Jarosław Kaczyński o taśmach „Gazety Wyborczej”: to nawet nie jest kapiszon

Redakcja
11.02.2019 07:25
Jarosław Kaczyński o taśmach „Gazety Wyborczej”: to nawet nie jest kapiszon
fot. Twitter

– Na taśmach publikowanych przez „Gazetę Wyborczą” nie ma przekleństw, nie ma omawiania nielegalnych działań, nie ma korupcji. To nie narusza mojego wizerunku – podkreślił prezes PiS w rozmowie z tygodnikiem „Sieci”. Jarosław Kaczyński po raz pierwszy od ujawnienia nagrań osobiście komentuje sprawę.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Kaczyński stwierdził m.in. że od wielu lat nieruchomość na Srebrnej stanowiła pewne „wyzwanie” dla spółki. Prezes PiS wyjaśnił, iż Birgfellner sam zainteresował się sprawą inwestycji w tym miejscu, „twierdząc, że potrafi to poprowadzić”.

„Deklarował, że z góry wynajmie część lokali i że uzyska kredyt w zachodnim banku. Z naszego punktu widzenia, biorąc pod uwagę problemy, na jakie trafiliśmy, takiej propozycji nie można było odrzucić” – mówił prezes PiS.

Dodał, że gdy inwestycję trzeba było przełożyć i pojawił się problem rozliczeń z austriackim biznesmenem, był pod „pewnym naciskiem moralnym ze strony tej części rodziny”.

„Austriak doszedł chyba do wniosku, że będzie z tej inwestycji po prostu żył, i to dobrze” – stwierdził i dodał: Może naczytał się tekstów, z których wynika, że ja tu wszystko mogę. Problem w tym, że nie było podstawy do prawnej zapłaty”.

Co z fakturami?

Zdaniem Kaczyńskiego wielokrotnie proszono Birgfellnera, żeby zawarł umowę obejmującą to co robi, na jakieś konkretne pieniądze. Prezes PiS podkreślił, że biznesmen prowadził rozmowy z Pekao SA, a nie z zachodnim bankiem, jak miał uczynić „i robił to z własnej inicjatywy”. Wynajął również profesora architektury z Wiednia, który przedstawił koncepcję dwóch wież.

PRZECZYTAJ TEŻ: Taśmy Kaczyńskiego i spółka Srebrna. Tłumaczymy sprawę krok po kroku

„W końcu przedstawił rozliczenie w wysokości 2,5 mln zł, w tym rachunek potwierdzony przez firmę doradczą Baker McKenzie na 101 tys. euro w odniesieniu do spółki Nuneaton” – powiedział Kaczyński. Jak tłumaczył, „Birgfelnner kupił tę spółkę (Nuneaton), rozpoczynając działalność w Polsce w firmie zajmującej się sprzedażą spółek, później odkupiła ją Srebrna” .

Podkreślił, że poza rachunkiem na 101 tys. euro Austriak przedłożył „jeszcze parę niewielkich rachunków”, wśród których nie było rachunku za pracę wiedeńskiego architekta. „Do owych 2,5 mln wciąż było daleko. Prosiliśmy więc o rachunki, ale tych nie było- powiedział polityk.

Co do faktury opublikowanej w miniony czwartek przez „Gazetę Wyborczą” Kaczyński skomentował:  „taki dokument nie wpłynął w czerwcu do spółki, a powinien do niej trafić”.

Zobacz także

Jak dodał, sądząc, że odpowiednia dokumentacja zostanie dostarczona, sam namawiał z początku władze Srebrnej, by zapłaciły, ale nie zgodził się zarząd ani rada nadzorcza.

„W odniesieniu do owych 101 tys. prosiliśmy McKenzie, by przenieśli roszczenia z Nuneaton na Srebrną, ale na to z kolei oni się nie zgodzili” - wskazał lider PiS. I tak doszło do tej sytuacji, do tych rozmów – mówił.

Marzenie o „dwóch wieżach”

Kaczyński w wywiadzie dla „Sieci” był pytany też o sam cel budowy wież.

