie psychologiczne i terapeutyczne dla studentów i wykładowców, bo kryzys związany z tym oświadczeniem i innymi zgłoszeniami był obciążeniem
dla całej szkolnej społeczności. Studenci mają również możliwość indywidualnej konsultacji z ekspertem spoza uczelni, któremu mogą zgłosić swoje wątpliwości dotyczące zajęć.

Mamy też za sobą cykl szkoleń dla wykładowców dotyczących sposobu komunikowania krytyki, rozumienia wrażliwości i myślenia młodych osób. Przeprowadzili je dla nas zaproszeni specjaliści - psychologowie i socjologowie. Zajęcia dotyczące praw, procedur, kodeksu etyki zostały wpisane w program studiów dla studentów pierwszego roku. Dla wykładowców z Wydziału Reżyserii oraz Wydziału Aktorskiego uruchamiamy warsztaty dotyczące metod pracy i komunikacji. Na Wydziale Aktorskim pierwsze spotkanie już się odbyło. Po warsztatach psycholożka prowadząca zajęcia wyda certyfikat przejścia tego szkolenia. Zwróciliśmy się także do zewnętrznej firmy o przeprowadzenie badań poczucia bezpieczeństwa i zaufania wśród członków społeczności uczelni oraz skali występowania zjawisk niepożądanych. Wyniki poznamy za kilka tygodni i będą one podstawą planowania kolejnych działań.

W Łodzi dużo działań zostało już podjętych, tymczasem opowieści o przemocowych zachowania po oświadczeniu Anny Paligii popłynęły też z innych uczelni.

- Zjawisko nie dotyczy tylko naszej uczelni ani tylko uczelni filmowo-teatralnych. Z rozmów z rektorami uniwersytetów czy politechnik wiem, że kwestie naruszeń etyki w relacjach w środowisku akademickim istnieją, choć przez wiele lat nie były poruszane. Myślę, że jest to szersze zjawisko zmiany w sposobie myślenia o normach, zależności, odpowiedzialności wynikającej z powierzonej władzy.

W środowisku akademickim i artystycznym mamy do czynienia z hierarchią - nie chodzi o to, żeby z niej rezygnować, bo to jest niemożliwe - ale należy ustalić, jakie zachowania są dopuszczalne, jakie stanowią naruszenie, albo po prostu przypomnieć sobie definicje podstawowych praw, wolności i obowiązków, w tym pojęcie równego traktowania i poszanowania. To nie są prawdy, które odkrywamy dzisiaj. W świecie szkół teatralnych i filmowych musimy rozmawiać o tym, czy dotychczasowe metody pracy z aktorem są adekwatne do współczesnego świata, wrażliwości młodych osób, czy służą rozwojowi, czy może ten rozwój blokują. W szkołach w Warszawie, Krakowie trwają takie dyskusje. Przy okazji ostatniej edycji festiwalu w Gdyni też był poruszany ten temat, ale musimy również zostawić sobie miejsce na dyskusję o sztuce i o wpisanej w nią konieczności przekraczania granic. Te płaszczyzny rozmowy się nie wykluczają, mogą i powinny współistnieć. Studenci, którzy zdecydowali się powiedzieć „dość” i zażądali zmiany, nie postrzegają siebie, ani nie chcą być postrzegani, jako ofiary. Chcą, by w dyskusji o granicach ich głos był słyszany.

Rekrutacji cała ta sytuacja nie zaszkodziła. Wręcz przeciwnie.

- Na niektórych specjalnościach mieliśmy do czynienia z rekordową liczbą kandydatów, na reżyserię o jedno miejsce ubiegało się 23 chętnych, na aktorstwo prawie 40 osób. Oczywiście, kwestie dotyczące etyki zdominowały temat związany ze Szkołą Filmową w Łodzi w przestrzeni medialnej, co jest zrozumiałe, ale one nie stanowią definicji naszej szkoły, a ta po prostu dobrze kształci. Bilans ostatniego roku akademickiego to prawie 250 etiud zakwalifikowanych na różne festiwale, kilkadziesiąt nagród i wyróżnień dla etiud fabularnych, dokumentalnych i animowanych, dyplomowych przedstawień teatralnych, w tym jedno z największych osiągnięć, czyli zakwalifikowanie fabularnej etiudy dyplomowej w reż. Nastazji Gonery do ścisłego finału studenckiego Oscara (Student Academy Awards). To również stałe miejsce Szkoły Filmowej w Łodzi w rankingu TOP 20 najlepszych szkół filmowych świata, publikowanym co roku przez prestiżowy magazyn The Hollywood Reporter.

dr hab. Milenia Fiedler
fot. Tomasz Urbanek/East News

Na reżyserii na pierwszym roku będą studiowały same kobiety. Niektórzy twierdzą, że to nie przypadek. I nie bez powodu oświadczenie dotyczące niewłaściwych zachowań pojawiło się też w tym momencie - gdy kobieta została rektorem.

