Zamknij

Rydzyk i SB. Tomasz Piątek ujawnia tajemnice dyrektora Radia Maryja

24.05.2021 09:35
Tadeusz Rydzyk i SB
fot. Radoslaw SALACINSKI /East News

"Młody, szerzej nieznany ksiądz Tadeusz Rydzyk był dla komunistycznej służby bezpieczeństwa kimś bardzo ważnym. Czyżby szykowano go do wielkich zadań? W latach 80. ksiądz Rydzyk odgrywał rolę kapłana zbuntowanego przeciw reżimowi, a mimo to esbecy regularnie pozwalali mu jeździć na Zachód" – ujawnia w rozmowie z radiozet.pl Tomasz Piątek, pisarz, dziennikarz śledczy i autor książki „Rydzyk i przyjaciele. Kręte ścieżki”. Tylko u nas kulisy powstawania tego opracowania. Pokazujemy też tajemniczy dokument odnaleziony w teczce paszportowej o. Rydzyka.

Błażej Makarewicz: Książkę „Rydzyk i przyjaciele” rozpoczyna pan od pewnego cytatu z Jarosława Kaczyńskiego. To wypowiedź z 1998 roku. Przypomnijmy, o jakie słowa chodzi.

Tomasz Piątek: To fragment wywiadu, którego Jarosław Kaczyński udzielił w 1998 roku „Gazecie Polskiej”. Brzmi następująco: „Nie mam wątpliwości co do tego, że po naszej stronie działają aktywnie rosyjskie służby specjalne. Radio Maryja jest dziś głęboko antyzachodnie (…), prorosyjskie, wcale nie nieżyczliwe PRL-owi. Ma nadajniki na Uralu (…). Są dwa modele działalności rosyjskiej w Polsce. Pierwszy, pepeerowski, całkowitego podporządkowania Moskwie: uzasadniany ideą postępu (…). Drugi wzorzec nazywam targowickim. Charakteryzuje go odwołanie się do wartości tradycyjnych, katolickich, narodowych. Prorosyjskość ubrana jest tam w maskę patriotyzmu”. Przeczytałem ten cytat w wersji dłuższej, którą znajdziemy na stronie 12 i 13 książki. Wersja dłuższa daje nam pełną jasność, o co chodzi.

I ile jest prawdy w tych spostrzeżeniach Kaczyńskiego z 1998 roku?

To jest stuprocentowo prawdziwe spostrzeżenie. Jarosław Kaczyński od dziesięcioleci doskonale wie, kim jest Tadeusz Rydzyk. Zatem ten cytat bardzo dużo nam mówi nie tylko o Rydzyku, ale też o Jarosławie Kaczyńskim. Kaczyński dla zdobycia i utrzymania władzy w Polsce zgodził się współpracować z człowiekiem, którego uważa za agenta Kremla.

Nie bierze pan pod uwagę, że po latach Kaczyński mógł zmienić zdanie?

Nie widzę powodu, dla którego Kaczyński miałby zmienić zdanie o Tadeuszu Rydzyku. Działalność Rydzyka, propaganda, którą on uprawia wraz ze swoimi współpracownikami, jego powiązania – to wszystko przez ostatnie lata prawie w ogóle się nie zmieniło. Więcej: między 1998 rokiem a obecnym Tadeusz Rydzyk dostarczył nam kolejnych licznych dowodów na to, że skutecznie działa na rzecz Rosji.

Co się stało z teczkami Tadeusza Rydzyka tworzonymi przez SB?

Te teczki zaginęły w sposób tajemniczy. Niektórzy podejrzewają, że zostały ukryte przez zwolenników Tadeusza Rydzyka działających w Instytucie Pamięci Narodowej. Jest ich tam sporo. Sławomir Cenckiewicz – jedna z najważniejszych osób w IPN – był niegdyś utrzymywany i opłacany przez Rydzyka. I trwało to latami. Chodzi o okres, w którym nikt nie chciał pracować z Cenckiewiczem ze względu na jego metody, mające mało wspólnego z rzetelnym dociekaniem historycznym i z prawdą. Rydzyk wówczas zatrudnił go na swojej toruńskiej uczelni, czyli w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej.

