Zamknij

Tragedia w escape roomie. Pracownik pokoju zagadek opuścił areszt

20.10.2020 21:56
Tragedia w escape roomie. Pracownik poza aresztem
fot. DOMIN/AGENCJA SE/East News

Sąd Apelacyjny w Szczecinie nie przedłużył tymczasowego aresztu pracownikowi escape roomu w Koszalinie, w którym zginęło pięć 15-latek. Radosław D. opuścił areszt. Wciąż przebywa w nim właściciel pokoju zagadek Miłosz S. 

Tragedia w escape roomie z początku stycznia 2019 roku wciąż pozostaje niewyjaśniona. Sprawa śmierci piątki nastolatek po wybuchu butli z gazem rozciąga się w czasie - areszt Miłosza S. był kilkakrotnie przedłużany, zgodnie z ostatnim postanowieniem sądu podejrzany pozostanie w areszcie do 10 listopada.

Tymczasem na wolność wyszedł pracownik pokoju zagadek, który, podobnie jak właściciel, jest podejrzany o „umyślne spowodowanie niebezpieczeństwa wybuchu pożaru i nieumyślne doprowadzenie do śmierci dziewcząt”. Prokuratura planuje zakończyć śledztwo do 31 grudnia 2020 roku.

Śmierć nastolatek w escape roomie. Pracownik pokoju zagadek opuszcza areszt

26-letni Radosław D., pracownik escape roomu, był początkowo przesłuchiwany jako świadek. W chwili tragedii nie było go w pomieszczeniu, gdzie wybuchły butle z gazem. Z ustaleń prokuratury, wynika, że nie było go na terenie całego budynku.

Zobacz także

Tymczasem sam zeznał, że obserwował dziewczęta podczas zabawy w pokoju zagadek. A nawet, że „w pewnym momencie usłyszał, że coś się dzieje z jedną z butli gazowych, znajdujących się w pomieszczeniach”.

- Płomienie były coraz większe i gdy zorientował się, że jest to bardzo duży pożar i nie będzie miał już dostępu do drzwi, które należałoby otworzyć, by dziewczęta mogły opuścić pomieszczenie, będąc poparzonym, odczuwając ból, wybiegł na zewnątrz, dobiegł do pierwszych osób, które przebywały na zewnątrz i krzyczał, by wzywano pomoc, straż pożarną" – przekazywał jego wersję Ryszard Gąsiorowski, rzecznik prokuratury.

Zobacz także

Dodał, że w ocenie śledczych nie ustały dwie przesłanki, uzasadniające wniosek o dalszy areszt Radosława D. - zagrożenie surową karą i obawa matactwa. Wyjaśnił, że prokuratura czeka jeszcze na opinie biegłych m. in. w zakresie działania straży pożarnej oraz pogotowia.

Obie opinie mają wyjaśnić, czy działanie służb ratowniczych na miejscu zdarzenia - straży pożarnej i służb ratowniczo-medycznych – było właściwe, czy ewentualnie są w tej sprawie jeszcze inne osoby, oprócz tych, które usłyszały już zarzuty, mogące przyczynić się do śmierci dziewcząt.

Podejrzanym grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.

RadioZET.pl/PAP