Zamknij

Tragedia w Dziwnowie. Nurek: auto leżało na dnie, 30 metrów od nabrzeża

PAP
03.03.2021 20:39
Tragedia w Dziwnowie
fot. DOMIN /AGENCJA SE /East News

Wypadek w Dziwnowie miał miejsce w niedzielę 28 lutego. Jak relacjonuje nurek Zbigniew Jeszka, który brał udział w akcji ratowniczej, samochód leżał na dnie na dachu około 30 metrów od nabrzeża. Samochodem jechała rodzina. Wszystkie cztery osoby, które przebywały w aucie zginęły.

Tragedia w Dziwnowie. Auto osobowe wpadło do Zalewu Kamieńskiego w Dziwnowie w niedzielę. Samochodem jechała rodzina. Wszystkie cztery osoby, które przebywały w aucie zginęły. To dwie osoby dorosłe i dwójka dzieci. W samochodzie był także pies.

"Około godz. 12.30 było oficjalne zgłoszenie od komendy policji i straży pożarnej, że jest wypadek przy urzędzie gminy w Dziwnowie; potrzebny jest natychmiastowo nurek, który obsługuje te zdarzenia" – powiedział w środę PAP Zbigniew Jeszka, nurek, który brał udział w wyciąganiu auta.

Tragedia w Dziwnowie. Nurek: samochód leżał na dachu, ponad 30 metrów od nabrzeża

"Zgłosiłem się i powiedziałem, że już jadę" – kontynuował Jeszka. "Pobiegłem do garażu, wsiadłem do samochodu i ubrany w skafander gotowy do skoku do wody przyjechałem na miejsce w 10 - 15 minut" – powiedział. Jak dodał, informacja była taka, że w aucie mogą być osoby żywe, dlatego służby prosiły o pośpiech.

Świadkowie twierdzili, że samochód utonął blisko przy nabrzeżu, a okazało się on był już w nurcie – powiedział Jeszka. Z jego informacji wynika, że samochód leżał na dachu, ponad 30 metrów od nabrzeża.

Według relacji nurka, ciała pasażerów zlokalizowane były w przedniej części pojazdu. Po wyciągnięciu samochodu z wody były w nim uchylone szyby. Pytany, co mogłoby być przyczyną wypadku, Jeszka odpowiedział, że wszystkie warianty są obecnie rozpatrywane.

Rodzina zginęła w wypadku w Dziwnowie. Jak doszło do tragedii?

Z przypuszczeń nurka wynika, że auto z automatyczną skrzynią biegów mogło wpaść do wody, bo kierowca pomylił pedał hamulca z pedałem gazu. Według jego relacji, żeby auto wpadło w tamtym miejscu do wody, trzeba było wykonać skręt w prawo o 90 stopni. Jak dodał, od krawędzi pasa ruchu (to Nabrzeże Kościuszkowskie - PAP) do krawędzi nabrzeża są dwie długości samochodu.

W sprawie niedzielnego wypadku śledztwo prowadzi prokuratura. Dotyczy ono nieumyślnego spowodowania wypadku, na skutek którego śmierć poniosły wszystkie podróżujące autem osoby. Wyłowiony pojazd został zabezpieczony do dalszych badań technicznych, zabezpieczono również nagranie z monitoringu z firmy, której budynek stoi na nabrzeżu. Przesłuchano także świadków wypadku. Jak przekazała prokurator, "zabezpieczono ciała wszystkich podróżujących pojazdem osób celem przeprowadzenia sekcji sądowo-lekarskiej".

RadioZET.pl/ PAP