„Od wielu lat mam takie marzenie, które jest w pełni legalne, choć może się nie podobać w pewnych środowiskach, by Instytut Lecha Kaczyńskiego stał się poważną konkurencją dla Fundacji Batorego” – powiedział.

Zobacz także

Jak zauważył, Batory obecnie nie ma konkurencji, również w przypadku starań o zagraniczne fundusze.

„Byłoby to poważne przedsięwzięcie typu ideowego, może coś w rodzaju Fundacji Adenauera, stanowiące istotne zaplecze polskiego patriotyzmu i myśli państwowej” - przekonywał prezes PiS.

Źródło finansowania

Na pytanie, czy wspomniane wieże miały zapewnić instytutowi stałe finansowanie, odpowiedział twierdząco. Podkreślił, że miała być to „nowoczesna inwestycja, z częścią biurową, ale także z hotelem i centrum konferencyjnym”.

„W pierwszych latach, w czasie spłacania kredytu, pozwalałoby to uzyskać dochody, choć znacznie mniejsze niż to, co ma Batory. W dalszym etapie po spłacie zadłużenia, za około ćwierć wieku, kwota ta byłaby większa. Dawałoby to instytutowi ogromne możliwości działania – powiedział Kaczyński.

Zobacz także

Zaznaczył przy tym, że „nie miałoby to nic wspólnego” z jego osobistą sytuacją finansową, bo - jak mówił – celem było wyłącznie choćby częściowe zrównoważenie szans na rynku idei w Polsce”.

„I podkreślam - gmach miał być przeznaczony wyłącznie do zarabiania pieniędzy. Nie miało być tam siedziby fundacji. Propozycje, by były tam litery JK czy LK, rzeczywiście padały, ale zdecydowanie je odrzucałem” – zaznaczał lider PiS.

Ile było rozmów?

Na pytanie, po co i kiedy Gerald Birgfellner rejestrował ich rozmowy, Kaczyński zaznaczył, że nie wie, czy Austriak nagrywał go od początku, czy zaczął „na którymś etapie”. „Na pewno starannie notował w kalendarzu wszystkie rozmowy, co też jest dziwne” – powiedział.

Jak dodał, według Birgfellnera ich spotkań było 16.

Zobacz także

„Moim zdaniem - połowę mniej, ale nie wykluczam, że wliczał w to święta, podczas których się widywaliśmy” - zaznaczył Kaczyński i podkreślił: „Na pewno nie było żadnej próby wykorzystania tych nagrań do nacisku czy jakiegoś szantażu, któremu i tak bym nie uległ”.

Na sugestię redaktora o „grze politycznej” w związku z tym, że Austriak jest klientem Romana Giertycha, Kaczyński odparł, że „to jest rzeczywiście jakaś poszlaka”.

Zobacz także

„Przede wszystkim adwokaci chcący po prostu bronić jego interesów zwróciliby się do sądu cywilnego i wytoczyli sprawę z roszczeniami. Jeśli zwrócili się do prasy, to cel w istocie był inny” - powiedział.

Bomba czy kapiszon?

Zdaniem Kaczyńskiego taśmy  „GW” to „nie jest nawet kapiszon”. „Tam przecież nic nie ma” - dodał.

Na sugestię redaktora, że „Wyborcza” miała nadzieję na zniszczenie jego wizerunku, odpowiedział: „Jeśli sądzili, iż mój wizerunek sprowadza się do tego, że żywię się wodą i chlebem, a o gospodarce nie mam pojęcia, to mogę im powiedzieć tylko jedno: to wizerunek nieprawdziwy”.

„Na tych taśmach nie ma przekleństw, nie ma omawiania nielegalnych działań, nie ma korupcji. Jest poszukiwanie wyjścia z trudnej sytuacji, przy nacisku na legalność działań” – podkreślił i dodał, że nie narusza to jego wizerunku, ale powoduje, że musi  „prostować te wszystkie kłamstwa i sugestie”, których celem  - jak dodał - jest prezentacja działań  PiS jako czegoś podejrzanego.

RadioZET.pl/PAP/JŚ