Po tragedii w Darłówku. Ratownicy o zachowaniach rodziców: zarzucają nam, że lubimy przyglądać się dzieciom

Mikołaj Pietraszewski
18.08.2018 15:29
Darłówko
fot. Plaża w Darłówku/Wikimedia.Commons

Kilkulatki są pozostawiane bez opieki, a wtedy o krok od tragedii – mówi Sylwester Kowalski, szef ratowników w Darłówku. I nie jest w tej opinii odosobniony, gdyż według sporej grupy ratowników to właśnie nieodpowiedzialna postawa wielu rodziców może doprowadzić do wypadku.

Historia z Darłówka, gdzie zaginęło, a następnie zatonęło troje dzieci w wieku 11-14 lat, skłoniła do refleksji na temat tego, w jaki sposób należy dbać o bezpieczeństwo najmłodszych i zapobiegać tragedii. Niestety, ratownicy patrolujący nadbałtyckie plaże często nie mają dobrego zdania o rodzicach małych dzieci.

O krok od tragedii

Ratownicy zarzucają rodzicom, że pilnują swoich pociech, że ich uwagę pochłaniają inne bodźce, jak np. smartphone'y. - Kilkulatki są pozostawiane bez opieki, a wtedy o krok od tragedii – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Sylwester Kowalski, szef ratowników w Darłówku.

W artykule przytoczone zostają niemal dramatyczne historie: o zapłakanej i biegającej wzdłuż brzegu 4-latce, która szukała mamy okazało się, że kobieta była zajęta...umawianiem strzyżenia swoich psów. Albo o 6-latku, którego pływającego na dmuchanym materacu zaczyna porywać morze, a rodzice leżą kilkaset metrów dalej, wpatrzeni w telefony.

- Ludzie, którzy przyjeżdżają nad morze rozum i wyobraźnię chyba zostawiają w domu. Apelujemy do nich, żeby zwracali większą uwagę na dzieci. Ale wtedy rodzice zarzucają nam, że widocznie lubimy się przyglądać dzieciom i dlatego tak za nimi biegamy – dodaje Kowalski.

"Mieli pilny telefon"

Podobne zdanie ma inny pytany przez WP doświadczony ratownik Marek Jurkiewicz. – Zazwyczaj tłumaczą, że zostawili dziecko tylko na chwilę, bo mieli pilny telefon, albo że mają podzielną uwagę i wszystko kontrolowali. Gdy odpowiadam, że przecież szukaliśmy ich z dzieckiem pół godziny, są w szoku – mówi Marek Jurkiewicz, ratownik z letnim doświadczeniem.

 - Powtarzamy rodzicom, żeby zostawiali telefony w domu. Albo przynajmniej nie korzystali z nich na plaży, ale pukają się w głowę i jeszcze wyzywają nas, że nie będziemy im czasu organizować. Gdy powiedziałem jednej z mam, której córka się zgubiła, że już trzy takie dziewczynki wyciągałem martwe z wody, chciała mnie uderzyć - opowiada Jurkiewicz.

Tragedia w Darłówku

We wtorek po południu na plaży w Darłówku Zachodnim matka zgłosiła zaginięcie jej trojga dzieci, chłopców w wieku 14 i 13 lat oraz 11-letniej dziewczynki. Według policyjnych ustaleń, kobieta miała na chwilę spuścić je z oczu, wychodząc z najmłodszym dzieckiem do pobliskiej toalety.

Jeszcze we wtorek ratownicy wyciągnęli z morza 14-latka. Reanimacja okazała się skuteczna, ale chłopiec nie przeżył kolejnego dnia - zmarł w szpitalu w Koszalinie. Rozpoczęły się wówczas poszukiwania dwojga dzieci uznanych za zaginione.

Zawiadomienie do prokuratury

W piątek zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez osoby zobowiązane do pełnienia pieczy nad plażowiczami na kąpielisku w Darłówku złożył adwokat rodziców dzieci Paweł Zacharzewski. Jak powiedział, "rodzice dzieci mają szereg zastrzeżeń do akcji ratowniczej, która została podjęta". Oboje, jak zapewnił, byli na miejscu zdarzenia.

RadioZET.pl/wp.pl/PAP/MP