Mamy jeszcze jakiś inny trop?

W mojej ocenie najprawdopodobniej stało się tak, że teczki Rydzyka ukryli ci, którzy je stworzyli. Mianowicie esbecy, którzy się nim zajmowali. Zapewne miało to miejsce w latach 1989-1990, gdy trwało wielkie niszczenie i ukrywanie teczek. Co wiemy na pewno? To, że istniały materiały dotyczące Tadeusza Rydzyka, które dziś zaginęły. Przede wszystkim istniała teczka ewidencji operacyjnej na księdza, tzw. TEOK. Esbecy automatycznie zakładali taką teczkę każdemu duchownemu, a nawet każdemu klerykowi. Teczka TEOK Rydzyka zniknęła, ale to jeszcze nie jest najdziwniejsze. Teczki TEOK masowo niszczono lub ukrywano w latach 1989-1990. Dziwne jest to, że zniknęła adnotacja na temat założenia tej teczki, która powinna się zachować w MSW. Jeszcze dziwniejsze jest to, że oprócz teczki TEOK istniały inne dokumenty na temat Tadeusza Rydzyka, które wędrowały za nim po Polsce. Esbecy przesyłali je z jednej jednostki wojewódzkiej SB do drugiej, gdy Rydzyk zmieniał miejsca zamieszkania i działania. Te dokumenty stanowiły część korespondencji dotyczącej księdza Rydzyka – korespondencji, którą jednostki wojewódzkie SB prowadziły z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych. Działo się to w latach 70. i 80.

Co wiemy o tej korespondencji?

Z kościelnego punktu widzenia Tadeusz Rydzyk był wtedy dość kłopotliwym, ale mało znaczącym księdzem. Natomiast dla SB musiał być niezwykle ważny, skoro interesowało się nim samo MSW. Skąd wiemy, że taka ministerialna korespondencja istniała? W jedynej zachowanej teczce Rydzyka – to tzw. teczka paszportowa, zawierająca informacje związane z jego podróżami zagranicznymi - zachował się szczególnie istotny dokument. W 1988 roku pewien dociekliwy esbek z Krakowa wysłał zapytanie o Tadeusza Rydzyka do centrali w Warszawie. Otrzymał odpowiedź - i brzmiała ona tak, że ten esbek lub któryś z jego kolegów, zaczernił ją flamastrem.

Udało się panu ten tekst odczytać?

Tak, przy pomocy specjalistów. Czytamy w nim, że istniały dokumenty wędrujące za Rydzykiem po całej Polsce, stanowiące część wspomnianej korespondencji z MSW. Czytamy także, że były one opatrzone cyframi 00. Dokładnie rzecz biorąc, sygnatura korespondencyjna zaczynała się od liter OMA (co oznacza, że sprawą zajmowało się Ministerstwo Spraw Wewnętrznych) i od cyfr 00, oznaczających sprawy „tajne specjalnego znaczenia”. To było oznaczenie najwyższej tajności. Zatem młody, szerzej nieznany ksiądz Tadeusz Rydzyk był dla komunistycznej służby bezpieczeństwa kimś bardzo ważnym. Czyżby szykowano go do wielkich zadań? Zapewne wiąże się z tym, że w latach 80. ksiądz Rydzyk odgrywał rolę księdza zbuntowanego przeciw reżimowi, a mimo to esbecy regularnie pozwalali mu jeździć na Zachód. Dawali mu paszport nawet w stanie wojennym.

T. Piątek, "Rydzyk i przyjaciele. Kręte ścieżki", S. 187
fot. T. Piątek, "Rydzyk i przyjaciele. Kręte ścieżki", S. 187

W kontekście tajemniczych podróży Rydzyka na Zachód w latach 80. przewijają się nazwiska dwóch pań. To Maria Gwóźdź-Łopatka i Barbara Piórko. Kim były?

