Brak drogi ewakuacyjnej, odnalezienie klamki jako element gry. Nowe ustalenia prokuratury ws. tragedii w escape roomie

Mikołaj Pietraszewski
08.01.2019 14:46
Koszalin
fot. PAP

Zasłonięte okna, brak ewakuacji oraz odnalezienie klamki jako jeden z elementów gry - prokuratura podała nowe ustalenia ws. tragedii, która w ostatni piątek wydarzyła się w koszalińskim escape roomie. 

O sprawie czytamy na portalu TVN24. Według śledczych zajmujących się sprawą, escape room w Koszalinie, w którym doszło do tragedii, mógł być pułapką bez wyjścia. 

Nowe ustalenia prokuratury

- Elementem rozwiązania zagadki było odnalezienie klamki do drzwi od strony wewnętrznej. Okna zabite były od strony wewnętrznej regipsem, tak aby było pomieszczenie ciemne – przekazał dziennikarzom Ryszard Gąsiorowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie. Dodał, że w oknach była także zamontowana krata.

"Ofiary nie były zamknięte na klucz. Zapadka zamka wchodziła w futrynę, a klamka była ukryta. W sytuacji awaryjnej wystarczyło z zewnątrz szarpnąć drzwi, by je otworzyć. Poszkodowany pracownik escape roomu zeznał, że nie był w stanie tego zrobić przez ogień, który opanował pomieszczenie, w którym się znajdował" - czytamy na tvn24.pl.

Należy także pamiętać, iż z pomieszczenia można było się wydostać tylko jednym wyjściem, a zamek w drzwiach nie podlegał elektronicznemu systemowi zwalniania (gdyby tak było, można byłoby go otworzyć np. za pomocą specjalnego pilota). 

Pożar w escape roomie, jego twórca usłyszał zarzuty

W piątek wieczorem w tzw. escape roomie w Koszalinie doszło do pożaru, w którym zginęło pięć dziewcząt. W poniedziałek prokuratorom udało się przesłuchać poparzonego pracownika escape roomu. 25-latek miał próbować odblokować wyjście z pokoju, gdzie znajdowały się uczestniczące w grze 15-latki. Mężczyzna wciąż przebywa w szpitalu w Gryficach.

Jeszcze tego samego dnia policja zatrzymała 28-letniego Miłosza S. - twórcę i zarządcę escape roomu. Mężczyzna usłyszał już zarzut umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci osób, które zginęły w pożarze. Czyn zagrożony jest karą do 8 lat pozbawienia wolności. Nie przyznał się do winy. Sam lokal zarejestrowany był na jego babcia, z którą obecnie nie ma kontaktu. 

Jednym ze skutków tragedii są wzmożone kontrole w escape roomach w całej Polsce. Ich wyniki są druzgocące. W większości tego typu lokali zanotowano rażące uchybienia w zakresie zapewnienia klientom bezpieczeństwa. 

RadioZET.pl/tvn24.pl/MP