- Wrażliwość kobiet jest inna niż mężczyzn, ale trudno mi jest jednoznacznie łączyć te kwestie. Na pewno jednym z celów, który sobie stawiałam i o którym mówiłam w trakcie wyborów rektorskich, było uruchomienie w większym stopniu dialogu władz szkoły ze studentami. Rozmowa zawsze ma sens, szczególnie, gdy dotyczy spraw trudnych.

Potrzeba dialogu wzięła się stąd, bo widziała pani, że w uczelni go brakuje, czy dlatego, że to dla pani ważny element pracy?

- Twierdząca odpowiedź na obydwa pytania, tzn. w życiu absolutnie wierzę w moc dialogu i jestem zwolenniczką myśli, która pochodzi jeszcze z czasów starożytnych, że drogą do poznania jest dialog. W moim odczuciu, w szkole, w zbyt małym stopniu opieraliśmy się na dialogu między wykładowcami a studentami, między przedstawicielami różnych wydziałów, miedzy sobą. W procesie uczenia, w procesie twórczym, w którym grupa ludzi stale ze sobą współpracuje, niezależnie od istnienia hierarchii, dialog powinien być stałym elementem. Stąd na początku kadencji zorganizowaliśmy radę programową, czyli spotkania przedstawicieli wszystkich wydziałów, żeby wymieniać się doświadczeniami, wyznaczać strategię działania. Do takiej rozmowy zapraszamy także studentów.

Po doświadczeniach zeszłego roku akademickiego nie żałuje pani decyzji o zostaniu rektorem?

- Nie. To był bardzo trudny rok, miałam i nadal miewam obawę, czy sprostam i myślę, że będzie mi ona towarzyszyła do końca kadencji. Jeśli chodzi o kryzys dotyczący etyki - miniony rok przyniósł konkretne i znaczące efekty. Udało nam się o wielu sprawach porozmawiać, podjąć działania, jesteśmy w procesie i idzie to w dobrym kierunku. Uporaliśmy się również z problemami utrzymania jakości kształcenia w trudnych warunkach ograniczeń związanych z epidemią.

Wyzwania na ten rok?

- Realizacja artystycznych prac studentów: filmów, spektakli dyplomowych. Będziemy musieli reagować na rzeczywistość i pandemię. Wiemy już, że czas wiosenno-letni jest spokojniejszy, krytyczny jest czas jesienno-zimowy, więc planujemy kalendarz w taki sposób, żeby dać sobie największe szanse na pracę na żywo. Mam nadzieję, że w tym roku uda nam się uniknąć frustracji związanej z sytuacją, kiedy rano przychodzi ekipa i zaplanowane zdjęcia czy próbę w teatrze trzeba  odwołać, bo jednej osobie wyszedł wynik pozytywny. Dla studentów to bardzo trudne doświadczenia. Wierzę, że ten rok będzie spokojniejszy i pozwoli zająć się również kwestiami administracyjnymi, organizacji struktur uczelni, sprawami pracowniczymi - one również wymagają mojej uwagi.

W jakiej formule są teraz zajęcia?

- Zdecydowaną większość zajęć prowadzimy na żywo, niektóre przedmioty są realizowane w formule hybrydowej. Formuła online daje pewne korzyści - ułatwia, na przykład, zapraszanie gości z zagranicy. Ale ani wykładowcy, ani studenci nie chcą powrotu do pracy zdalnej. Uczelnia to nie tylko sale wykładowe, to również korytarze. Dla uczelni artystycznej, takiej jak nasza szkoła, możliwość bezpośredniego spotkania jest warunkiem koniecznym. Filmy i spektakle teatralne nie powstaną w izolacji.

RadioZET.pl