Bardzo dobre pytanie. Tadeusz Rydzyk wyjeżdżał do Austrii, Włoch, RFN, nawet Indii – i działo się to dzięki wsparciu obu wspomnianych przez pana funkcjonariuszek SB. Ksiądz Rydzyk składał podania o paszport i zgodę na wyjazd zagraniczny – a funkcjonariuszki Łopatka i Piórko składały na tych podaniach przychylne dla niego adnotacje. Pisały, że nie mają zastrzeżeń do wyjazdu. Dzięki tym adnotacjom Tadeusz Rydzyk podróżował. Dlaczego funkcjonariuszki Gwóźdź-Łopatka i Piórko były tak ważne? Obie pracowały w Wydziale IV krakowskiego Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych. WUSW to była centrala SB na całe województwo krakowskie, a Wydział IV zajmował się walką z Kościołem katolickim. Barbara Piórko była wojującą ateistką i antyklerykałką, miała problemy rodzinne z tym związane. Mąż katolik i teściowa ją dręczyli, o czym można przeczytać w jej esbeckiej teczce. Nie była to osoba, która pomagałaby księdzu katolickiemu z dobroci serca. Szczerze nienawidziła Kościoła katolickiego - albo bardzo chciała przedstawić się swoim zwierzchnikom jako ktoś, kto go nienawidzi. Jeżeli pomagała Rydzykowi, to w związku ze swoją służbą, a nie wbrew niej.

A jaką rolę odgrywała Gwóźdź-Łopatka?

To postać jeszcze ciekawsza. Bardzo zdolna funkcjonariuszka, która współpracowała z krakowskim oddziałem słynnej Grupy „D”. Litera „D” stanowiła skrót od słowa „Dezintegracja”. Grupa „D” zajmowała się dręczeniem księży, biciem, nawet zabijaniem – między innymi, zamordowała ks. Jerzego Popiełuszkę. Prowadziła działania, które były zbrodnicze, również z punktu widzenia komunistycznego prawa. Nawet komuniści traktowali je jako absolutnie wyjątkowe. Maria Gwóźdź-Łopatka dokumentowała takie działania, nazywane wówczas działaniami specjalnymi. One były bardzo rzadko i oszczędnie dokumentowane, jeśli w ogóle. Prowadzenie dokumentacji tego rodzaju powierzano osobom szczególnie zaufanym. Zatem funkcjonariuszka Gwóźdź-Łopatka, protektorka Rydzyka, cieszyła się wielkim zaufaniem najbardziej antykościelnych esbeków w całej Małopolsce. Trzeba też pamiętać, że grupa D i cały wydział IV w Krakowie ściśle współpracowały z sowieckimi służbami specjalnymi, przede wszystkim z KGB. Uczestniczyły w intrygach mających na celu najpierw zabicie, potem skompromitowanie Jana Pawła II. KGB włączyło w to esbeków z Krakowa, bo Kraków był wcześniej miastem Karola Wojtyły.

Był chociaż jeden przypadek, kiedy bezpieka nie dała Rydzykowi zgody na zagraniczny wyjazd?

Raz spróbowano mu takiej zgody odmówić. To bardzo ciekawy przypadek. Jest rok 1986, a Rydzyk chce wyjechać do Niemiec Zachodnich. Wtedy jedyny raz nie uzyskuje zgody. Pisze odwołanie, powołuje się, że będzie mieszkać w Norymberdze u niejakiego Romana Paszkowskiego, który jest zachodnioniemieckim przedsiębiorą, polskiego pochodzenia, mającym, jak pisze sam Rydzyk, dobre stosunki z PRL. Paszkowski wcześniej mieszkał w Poznaniu, gdzie był milicjantem od spraw kryminalnych, pracował z agenturą, należał do komunistycznej partii rządzącej PZPR. Nagle w 1980 roku wyjechał do RFN przez Włochy, gdzie nagle się stał przebojowym kapitalistycznym przedsiębiorcą. Na takiego człowieka Rydzyk się powołuje, a esbecy w końcu pozwalają mu wyjechać.

W roku 1986 ma miejsce bardzo tajemnicze zdarzenie. W drodze powrotnej z Watykanu, po spotkaniu z Janem Pawłem II, Rydzyk wysiada z autokaru jadącego do Polski i znika na wiele miesięcy. Co się wtedy stało?

W 1986 roku Rydzyk trafia do Watykanu, gdzie uzyskuje audiencję u Jana Pawła II, chociaż z kościelnego punktu widzenia był mało znaczącym księdzem. Uzyskuje tę audiencję dzięki pomocy o. Konrada Hejmo, konfidenta SB, prowadzonego przez wytrawnego agenta wywiadu PRL Andrzeja Madejczyka. Nie wiadomo, co się stało podczas tej audiencji. Wiemy, że po rozmowie z papieżem Rydzyk wpada w panikę albo zaczyna ją odgrywać. Twierdzi, że boi się wrócić do Polski i bloku komunistycznego.

Boi się przekroczyć czechosłowacką granicę.

W Austrii tuż przed granicą czechosłowacką Tadeusz Rydzyk się zatrzymuje i znika. Na pół roku ginie zupełnie. Przełożeni z zakonu redemptorystów nie wiedzą, co się z nim dzieje. Potem Rydzyk nawiązuje kontakt z zakonnymi zwierzchnikami – ale to kontakt niepełny i niezbyt przyjazny. Oni każą mu wracać do Polski, on nie chce. Twierdzi, że w Polsce czekają go prześladowania i może nawet zostać zabity. Przełożeni z zakonu nie wierzą w te opowieści, ale Rydzyk się upiera. Odwleka decyzję, posługując się rzekomą chorobą jako pretekstem. Wyszukuje sobie posady kościelne w Niemczech Zachodnich… A równocześnie handluje z PRL, choć twierdzi, że śmiertelnie boi się PRL-owskich władz. Wysyła do Polski samochody, ma nawet zaległości finansowe w urzędzie celnym, ale komuniści umarzają mu te długi. W 1988 roku, jak gdyby nigdy nic, Rydzyk pojawia się w wydziale konsularnym Ambasady PRL w Kolonii. Przychodzi do tamtejszych esbeków i prosi ich o wznowienie paszportu. Esbecy tę prośbę spełniają.

Jak tłumaczy swoje zagadkowe zniknięcie?

Mówi, że przez cały czas mieszka u Romana Paszkowskiego. Ale uwaga: znajomością z tym człowiekiem Rydzyk nie chwali się swoim przełożonym z zakonu. Dla nich ma inną wersję. Twierdzi, że jakoby mieszkał u jakiegoś protestanckiego pastora… Esbekom natomiast przyznaje się, że jego gospodarzem jest Paszkowski - były komunistyczny milicjant przeobrażony w kapitalistę.

Wróćmy jeszcze do 1986 roku i tajemniczego zniknięcia Rydzyka po wyjeździe z Watykanu. Mogła mieć na to wpływ jego rozmowa z papieżem?

Dobre pytanie, na które nie mamy odpowiedzi. Jeden z badaczy podejrzewa, że Rydzyk dostał jakieś zadanie od esbeków, np. miał wprowadzić papieża w błąd, zmanipulować, przekazać jakiś szantaż… Ale to tylko hipoteza. Co wiemy na pewno? To, że po spotkaniu Rydzyk zachowuje się tak, jakby obawiał się prześladowań ze strony władz PRL i SB. Czyżby nie wypełnił jakiegoś zadania zleconego mu przez SB i dlatego tak się bał? Trudno w to uwierzyć. Gdyby naprawdę naraził się SB i gdyby naprawdę bał się PRL - to nie mieszkałby u Romana Paszkowskiego, nie handlowałby z komunistyczną Polską, nie uzyskałby tak łatwo wznowienia paszportu w 1988 r. i nie umorzono by mu zaległości w urzędzie celnym. Tymczasem on ciągle był traktowany przez komunistów w sposób uprzywilejowany. Zatem wielki strach okazywany przez Rydzyka wygląda na spektakl, na budowanie sobie legendy.

Biorąc to wszystko pod uwagę, może pan dzisiaj w sposób bezsprzeczny stwierdzić, że Tadeusz Rydzyk współpracował z komunistyczną SB?

Wszystko wskazuje, że współpracował z SB. Cały czas szukam czegoś, co by wskazywało, że jednak nie współpracował - ale nie znajduję żadnego argumentu.

Na początku lat 90. Tadeusz Rydzyk wraca do Polski z misją założenia katolickiego radia. Jaki wpływ na ten projekt mogły mieć jego wcześniejsze kontakty z bezpieką?

Jest tak, jak w 1998 roku mówił Jarosław Kaczyński. Działalność Radia Maryja jest korzystna dla Rosji pod każdym względem. Radio Maryja było przeciwne wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej, a także do NATO. Zatem działało na rzecz pozostawienia Polski w rosyjskiej strefie wpływów. Propaganda szerzona przez Radio Maryja jest przede wszystkim antyzachodnia. Antysemityzm Radia Maryja nie wziął się stąd, że ksiądz Rydzyk jest szaleńcem opętanym nienawiścią do Żydów (zresztą w 2016 roku bez większego problemu ogłosił się nagle ich przyjacielem). On wiedział, że jego słuchacze nienawidzą Żydów, dlatego media Rydzyka mówiły im, że Żydzi rządzą Zachodem. Antysemityzm Radia Maryja stanowił narzędzie szerzenia nastrojów antyzachodnich. Antysemici, którzy współpracowali i współpracują z Rydzykiem, mają powiązania rosyjskie i PRL-owskie. Piszę o tym w drugiej części książki, np. o Jerzym Robercie Nowaku i Stanisława Michalkiewiczu. Ale skoro mowa o rosyjskich powiązaniach, to przede wszystkim musimy odnotować coś niezwykłego, co miało miejsce na początku lat 90. Czego wtedy potrzebował Tadeusz Rydzyk?

Pieniędzy na uruchomienie radia.

No właśnie. Ustaliłem, kto dał mu pieniądze założenie Radia Maryja - na postawienie pierwszego masztu radiowego, bez którego rozgłośnia nie mogłaby nadawać. Otóż Rydzyk dostał te pieniądze od Vassuli Ryden. To Greczynka wychowana w prawosławiu, urodzona w Egipcie, mieszkająca w Szwajcarii. Osoba, która zjeździła cały świat, obraca się w kręgach ekspertów ONZ i Banku Światowego, a jednocześnie twierdzi, że rozmawia z Bogiem. Założyła coś w rodzaju swojej własnej sekty, ale afiszuje się z dostojnikami putinowskiej Cerkwi. Głosi, że Rosja jest w sposób szczególny przez Boga uświęcona i będzie… rządzić ludzkością. Pani Ryden głosiła to również wtedy, gdy dała Rydzykowi pierwsze 10 tys. franków na postawienie pierwszej wieży radiowej. Te pieniądze były kluczowe, bo to dzięki swojemu radiu Rydzyk zaczął zarabiać następne pieniądze, wyciągając je od swoich słuchaczy. Później, gdy zawładnął ich duszami i zaczął mieć wpływ na to, jak głosują, mógł także wyciągać pieniądze od polityków.

Skąd wiemy o pieniądzach od Vassuli Ryden?

Sam Rydzyk przyznał w książce „Życie jest ciekawe”, że dostał je od „mistyczki” ze Szwajcarii. A tak się składa, że „mistyczka” ze Szwajcarii, pani Vassula Ryden, od lat ogłasza się fundatorką Radia Maryja i przyznaje się do tego, że dała Rydzykowi pieniądze na założenie rozgłośni. Radio Maryja nigdy tych informacji nie zdementowało.

Minęło prawie 30 lat. Istnieje ciągłość pomiędzy tytułowymi „przyjaciółmi” Rydzyka z lat 80. i początku lat 90., a dzisiejszą linią Radia Maryja?

Tak. Służby specjalne bardzo lubią ciągłość. To jedna z przyczyn, dla których my w Polsce służb specjalnych tak naprawdę nie mamy. U nas ta ciągłość jest nieustannie rwana - a po dojściu PiS do władzy nasz kontrwywiad został właściwie zlikwidowany. To, co się wylewa z Radia Maryja (np. propaganda antygejowska) jest dokładną kalką tego, co Putin i jego Cerkiew zaczęli głosić lata temu. Propaganda antyszczepionkowa (co udowodniono na podstawie licznych badań naukowców z m.in. Georgetown University, Brandeis University, Stellenbosch Univeristy etc.) jest szerzona przez Rosjan. Dokładnie tę samą propagandę antyszczepionkową znajdujemy nie tylko w Radiu Maryja, ale w ustach samego Tadeusza Rydzyka. Rydzyk obszernie się wypowiadał na temat rzekomej szkodliwości szczepionek i zachęcał wiernych, żeby się gromadzili, nie bojąc się koronawirusa. Inna ciekawa zbieżność: Rydzyk wspierał np. polskie lobby futrzarskie, nagłaśniał wystąpienia jego przedstawicieli takich jak Szczepan Wójcik. W 2014 r. ten sam Szczepan Wójcik był wspierany przez kremlowskie Radio Wiesti. Radio Wiesti nie tylko upubliczniło wypowiedzi Wójcika, ale otwarcie chwaliło polskie futra i płakało nad ciężkim losem polskich futrzarzy, rzekomo niszczonych przez agresywnych ekologów... Nie tak łatwo uzyskać kryptoreklamę w kremlowskich mediach. Skąd ta przychylność wobec Wójcika? Może stąd, że on też prezentuje postawę antyzachodnią, napada na Niemców i zwolenników zachodniej obyczajowości. Wszystko bowiem, o czym mówię, to część propagandy skierowanej przeciwko nowoczesnej cywilizacji Zachodu. Media Rydzyka atakują gejów, wegetarian, Żydów i inne mniejszości, nawet protestantów. Protestanci to w Polsce znikoma mniejszość - ale protestantyzm obok rewolucji francuskiej stanowi fundament kultury zachodniej. A Tadeusz Rydzyk na każdym kroku próbuje obrzydzić nam Zachód, również w kwestiach fundamentalnych, cywilizacyjnych. Robi to konsekwentnie i nieustannie. Robił to w 1998 roku i robi to teraz. Ktoś, kto tak działa, jest wrogiem Zachodu - i służy Rosji, gdyż Polska wyrwana ze struktur Zachodu wpadnie w strefę wpływów Rosji.

Były już jakieś reakcje ze strony środowiska Radia Maryja na pańską książkę?

Nie. Nic z tych rzeczy. Ludzie związani z Rydzykiem, z PiS, z prawicą, konsekwentnie udają, że tej książki nie ma. Z ich punktu widzenia, to chyba najlepsza strategia. Książka jest stuprocentowo udokumentowana i polegliby, gdyby próbowali się odnosić do faktów. Jedyny wyjątek stanowi prawicowy publicysta i znany hejter Rafał Ziemkiewicz, który dopytywał się nerwowo na Twitterze, czy przypadkiem w tej książce nie ma czegoś o nim (śmiech).

To kim jest właściwie o. Tadeusz Rydzyk? Jakby go pan scharakteryzował?

Rydzyk już jako nastolatek chciał robić karierę. Nie jest kimś wybitnie inteligentnym, ale ma swój spryt. W pierwszej połowie życia próbował przymilać się zwierzchnikom i innym potężnym osobom. Ludzie, którzy go znali, mówili, że jest zbyt miękki, ulegający wpływom, elastyczny. Po tym, jak dostał 10 tys. franków od pani Ryden i postawił pierwszy maszt radiowy, przeobraził się w tyrana. To człowiek niezbyt empatyczny, niezwykle łapczywy, pozbawiony skrupułów.

W czerwcu ukaże się druga część pańskiej książki „Rydzyk i Przyjaciele”.

Będzie w niej mowa o obecnej działalności Tadeusza Rydzyka i jego dzisiejszych współpracownikach. Będzie o pewnym senatorze PiS, który jest gwiazdą mediów - nie tylko Rydzykowych, ale też niezależnych. Senator okazał się ciekawszą postacią, niż sądziłem na początku, więc poświęciłem mu więcej miejsca. Dowiemy się, co łączyło Tadeusza Rydzyka ze zmarłym niedawno potentatem Romanem Karkosikiem – i co mogło ich łączyć z włoskim miliarderem Silvio Berlusconim. Przyjrzymy się też ekspertowi, który firmował pseudo-geotermalne machinacje Rydzyka. To kolejna postać o międzynarodowych powiązaniach.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Błażej Makarewicz, radiozet.pl.